Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzylesie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Międzylesie. Pokaż wszystkie posty

8 listopada 2013

Kościół Imienia Najświętszej Maryi Panny w Międzylesiu 3/3

Do zamknięcia tematu kościoła Imienia NMP w Międzylesiu pozostało mi przedstawienie jego architektury zewnętrznej. Ponownie zastrzegam się, że nie ona jest powodem, dla którego o tym kościele piszę (tak jak nie sama architektura, zresztą ani współczesna, ani nowoczesna, zachwyciła mnie w Wesołej). Są w Warszawie w miarę współczesne kościoły – starsze, lecz śmielsze – których architekturę uważam za dużo świetniejszą, lecz w których wnętrzu, zdominowanym przez jakieś dzieła buntujące mój ustrój, zupełnie się nie odnajduję. Najbliższy taki jest w Aninie, w sąsiedniej parafii; może kiedyś i jemu poświęcę post. Koniec końców, o architekturze kościoła w Międzylesiu sądzę, że gdyby tak wyglądała średnia współczesnej architektury sakralnej – to żylibyśmy w świecie architektonicznie udanym.

Najpierw widok z głównej w Międzylesiu ulicy Żegańskiej. Kościół nie jest monumentalny. Gdyby ktoś miał kłopot z odnalezieniem go na zdjęciu – jest w samym środku; po lewej widać sylwetkę Centrum Zdrowia Dziecka. Dzięki skromnym wymiarom kościół wpisuje się w sąsiednią zabudowę, gdyż Międzylesie jest zasadniczo dzielnicą willową (są też bloczki starsze i nowsze, ale niewielkie).
Widok ogólny z ulicy Bursztynowej:
Zakrzywiony widok od przodu; ulica jest wąska, żeby objąć cały front wraz z dzwonnicą, musiałem skleić dwa zdjęcia:
Pisałem o starannie zaprojektowanym wyposażeniu kościoła; tę staranność widać również na zewnątrz, np. w efektownie ułożonym bruku z kostki kamiennej:
Jeszcze jedno zdjęcie obrazujące niemonumentalną skalę budynku:
Cały kościół jest obłożony piaskowcem identycznym jak ten zastosowany wewnątrz, do tego w kilku miejscach pojawiają się płyty czarnego kamienia (granitu, sądzę). Architekturę właściwie można określić jako neoromańską, czy też neoromańsko-postmodernistyczną. Łączenie modernistycznego języka uproszczonych form z cytatami z tradycji jest w architekturze sakralnej normalne – budowano tak i w latach 30., i w 70., i dziś. Fasada nie dostarcza szczególnych wrażeń, fajniej jest po bokach. Z lewej strony są arkadki zakończone drzwiami do transeptu:
Najfajniej jest z prawej. Wyraźnie wyodrębnia się tu bryła kaplicy z obrazem Jezusa Milosiernego, z trzema neoromańskimi okienkami, a moim ulubionym miejscem całego zewnętrza są schody na chór. Co ciekawe, zupełnie tu nie widać, że nawa to w istocie przekształcony lotniczy hangar.
Kolejny warszawski odcinek tego cyklu pojawi się już w nowym roku. Będą też niewarszawskie.

4 listopada 2013

Kościół Imienia Najświętszej Maryi Panny w Międzylesiu 2/3

Tak jak pisałem w pierwszym poście o kościele w Międzylesiu, tym, co w nim uważam za najwartościowsze, są polichromie i obrazy Mateusza Środonia, nadające charakter całemu wnętrzu. Z ich powodu piszę o tym kościele. Lecz skoro już to robię, chcę też zwrócić uwagę na inne jego cechy. Dziś o wyposażeniu wnętrza; nietypowość kościoła Imienia NMP polega również na tym, że jego wyposażenie jest spójne i nowoczesne. Projektantem wnętrza był Dariusz Hyc; nie wiem, czy dotyczy to całego wyposażenia, ale zakładam, że co najmniej miał nad nim pełną kontrolę. Zaznaczam, że nie uważam tego wyposażenia za ósmy cud świata – wzięte z osobna, niektóre jego elementy by mi się nie podobały. Godny uwagi jest jednak fakt, że kościół ma wyposażenie tak – powtórzę z braku lepszych słów – spójne i nowoczesne; przez drugi z tych przymiotników nie rozumiem jakiegoś gestu poszukiwania nowości, zerwania z tradycją, tylko po prostu mówienie językiem swojego czasu. Kto bywa w kościołach, wie doskonale, jak to zazwyczaj wygląda – kinkiety z jednej parafii, stolarka z innej, ambonka i ołtarz jakoś zaprojektowane, ale zupełnie inaczej niż obowiązkowo złote tabernakulum. Przy tym niezależnie od architektury wyposażenie na ogół utrzymane jest w klimacie "tradycyjnym", co zwykle oznacza tandetę taką samą jak produkowane dziś "meble stylowe" czy dzisiejsza "architektura dworkowa".

