Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grochów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grochów. Pokaż wszystkie posty

28 sierpnia 2015

Pocztówka nr 68 – z upału

Sezon bliżej końca niż początku, a tu jeszcze żadna pocztówka nie wrzucona – pora to nadrobić. Widoczek południowogrochowski.

Nawiasem mówiąc, czy ktoś jeszcze pamięta, że zeszłoroczne lato było, cytując klasyka, nie-go-rą-ce? Co prawda cały lipiec przesiedziałem wtedy w Bielsku-Białej, które ma klimat nieco inny niż Warszawa – kiedyś ze zdumieniem odkryłem, że statystyczna roczna średnia opadów jest tam dwukrotnie wyższa, co zgadza się z prostą obserwacją, że często tam leje. Nie jest więc prawdą, że wszędzie u nas tak samo. Ale w necie znaleźć można taką mapę temperatur minimalnych z zeszorocznego 24/25 sierpnia, z której wynika, że w Sudetach nad ranem było wówczas 2,5º, w Warszawie 9º, oraz taką mapę temperatur maksymalnych z 26 sierpnia, niemal równo sprzed roku – w Warszawie było tego dnia maksymalnie 14,4º. Czyli lata tegoroczne i zeszłoroczne uśredniają się zapewne lekko powyżej średniej. Co jest zgodne z ogólną regułą, mówiącą o polskim klimacie, że cechuje się nieumiarkowaną zmiennością w granicach klimatu umiarkowanego. Ech, czy ktoś to jeszcze pamięta...

18 kwietnia 2014

Miejskie aktualności: wybuch / Kobielska 91 wczoraj i dziś

Najwyższy czas wrócić na linię kolejową 139, i to wrócić na dłużej. Zamiar polegał przecież na dokumentacji wszystkich stacji tej linii, nie mówiąc o wypadach w ich okolice; w dotychczasowym tempie nigdy go nie zrealizuję. Żeby jednak nie wysiedlać zupełnie bloga poza Warszawę, posty o linii 139 przeplatał będę zwięzłymi raczej postami z zakresu warszawskich miejskich aktualności. Dziś pierwszy z nich.

Dwa tygodnie temu miał miejsce wybuch w budynku przy Kobielskiej 91; donosiły o tym owego wieczoru i nazajutrz wszystkie warszawskie media (według informacji, które się wówczas pojawiły, sprawcą był lokator czekający na eksmisję). Wiadomość ta wprawiła mnie w niepokój, gdyż wyobraziłem sobie, że z całego budynku wkrótce nic nie zostanie – że w rezultacie szkód zostanie wyłączony z użytkowania i wyburzony – a wielokrotnie myślałem, że jest on tematem do opisania. Tak źle nie jest; poważnego uszczerbku doznało tylko kilka mieszkań. Uznałem jednak, że lepiej dłużej nie czekać i co najmniej napocząć temat zestawieniem wczoraj i dziś

Na początek widok kilka dni po wybuchu:
I przedwczoraj:
Budynek ten był pierwotnie jednym z miejskich domów czynszowych dla bezdomnych, których cały kompleks powstał w latach dwudziestych przy Podskarbińskiej i Kobielskiej (nazywano je wówczas „domami-hotelami). Kwaterowane były tam rodziny eksmitowane z innych budynków; czynsz był niski (rzędu 20–40 złotych miesięcznie), nie były to jednak darmowe noclegownie. Najbardziej znaną częścią tego założenia są trzy wyższe, trzypiętrowe domy po wschodniej stronie Podskarbińskiej i północnej Kobielskiej, o adresach Podskarbińska 6 i 8 oraz Kobielska 88/92, w tym jeden z efektownym (jak na dzisiejsze standardy, a także jak na swoją funkcję) narożnikiem u zbiegu tych dwóch ulic. Dom przy Kobielskiej 91 jest od tamtej części założenia niższy, skromniejszy architektonicznie (co nie znaczy, że brzydszy) i odrobinę starszy; dziś wyróżnia się też tym, że jako jedyny nie został jeszcze ostyropianowany, i z tej zwłaszcza przyczyny budzi mą sympatię. Ten zakątek miasta z sąsiadującymi ze sobą dwoma przykładami budownictwa socjalnego II RP – drugim, obok osiedla dla bezdomnych, jest osiedle TOR po zachodniej stronie Podskarbińskiej – uważam za bardzo ciekawy.

