Neapol jest, jak już raz pisałem w komentarzu, najmniej modernistycznym ze znanych mi dużych miast – mam na myśli nie tylko architekturę, ale też samą strukturę miasta, kształt ulic, rodzaj zabudowy (wszystko to jest tu, szczerze mówiąc, do niczego niepodobne). Jest jednak w Neapolu – w mieście tej skali rzecz oczywista – trochę modernistycznej architektury. W szczególności jest niewielka dzielnica wieżowców, zwana Centro Direzionale i położona hen od historycznego centrum – to modernizm powojenny, siedemdziesiąto-dziewięćdziesiąty, zdaje się, że ohydny, lecz znam go tylko z oddali, bo się tam nie wybrałem. Jest też – to modernizm przedwojenny – trochę gmachów użyteczności publicznej z epoki faszystowskiej, i te gmachy są wielce imponujące. Jednym z nich jest poczta główna, na zdjęciu powyżej widoczna od boku. Zdjęcie to w żaden sposób nie oddaje jej architektury, z której zwłaszcza wnętrze (dwie wielkie sale i centralna klatka schodowa) naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Ale zafascynował mnie też napis widoczny na zdjęciu w prawym górnym rogu. Zafascynował po pierwsze tym, że sobie spokojnie wisi. Odebranie historycznego sensu słowu „faszyzm”, nadużywanemu zapewne po to, by nie używać terminu „narodowy socjalizm”, grożącego kompromitacją św. socjalizmu, spowodowało pomieszanie w naszej świadomości bardzo odmiennych zjawisk. Po drugie, napis fascynuje tym, że pięknie pokazuje modernistyczny, postępowy i lewicowy charakter włoskiego faszyzmu, jawnie odwołującego się tu do tradycji rewolucyjnej – bo każdy nowy kalendarz państwowy jest wpisaniem się w tradycję rewolucji francuskiej. Więcej tekstu nie mieści się na pocztówce, więc pozd
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maziaje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Maziaje. Pokaż wszystkie posty
27 lutego 2015
4 stycznia 2015
11 listopada 2014
Polska
Jest taka ulica w Warszawie.
To powyżej – to są zapewne „dookolne błota”, przez pewnego analityka polskości uznane za jej ważny element.
Polska blisko końca swego biegu wpada pod estakady Trasy Siekierkowskiej, co daje okazję do podziwiania dokumentów zbiorowej wyobraźni.
Dwa ostatnie zdjęcia, zrobione w listopadzie roku 2013 i rok później, pozwalają stwierdzić, że pamiętanie się trzyma, podczas gdy treści po bokach podlegają dynamicznym zmianom.
Za estakadami dzieje się już niewiele. Sto metrów dalej Polska się kończy, przechodząc w nieutwardzoną Wolicką.
Powróćmy tą samą drogą, zatrzymując wzrok na kilku szczegółach.
To powyżej – to są zapewne „dookolne błota”, przez pewnego analityka polskości uznane za jej ważny element.
Polska blisko końca swego biegu wpada pod estakady Trasy Siekierkowskiej, co daje okazję do podziwiania dokumentów zbiorowej wyobraźni.
Dwa ostatnie zdjęcia, zrobione w listopadzie roku 2013 i rok później, pozwalają stwierdzić, że pamiętanie się trzyma, podczas gdy treści po bokach podlegają dynamicznym zmianom.
Za estakadami dzieje się już niewiele. Sto metrów dalej Polska się kończy, przechodząc w nieutwardzoną Wolicką.
Powróćmy tą samą drogą, zatrzymując wzrok na kilku szczegółach.
6 września 2014
Klatex: Kłopotowskiego 38 – klatki boczne, podwórko, brama
Czas. Praca. Tydzień adaptacyjny w przedszkolu. Praca. Czas. Przyszła jesień. Praca. Tydzień dezadaptacyjny w przedszkolu. Czas. Praca. Wraca lato. Praca. Blog zamarł. Czas.
A przecież tyle się wydarzyło od ostatniego posta, tak piękne sukcesy naszego narodu, na przykład w jeden wieczór – sprawienie Serbom siatkarskiego Kircholmu za pomocą 3:0 i zostanie przez pana premiera prezydentem całej Europy, pan premier – panprezydentem. Rzuciłem się do klawiatury, postanowiłem to wszystko zapisać, utrwalić, potomnym na pamiątkę przekazać. Zanuciłem sobie: „Kircholm, Kircholm prezydentem całej Ełuropy”, starając się tak właśnie tę nazwę wymawiać – tak jak może wymawiałaby ją moja babcia z Kamionka, choć nie pamiętam, czy akurat to słowo tak zniekształcała, zresztą w jej czasach byliśmy jeszcze Azją. W każdym razie rzuciłem się do klawiatury, by – skoro nie ma już gazet – zebrać dla potomnych zrzuty z ekranu, banery, światowe nagłówki – ale o Kircholmie dopiero po dwóch godzinach pojawiło się info w L'Équipe, a panprezydent w Le Figaro na krótką chwilę wspiął się na zaledwie drugie miejsce listy przebojów, by tego samego wieczoru (00:47) spaść już na dziewiąte, wyprzedzony m.in. przez porwanie dziecka przez własnych rodziców, angielskich, w Hiszpanii. W Izwiestiach zaś jeszcze cztery godziny po pierwszym tweecie w ogóle się nie pojawiał, w przeciwieństwie do dwóch innych pilnych wiadomości z Polski, miejsce drugie i piąte w dziale Mir, obu dotyczących potwornego afrontu uczynionego przez nasze państwo ministrowi Szojgu - 2. MID RF: diejstwija Polszy nie ostanutsa bez otwieta rossijskoj storony, 5. Polsza zakryła wozdusznoje prostranstwo dla samoleta Siergieja Szojgu – każdy może sprawdzać, wszystko za fryko w sieci – a dziś już i tak nikt nic z tego nie pamięta. Nie wiadomo nawet, ile dni temu to było – to już absolutnie niemożliwe do wyliczenia. Mimo tak ważnych wydarzeń w życiu naszego narodu powróćmy zatem do tematu klatek schodowych na Pradze, czyniąc się w ten sposób wieżą z kości słoniowej zainteresowaną jedynie pięknem czystym.