Na początek to, co mi się podoba najbardziej, mianowicie konfesjonały. Są dwa, we wnękach po dwóch stronach kruchty. Po lewej mniejszy:
Po prawej stronie kruchty stoi większy konfesjonał, z dwoma "szafami" na penitentów (w mniejszym tylko spowiednik wchodzi do środka):
Ponownie: nie twierdzę, że to ósmy cud świata. Ale te konfesjonały mają się do współczesnych mebli tak jak konfesjonały osiemnastowieczne miały się do mebli osiemnastowiecznych, dziewiętnastowieczne – do dziewiętnastowiecznych itd.; to po prostu współczesny mebel kościelny. Myślę, że to zdrowa sytuacja. Zarazem sam projekt odpowiada mi ze względu na swą prostotę, podobnie jak ambonka: 
Wykorzystany tu piaskowiec jest ten sam co na ścianach transeptu i ścianie za ołtarzem. Sam ołtarz jest już nieco mniej prosty, ale spójny z resztą (jego częściowe zasłonięcie kwiatami to stan permanentny):
Posadzka ułożona jest z kamienia w odcieniu podobnym do piaskowca ze ścian, trochę ciemniejszym; tylko pośrodku, na osi ołtarza, umieszczone są duże płyty barwy jednolicie czarnej. Na zdjęciu powyżej widać także krucyfiks z metalową podstawką oraz świecznik. Przyjrzyjmy się temu drugiemu. W tym wypadku mogę powiedzieć, że wyrwany z kontekstu, ten świecznik by mi się nie podobał – jest już przesadnie ikeowaty. W Międzylesiu stanowi jednak element całości, zachowując jej prosty i nowoczesny styl:
Tabernakulum jest spójne z ołtarzem i ambonką (co bynajmniej nie jest normą). "Ryba" wydaje mi się nieco banalna, ale stanowczo odpowiada mi użyty materiał i ogólna prostota:
W płytkim prezbiterium muszą się znajdować sedilia, czyli siedzenia dla służby liturgicznej. Ten element kościelnego wyposażenia jest zwykle wyjątkowo niefortunny, prawie zawsze popada w jakąś pseudohistoryczność. Każdemu pomysłowemu proboszczowi łatwo go zmienić w zgodzie z własnym gustem – w końcu to tylko krzesła. Ławy w Międzylesiu są bardziej dizajnerskie od reszty wyposażenia; mam do nich stosunek o tyle sceptyczny, że nie wydają mi się wygodne. Są jednak – znowu powtórzę – spójne z całością i nowoczesne:
Na lewo od wnęki ołtarzowej, pod polichromią z Chrztem Pańskim – odsyłam do poprzedniego posta – stoi takoż spójna, prosta i nowoczesna, kamienno-metalowa chrzcielnica:
Styl wyposażenia wyraziście demonstruje naczynie na wodę święconą w ścianie kruchty (są takie dwa, po jednym przy drzwiach, ale drugie drzwi chyba nie są używane). W prostokątnym wcięciu w płycie czarnego kamienia umieszczone jest stalowe naczynie, brak jakichkolwiek ozdobników:
Również w tym wypadku gdyby brać ten element z osobna, byłbym sceptyczny; dlaczego misa na wodę święconą ma wyglądać jak skrzynka na listy? Ale jako część całości budzi on we mnie szacunek. Sama kruchta była przedmiotem komentarzy do poprzedniego posta; przyznam, że gdyby nie one, w ogóle nie zwróciłbym na nią uwagi. Jest to właściwie niewielki chór, dostawiony lekko ukośnie w stosunku do nawy i tylnej ściany kościoła; na chórze umieszczone są organy. Ponieważ nawa-hangar jest niska, wszystko jest tam dość ściśnięte. Pod chórem powstała kruchta wygrodzona szybami. Na pierwszym zdjęciu widok do wewnątrz przez szybę, w której odbijają się główne drzwi. Niżej widok z prezbiterium – widać też ambonkę od technicznej strony:
Skoro jesteśmy przy drzwiach – niżej kolejno te prowadzące z transeptu na zewnątrz kościoła, nieużywane na co dzień, i główne drzwi (jedne z pary) od zewnątrz:
Pozostały ławki. Wklejam tylko zdjęcie ławy wzdłuż ściany bocznej – znów nie ma cudu, jest spójność, nowoczesność i prostota:
Na zakończenie jeszcze raz obraz Jezusa Miłosiernego w wersji Mateusza Środonia:
 