Chronologia osiedla jest następująca: w latach 1924–25 miasto zbudowało pierwszy dom drewniany (z murowanymi klatkami schodowymi), ustawiony wzdłuż Podskarbińskiej między Kobielską a Grochowską. W roku 1926 oddano drugi identyczny dom, ustawiony równolegle do pierwszego dalej od Podskarbińskiej; według dzisiejszych źródeł miał on adres Kobielska 93. W roku 1927 oddano trzeci dom, również identyczny kształtem, ale w całości murowany – to ten, który ma dziś adres Kobielska 91 (nie jestem pewien, czy tak było od początku) i w którym dwa tygodnie temu był wybuch. Te trzy domy miały od 73 do 76 mieszkań, w olbrzymiej większości jednoizbowych, z kuchnią węglową, ale bez sanitariatów – te były wspólne (większe były mieszkania dozorców oraz dwuizbowe mieszkania w narożnikach). Około roku 1928 ukończono po drugiej stronie Kobielskiej trzy dużo większe domy o wymienionych już adresach, mieszczące w sumie 493 izby. Cały kompleks jest widoczny na zdjęciu lotniczym z roku 1936 – cyfry odpowiadają powyższej chronologii:
Na zdjęciu z roku 1945 widać puste miejsce po dwóch pierwszych, drewnianych domach, które zapewne poszły z dymem:
We wczesnych latach pięćdziesiątych teren zwolniony przez te dwa domy zabudowano częściowo kinem 1 Maj (jednym z czterech kin wzniesionych wówczas według podobnych projektów, obok Stolicy, Ochoty i nieistniejącego już kina W-Z). Kino to zamknięto w latach 90.; dziś jest w nim Marc-Pol. Już w XXI wieku południową część terenu zajęło natomiast dzielnicowe Centrum Promocji Kultury. 

Zamieszczone niżej zdjęcia przedwojenne ściągnąłem z Warszawy 1939. Pierwsze i ostatnie z nich (te z IS PAN) datowane są na rok 1928 i podpisane nazwiskiem Jaworski, drugie nie ma żadnego podpisu, trzecie pochodzi z książeczki Budownictwo mieszkaniowe Magistratu m.st. Warszawy 1924–1928. Zdjęcia współczesne robiłem 16 kwietnia; pogoda była, jak widać, bez szału. 

Pierwsze zdjęcie historyczne przedstawia Kobielską 91 od wschodu; za nią po lewej widoczna ściana szczytowa drewnianej Kobielskiej 93, po prawej – budująca się Kobielska 88/92. Miejsce, z którego zrobiono zdjęcie, zajmuje dziś boisko przy Zespole Szkół im. Olimpijczyków Polskich (Siennicka 15).
Drugie zdjęcie pokazuje Kobielską 91 i 93 w przeciwną stronę; w głębi widoczny jest obelisk na cześć budowy szosy brzeskiej przy Grochowskiej. We współczesnym kadrze widać tył kina 1 Maj, z przyczyn mi nieznanych przemalowanego jako Marc-Pol w narodowe barwy Szwecji.
Trzecia para to widok Kobielskiej 91 od frontu. We współczesnym odpowiedniku stanąłem ostatecznie pod nieco większym kątem, gdyż inaczej w kadr wchodzi jakiś budynek techniczny związany z dawnym kinem.
Ostatnia para jest, jeśli chodzi o kadr dzisiejszy, nieco obsesyjna. Na starym zdjęciu widok na trzy budynki zespołu (oraz budującą się nowszą część w tle) od strony Grochowskiej, z miejsca, w którym jest dziś parking na zapleczu bloczku mieszczącego część biur urzędu dzielnicy Praga-Południe (Grochowska 262).
Wesołych Świąt!

4 kwietnia 2014

Mała antologia warszawskiej trylinki (1)

Poprzedni post był dość ciężki, dlatego dziś czysta estetyka. Mało słów, dużo zdjęć. Nic o policji, polityce, wenerologii, psychiatrii itd.

Co to jest trylinka – nie wszyscy znają nazwę, ale większość mieszkańców kraju od Odry po Bug zna sam ten element rzeczywistości. A nawet, jak można wnioskować z posta na skolegowanym blogu, po Dźwinę i Zbrucz – mimo że w tamtych rejonach na kładzenie trylinki były wszystkiego cztery lata, bo patent jest z roku 1935. Ponieważ Wikipedia jest powszechnie dostępna, o historii trylinki nic więcej. 