Oprócz głównej klatki są w tej kamienicy cztery inne, z których zwiedziłem trzy, czwarta była zamknięta. Najbardziej mi się podobała głęboko służbowa, kuchenna, dla domowników klatka z zachowanymi schodami drewnianymi – kto wie, może mam w żyłach krew jakiejś kuchty?
Klatka w skrzydle od Okrzei zwieńczona jest świetlikiem:
Musiałem posklejać z dwóch, bo kąt był za wąski:
Na parterze leżą jakieś płyty stare jak cały dom, powybrzuszane, spękane. Zresztą kto wie, może jeszcze starsze? Może najpierw tu były te płyty, od założenia świata, a potem dopiero Izrael Galberg kazał wokół nich zbudować całą kamienicę. To przecież klatka od Okrzei, czyli od Brukowej, niewątpliwie od tych właśnie płyt tak nazwanej.
Wreszcie klatka w części od Targowej:
Naturalna erozja ścian wykorzystana jest tu jako podłoże twórczości, której nie można odmówić pewnego polotu:
Jest i kotek:
Jest też trochę zachowanej stolarki, której doczyszczenie z zielonej farby byłoby ciekawym testem na rzemieślniczą cierpliwość.
Po zakończonym klateksie sprawdźmy jeszcze, jakie nastroje w podwórzu.
I wyjdźmy na ulicę Kłopotowskiego przez bramę, która od początku wizyty narzuca atmosferę nieco psychodeliczną.
A przecież tyle się wydarzyło od ostatniego posta, tak piękne sukcesy naszego narodu, na przykład w jeden wieczór – sprawienie Serbom siatkarskiego Kircholmu za pomocą 3:0 i zostanie przez pana premiera prezydentem całej Europy, pan premier – panprezydentem. Rzuciłem się do klawiatury, postanowiłem to wszystko zapisać, utrwalić, potomnym na pamiątkę przekazać. Zanuciłem sobie: „Kircholm, Kircholm prezydentem całej Ełuropy”, starając się tak właśnie tę nazwę wymawiać – tak jak może wymawiałaby ją moja babcia z Kamionka, choć nie pamiętam, czy akurat to słowo tak zniekształcała, zresztą w jej czasach byliśmy jeszcze Azją. W każdym razie rzuciłem się do klawiatury, by – skoro nie ma już gazet – zebrać dla potomnych zrzuty z ekranu, banery, światowe nagłówki – ale o Kircholmie dopiero po dwóch godzinach pojawiło się info w L'Équipe, a panprezydent w Le Figaro na krótką chwilę wspiął się na zaledwie drugie miejsce listy przebojów, by tego samego wieczoru (00:47) spaść już na dziewiąte, wyprzedzony m.in. przez porwanie dziecka przez własnych rodziców, angielskich, w Hiszpanii. W Izwiestiach zaś jeszcze cztery godziny po pierwszym tweecie w ogóle się nie pojawiał, w przeciwieństwie do dwóch innych pilnych wiadomości z Polski, miejsce drugie i piąte w dziale Mir, obu dotyczących potwornego afrontu uczynionego przez nasze państwo ministrowi Szojgu - 2. MID RF: diejstwija Polszy nie ostanutsa bez otwieta rossijskoj storony, 5. Polsza zakryła wozdusznoje prostranstwo dla samoleta Siergieja Szojgu – każdy może sprawdzać, wszystko za fryko w sieci – a dziś już i tak nikt nic z tego nie pamięta. Nie wiadomo nawet, ile dni temu to było – to już absolutnie niemożliwe do wyliczenia. Mimo tak ważnych wydarzeń w życiu naszego narodu powróćmy zatem do tematu klatek schodowych na Pradze, czyniąc się w ten sposób wieżą z kości słoniowej zainteresowaną jedynie pięknem czystym.
Oprócz głównej klatki są w tej kamienicy cztery inne, z których zwiedziłem trzy, czwarta była zamknięta. Najbardziej mi się podobała głęboko służbowa, kuchenna, dla domowników klatka z zachowanymi schodami drewnianymi – kto wie, może mam w żyłach krew jakiejś kuchty?
Klatka w skrzydle od Okrzei zwieńczona jest świetlikiem:
Musiałem posklejać z dwóch, bo kąt był za wąski:
Wreszcie klatka w części od Targowej:
Naturalna erozja ścian wykorzystana jest tu jako podłoże twórczości, której nie można odmówić pewnego polotu:
Jest i kotek:
Jest też trochę zachowanej stolarki, której doczyszczenie z zielonej farby byłoby ciekawym testem na rzemieślniczą cierpliwość.
Po zakończonym klateksie sprawdźmy jeszcze, jakie nastroje w podwórzu.
I wyjdźmy na ulicę Kłopotowskiego przez bramę, która od początku wizyty narzuca atmosferę nieco psychodeliczną.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

















