*
Już po napisaniu tego posta, szukając w necie informacji o architekcie, trafiłem na numer Więzi (4/2012), w którym oprócz rozmowy z jego udziałem jest też nieznany mi wcześniej tekst Katarzyny Jabłońskiej o samym kościele. Linkuję – może ktoś ciekaw.

30 października 2013

Kościoły współczesne z sensem 2: Kościół Imienia Najświętszej Maryi Panny w Międzylesiu 1/3

Drugi kościół opisywany w tym cyklu stanowi temat mniej obszerny od kościoła w Wesołej; mniej tu historii, mniej ikonografii. Za to o ile w tamtym wypadku można było mieć wątpliwości, czy neoromański kościół z lat 30. z polichromiami Nowosielskiego z lat 70. daje się zakwalifikować jako współczesny, to kościół w Międzylesiu takich wątpliwości nie budzi – jego budowę ukończono już w XXI wieku, a polichromie mają około dziesięciu lat.
Pisałem już, że kościelne wnętrze jest dla mnie ważniejsze od architektury zewnętrznej. Ponieważ jednak ta również zasługuje na chwilę uwagi, kościół w Międzylesiu przedstawię w następującym porządku: dziś zasadniczy opis wnętrza, potem w krótszym poście kilka detali, w trzecim i ostatnim – budynek z zewnątrz.
Kościół ma bardzo prosty plan: składa się z jednej nawy przeciętej obszernym transeptem i zakończonej płytką wnęką, raczej reminiscencją prezbiterium czy absydy niż prezbiterium we właściwym sensie. Do wnętrza – do tej jedynej nawy – wchodzi się jak w wielką rurę. Jej kształt jest skutkiem wtórnego wykorzystania prefabrykowanych betonowych elementów hangaru mieszczącego pierwotnie wojskowego MiGa-23. Proboszcz, który zainicjował budowę świątyni, na początku lat 90. tanio kupił od wojska ten hangar, niszczejący sobie gdzieś w Mińsku Mazowieckim czy koło niego. Architekci musieli dostosować się do zaistniałych warunków; rezultat potwierdza ogólną zasadę, że ograniczenia formalne są tylko pomocą w osiągnięciu dobrych rezultatów. Ale to nie architektura jest głównym magnesem w tym wnętrzu. Przejdźmy teraz przez nie, zmierzając ku ścianie za ołtarzem.
Nawę przecina transept, w porównaniu z nią świetlisty, wysoki i przestronny:
Drewniany sufit nad transeptem ociepla wnętrze, a wielkie okno pod nim to główne źródło światła:
 
Wreszcie sprawa główna: na ścianie za ołtarzem, bezpośrednio na płytach bardzo jasnego piaskowca (wyłożone są nim ta ściana i transept, natomiast części "hangarowe" są pomalowane na biało; na zdjęciach ledwo widać różnicę), znajduje się polichromia przedstawiająca Matkę Bożą w pozie orantki i Jezusa – dzieło Mateusza Środonia, tak jak cały wystrój malarski wnętrza. Właśnie malarstwo Środonia jest powodem, dla którego kościół w Międzylesiu budzi we mnie uczucia głęboko pozytywne, chwilami przechodzące w zachwyt. Sama architektura, moim zdaniem bardzo dobra, nic by bowiem nie znaczyła, gdyby wnętrze zdominowała jakaś domalowana (dostawiona, dowieszona) w nim szkarada*.