W Warszawie, tak jak gdzie indziej w Polsce, trylinkowa nawierzchnia jest zwyczajna na wszelkiego rodzaju zapleczach, podwórzach, drogach wewnętrznych, zjazdach do garaży itd.; na starszych osiedlach, np. osiedlu WSM na Kole, jest między blokami wręcz standardem. Są też jednak pokryte trylinką pełnoprawne ulice z nazwą, prowadzące skądś dokądś, nie tylko do garażu, czasem ślepe, ale zwykle obustronnie skomunikowane z całym miejskim krwiobiegiem; wyłącznie nimi będę się tu zajmował, pomijając wszystkie zaplecza.

Te dzisiejsze trylinkowe ulice-ostańce są – przypuszczam – niedobitkami z czasów, gdy trylinka była dużo bardziej powszechna niż dziś; myślę, że jej złoty wiek to mniej więcej lata 50.?

Na pomysł tego posta wpadłem, gdy kilka zdjęć trylinkowych wklęsłości i spiętrzeń przywiozłem z ulicy Antoniewskiej, od niej zatem zaczynam.
Wewnątrzmiejskie enklawy dzikości, jak Siekierki czy Odolany, szczególnie sprzyjają trylince, ale pojedyncze jej przykłady znaleźć można w każdej dzielnicy. Na kolejnych zdjęciach kaleki, jakby po amputacji kawałek Karolkowej, odcięty od jej dalszego biegu:
Z Saskiej Kępy do antologii zbieram końcowy (lub raczej początkowy), ślepy odcinek Obrońców:
Na zdjęciu dom Łepkowskich z około 1930 roku – przykład saskokępskiej architektury nieawangardowej. Warto się przyjrzeć leżącej tu trylince z dość dużych kamieni, czasem niewiele mniejszych niż kocie łby. To chyba jeszcze wersja przedwojenna – wydaje mi się, że im trylinka młodsza, tym drobniejsze zastosowane w niej kruszywo, aż po najnowsze płyty z zupełnie gładkiego betonu.
Prawie w całości wyłożona trylinką jest też na Saskiej Kępie uliczka Peszteńska. Dom z kolejnego zdjęcia opisywałem już w innej porze roku:
Niedaleko, choć już na Kamionku, jest ulica Stanisława Augusta, też z trylinką na końcowym odcinku:
Prawdziwym trylinkowym zagłębiem, i to o dziwo nie wśród wewnętrznych dzikich pól, tylko w dzielnicy miejskiej, gęsto zabudowanej i licznie zamieszkanej, jest część Grochowa ograniczona Siennicką, Grochowską, Wiatraczną i torami kolejowymi. To ulica Kobielska:
Kickiego:
Mycielskiego:
Paca:
Też Paca, od innej strony:
Siennicka:
Jeszcze raz Kobielska, widziana z Mycielskiego:
W tym grochowskim prostokącie można podziwiać leżące obok siebie rozmaite trylinkowe frakcje, wersje gładkie i chropawe, stare i młode. Róg Kobielskiej i Kickiego:
Uliczka Przeworska:
Na kolejnym zdjęciu z Mycielskiego widać naraz cztery nawierzchnie: trylinkę, kocie łby, prostokątne betonowe płyty i dość drobną kostkę granitową:
Nie wiem, z czego wynika obfitość trylinki w tym rejonie. Nie wiem też, czy w komórkach ratusza odpowiedzialnych za nawierzchnię ulic jest zwyczaj traktowania tego, co dotrwało do dziś niewyasfaltowane, jako zabytku – na pewno tak jest gdzieniegdzie z kostką kamienną, ale trylinka i kocie łby...? Zresztą dopiero co znikła największa połać grochowskiej trylinki – ulica Chrzanowskiego, w zeszłym roku wyasfaltowana; trylinkę można wciąż oglądać w Street View.

Na tym antologia się nie kończy. W następnym jej odcinku planuję trylinki odolańskie i co najmniej jedną ochocką (o samym inżynierze Trylińskim też kiedyś będzie). Gdyby ktoś miał jakieś ciekawe propozycje – proszę zgłaszać.

10 lutego 2014

Szewc bez butów

Miejsce akcji: Grochów, ulica Wiatraczna.