Pocztówka przedstawia kościół św. Józefa, projektu Dominikusa Böhma, zbudowany w 1931 roku, mój główny cel w Zabrzu. Widok powyżej jest od tyłu, czyli zza absydy. Przy tej okazji wyjaśniam, że cykl poświęcony kościołom współczesnym „z sensem” nie jest zarzucony – tyle że to najbardziej pracochłonne z moich postów, więc powstają powoli. Kościół św. Józefa sporo zmienił w moich poglądach na ten temat, bo jest prawdziwie piękny. Co prawda spędziwszy w nim około dwóch godzin, nie widziałem w ogóle prezbiterium, gdyż całe było zasłonięte gigantyczną szopką bożonarodzeniową, z figurami naturalnej wielkości rozstawionymi na schodach przed ołtarzem i z tłem na olbrzymiej płachcie zasłaniającej wszystko, co za nią. Cóż, nigdy nie ma się wszystkiego – westchnął Sulejman Brodaty, musztrując swój harem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabrze. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zabrze. Pokaż wszystkie posty
13 lutego 2015
10 lutego 2015
Pocztówka nr 52 (z Zabrza, czwarta)
Do końca lutego jestem daleko wyprawiony, więc przez ten czas raczyć będę Sz.P. Czytelników tylko pocztówkami z różnych stron – i może ostatnią częścią bielskiego spaceru, jeśli mi się ją uda dokończyć. Tymczasem pozdrawiam serdecznie.
2 lutego 2015
Pocztówka nr 50 (z Zabrza, z Pstrowskim)
Idziemy przez Zabrze, w którym jesteśmy pierwszy raz, pogoda śmieszno-straszna, bo świeci słońce, a chwilę potem wali w twarz zadymka, chwilami naraz świeci słońce i wali zadymka. Zbliżając się do jakiegoś pomnika, spytany, co to za pomnik, dla żartu odpowiadam (będąc w nastroju ironicznym, wywołanym tą pogodą śmieszno-straszną): – To zapewne pomnik Wincentego Pstrowskiego. – Podchodzimy bliżej, czytam na pomniku: „Wincentemu Pstrowskiemu”.
Czyli doskonała zgodność formy z tematem.
Czyli doskonała zgodność formy z tematem.
Zanim trafiłem do Zabrza, czytałem o nim, więc pewnie i o pomniku Pstrowskiego. Nie zwróciłem jednak uwagi na tę informację, bo raz – gardzę pomnikami, dwa – przyjąłem, że jeśli się coś takiego uchowało, to na jakimś przyfabrycznym ustroniu, nie w środku miasta. Nie doczytałem, że to bohater lokalny (choć urodzony w kieleckiem) – że socjalistyczny pot Pstrowskiego wsiąkał w zabrzańską ziemię, czy raczej w zabrzański węgiel. Coś mi się więc w podświadomości musiało kołatać, lecz tylko w podświadomości.
Swoją drogą – jako turysta cieszę się, że ten pomnik zachowano, ale czy chciałbym go na co dzień oglądać jako mieszkaniec, zwłaszcza np. mieszkaniec zwolniony z kopalni albo pracujący na umowie śmieciowej? Czy nie budziłoby we mnie wówczas furii hasło: Kto da więcej niż ja?
Na koniec nie mogę bez anegdotki: Pstrowski do końca życia będzie mi się kojarzył z ulicą jego imienia, na którą musiałem jako licealny pierwszak dymać trzy razy w krótkich odstępach czasu celem wylegitymowania się z biletu miesięcznego, bo zapominałem mieć go przy sobie, a wskutek potwornego pecha byłem w cztery miesiące trzy razy łapany przez kanarów. Pech ten uderzał mnie po kieszeni, bo po okazaniu miesięcznego karę anulowano, ale jakiś jej procent przepadał jako koszty operacyjne – co mnie wtedy wystarczająco trzepało. Przede wszystkim jednak potworną stratą czasu były dla mnie wycieczki na biegnącą wzdłuż ogrodzenia huty ulicę Pstrowskiego, gdzie mieściły się odpowiednie agendy MZK – mieszkałem na Służewie, metra nie było, jazda autobusem w jedną stronę trwała z półtorej godziny. Dziś ta ulica nazywa się Zgrupowania AK Kampinos, huta nie działa, a ja mam od tamtych czasów nerwicę: nawet jeden przystanek trudno mi przejechać na gapę.
Etykiety:
Nie-Warszawa,
Pocztówki z wakacji,
Postkomunizm,
Śląsk – Górny,
Zabrze
22 stycznia 2015
21 stycznia 2015
Pocztówka nr 46 (z Zabrza, pierwsza)
Pocztówek z Zabrza mam kilka, ale nie wiem, ile zdążę wysłać. Właściwie jednak ferie, jeśli brać pod uwagę całą Polskę, trwają coś do początku marca, więc trochę czasu jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