* Zdaje się, że dokładnie to przydarzyło się pobliskiemu kościołowi pod wezwaniem św. Benedykta przy ul. Lucerny w Wawrze-Sadulu: sensowną architekturę, wśród której autorów jest współprojektant kościoła w Międzylesiu, na nice obróciło szkaradne wnętrze. Pierwotny projekt wnętrza (?) można sobie obejrzeć na stronie pracowni, a kilka fotek stanu obecnego zawiera strona parafii

Mateusz Środoń, rocznik 1972, ku memu zdumieniu nie ma jeszcze strony na Wikipedii, ale wydaje mi się dość znany, więc nie będę pisał jego biogramu. W skrócie: jest to malarz po ASP, który wyspecjalizował się w malowaniu ikon, do tego stopnia, że ukończył też w Grecji prestiżową szkołę tego fachu. Oczywiście jego twórczość nie polega na kopiowaniu ikon z X czy XV wieku; jest to oryginalne malarstwo. Jego cechy rozpoznawcze to – na ile to malarstwo znam – stosowanie niezwykle delikatnych, półprzezroczystych, jakby rozwodnionych, eterycznych barw oraz malowanie na surowym materiale – w Międzylesiu są nim kamień i drewno, które prześwitują spod farb. Zupełnie dosłownie patrzy się nie tylko na obrazy, ale też przez nie, na wskroś nich – co jest jedną z definicji ikony. Oprócz Międzylesia polichromie Środonia znajdują się w Warszawie w kaplicy przy Muzeum Powstania Warszawskiego.
Matka Boża z Jezusem ze ściany za ołtarzem w Międzylesiu odpowiada ruskiemu typowi Znak (Znamienije, stąd cerkwie i sobory Znamieńskie). Nie znam się na tym, więc się nie rozpisuję. Mały Jezus – jest to przedstawienie czysto symboliczne, nie nasuwające podejrzeń o realizm jak te, na których Maria trzyma Jezusa na rękach – jedną ręką błogosławi, w drugiej trzyma zwój Pisma. Dwóm centralnym postaciom towarzyszą po bokach archaniołowie Gabriel i Michał (widoczni na pierwszym zdjęciu poniżej) oraz prorocy Izajasz i Micheasz (zgodnie z chrześcijańską wykładnią prorokowali o Matce Bożej) – widoczni np. na piątym kolejnym zdjęciu.
Oranta w absydzie / na osi głównej nawy kościoła stanowi zbieżność między kościołami w Wesołej i w Międzylesiu. Nie sądzę, by to był przypadek; Środoń zna oczywiście malarstwo Nowosielskiego, a nawet bardzo silnie się nim fascynował, o czym mówi w wywiadach, których proszę sobie poszukać na własną rękę, gdyż czytałem je dawno i nawet nie pamiętam, czy w necie, czy na papierze. Zarazem w szczegółach tak formalnych, jak ikonograficznych oba przedstawienia są bardzo różne (w Wesołej w absydzie Chrystus jest obecny tylko na krucyfiksie).
Dwa obrazy na deskach drewnie klejonym poniżej Oranty, po dwóch bokach tabernakulum, przedstawiają narodziny Jezusa w grocie oraz pusty grób – też w grocie. Skoro była reminiscencja prezbiterium, to ten dyptyk z racji usytuowania i podłużnego kształtu można z kolei nazwać reminiscencją predelli.
Powróćmy do transeptu, by raz jeszcze spojrzeć stamtąd za ołtarz i w inne strony.
Na ścianie na lewo od wnęki ołtarzowej umieszczona jest polichromia przedstawiająca chrzest Jezusa w Jordanie (fale Jordanu są wyryte w kamieniu). Poniżej ustawiono chrzcielnicę, całość jest więc reminiscencją kaplicy chrzcielnej.
Drugi koniec transeptu zajmuje natomiast wyraźniej wydzielona kaplica poświęcona kultowi Bożego Miłosierdzia. W tej kaplicy znajduje się obraz, który uważam za prawdziwą rewelację – jest to Środoniowa wersja Jezu ufam Tobie, czyli – piszę teraz na użytek Czytelników, którzy bywania w kościołach nie praktykują – obrazu opartego na objawieniach św. Faustyny Kowalskiej, wiszącego dziś w 99,9% polskich kościołów oraz w znacznym procencie kościołów niepolskich i stanowiącego najciekawszy fenomen pobożnościowy w Kościele ostatnich lat. (Malarze współpracujący z klasztorami w Wilnie i Krakowie, twórcy standardowych wersji powielanych dziś w milionach kopii, nazywali się Eugeniusz Kazimirowski i Adolf Hyła). Zastosowanie ikonicznego stylu do tego motywu jest moim zdaniem strzałem w dziesiątkę. Okazuje się, że ten obraz może mieć wysoką klasę artystyczną, będąc zarazem w pełni "ortodoksyjny" i zgodny z warunkami kultu. (Wiadomo, że św. Faustyna się popłakała ze smutku, widząc, jak malarz Kazimirowski zrealizował jej wskazówki).
Na deseczce po lewej to św. Faustynka. Muszę tu enty raz powtórzyć zastrzeżenie o amatorskim charakterze moich zdjęć – proszę ich nie traktować jako reprodukcji, tylko jako zajawkę. Proszę się kopsnąć do Międzylesia – do dyspozycji jest SKM i parę autobusów, a na rowerze najlepiej ścieżką wzdłuż Wału Miedzeszyńskiego, ścieżką wzdłuż Kadetów, bez ścieżki ulicą Lucerny i znów ścieżką wzdłuż Mrówczej, potem przez tory i kawałek za nimi do ulicy Bursztynowej. Lub też od Gocławia ulicą Poprawną i dalej tak samo. 
Na koniec powróćmy do nawy-hangaru, od którego zaczęliśmy. We wnękach jego żeber umieszczone są stacje drogi krzyżowej, oczywiście również pędzla Środonia.
Kilka zajawek:
Można tu znów dostrzec zarówno nawiązanie do drogi krzyżowej Nowosielskiego z Wesołej – jest nim tło w postaci starannie namalowanej, cyzelowanej architektury – jak i odcięcie się od tej inspiracji – jest nim cała reszta, a zwłaszcza niezwykle spokojny jak na drogę krzyżową, mało ekspresyjny sposób przedstawienia postaci.

Wypada mi jeszcze podać nazwiska architektów kościoła: Halina i Stefan Drewiczewscy, Krzysztof Mycielski i Dariusz Hyc. Projekt rozpoczęli w roku 1993 jako studenci ostatniego roku architektury, pracę kończyli w latach dwutysięcznych, budowa bowiem trochę trwała. Co najmniej ostatni dwaj z wymienionej czwórki to architekci świetnie sobie radzący na współczesnym rynku niesakralnym – proszę zajrzeć na strony pracowni, w których dziś działają: Grupy 5 i MAAS Project.

Pod wpływem jednego z komentarzy porządkuję też podstawowe informacje: kościół pod wezwaniem Imienia Najświętszej Maryi Panny stoi w Międzylesiu (części dzielnicy Warszawa-Wawer) przy ulicy Bursztynowej 16. Jest to zwykły kościół parafialny, niezakonny. Wezwanie jest dość rzadkie, więc może warto wyjaśnić, że nie jest to kościół im. Maryi tak jak np. szkoła jest im. Kopernika, a most im. ks. Poniatowskiego, tylko kościół pod wezwaniem Imienia Maryi = samo imię jest tu przedmiotem czci. W nieco chaotycznej historii parafii zamieszczonej na jej stronie trudno się doszukać dokładnych danych o latach budowy, wydaje się jednak, że rozpoczęła się w roku 1993 i łącznie z wykończeniem wnętrza trwała kilkanaście lat, co znaczyłoby, że dobiegła końca około roku 2005. Według Warszawikii polichromie i obrazy Mateusza Środonia zostały ukończone w roku 2003. Ja byłem tam pierwszy raz w 2009 lub 2010; od tamtego czasu nic się nie zmieniło.

*
Na koniec bez radości, ale też bez zbędnego żalu konstatuję zaburzenie rytmu tego bloga, w którym nie pojawiały się dotychczas przerwy dwunastodniowe – ich nadejście było jednak nieuniknione. Jeśli komuś potrzebne jest pocieszenie, mogę w tym trybie dodać, że w ostatnich tygodniach trwał wyjątkowo intensywny zbiór surowców, co niedługo zaowocuje nowym, nieco obsesyjnym cyklem. Ponieważ nie chcę rozbijać narracji o kościele w Międzylesiu, odejdę też od dotychczasowego zwyczaju nie-Warszawy na koniec miesiąca: najbliższe dwa posty będą o tym kościele, dopiero kolejny, pewnie mniej więcej za tydzień, pejzażowy.