Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasto w ogóle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Miasto w ogóle. Pokaż wszystkie posty

6 lutego 2015

Ulica Mickiewicza w Bielsku-Białej 3/4

W trzeciej części spaceru ulicą Mickiewicza tekstu mniej, zdjęć natomiast sporo – o jedno więcej niż w części pierwszej.

Naprzeciwko Sądu Rejonowego, czyli dawnego budynku gminy żydowskiej, na którym zakończyłem część drugą, stoi kolejna taka sobie kamienica, z satyrem nad wejściem i wykuszem w narożniku:
(Na zdjęciu wygląda to może jak balkon, ale to wykusz). 

Następny budynek po tej samej stronie to kamienica czy też pałac Karola (Carla, Karla) Korna:
Karol Korn (1852–1906) – to nazwisko i ta nazwa już się pojawiały we wcześniejszych postach – był to wadowiczanin (co usprawiedliwia formę imienia Karol”, noszonego przez większość znanych wadowiczan), Żyd, architekt i przedsiębiorca budowlany, którego firma zbudowała – nie ma w tym twierdzeniu przesady – pół Bielska z przełomu XIX/XX wieku, w tym synagogi w Bielsku i w Białej, reprezentacyjny Hotel President i większość kamienic przy 3 Maja, opisywany tu budynek gminy żydowskiej, dworzec kolejowy, a nawet niemieckie* schronisko na Szyndzielni (oraz poza Bielskiem m.in. wiele zburzonych synagog i ocalałych kościołów w zachodniej Małopolsce, walcownię w Dziedzicach, warzelnię w Żywcu, kilka dworców kolejowych na Śląsku Cieszyńskim, po obu stronach dzisiejszej granicy, i krakowski Hotel Royal u podnóża Wawelu). Korn wykształcił się kolejno w Opawie (szkoła średnia), Karlsruhe (politechnika) i Wiedniu (uniwersytet), zaliczył krótki epizod jako asystent na politechnice w Brnie, po czym osiadł w Bielsku, gdzie stworzył niebywale prosperująca firmę (oprócz samego przedsiębiorstwa budowlanego był też właścicielem cegielni, tartaku w Czechowicach i kamieniołomu w Straconce, dziś dzielnicy BB). W pierwszym poście o ulicy Mickiewicza pisałem już o trudnościach terminologicznych czy powątpiewaniu, jakie budzi we mnie w odniesieniu do Korna i jego ówczesnych bielskich kolegów po fachu wymienność pojęć architekt i przedsiębiorca budowlany. Korn niewątpliwie sam coś projektował, ale też niewątpliwie realizował cudze projekty jako wykonawca; ponadto firma pod nazwą Karol Korn (Carl Korn Baugesellschaft), prowadzona przez jego synów, działała w Bielsku aż do II wojny, czyli długo po jego śmierci, czasem zdarza się więc czytać jako o projekcie Korna o budynku, z którym on sam nie mógł mieć do czynienia. (Zasięg działania firmy był duży – na cytowanej już stronie znalazłem dwóch architektów: 1, 2, którzy w latach 20. byli jej przedstawicielami w Wiedniu). W każdym razie kto interesuje się Bielskiem sprzed stu lat, bezustannie napotyka tę nazwę i to nazwisko.

* W owych czasach schroniska turystyczne były budowane przez narodowe – głównie niemieckie, ale też węgierskie, polskie, a nawet żydowskie – towarzystwa turystyczne, więc miały swoją narodową tożsamość.

Biogram ten można by przedłużyć o biogramy trzech synów Korna i kolejnych jego potomków, a to z przyczyny podanej już w poprzednim poście: w takich biogramach odbija się szalona historia XX wieku, której znajomość pozwala z kolei zrozumieć, a przynajmniej zracjonalizować szalony kształt otaczającego nas świata. Trudno jednak o dokładne dane; najobszerniejszy artykuł znaleziony w sieci linkuję, przepisując z niego tylko kilka wiadomości o jednym z synów, Feliksie. W 1939 roku uciekł on z żoną i dziećmi pod Lwów, do strefy sowieckiej; uchroniło go to przed Holocaustem, capnęli go tam jednak Sowieci i wywieźli do Kazachstanu, gdzie też (wraz z żoną) sczezł. Dwoje jego dzieci, syn i córka, wydostało się stamtąd z armią Berlinga, by w 1946 roku wrócić do Bielska; syn wyjechał następnie do Izraela, gdzie osiadł, córka natomiast została i jej potomkowie żyją w Bielsku do dziś.

Pałac Korna miasto, jak widać, remontuje od szczytów, które już wybielały, gdy reszta nadal się czerni. Wewnątrz zachowana jest część oryginalnego wystroju, polichromie, boazerie, tego jednak moje oczy nie widziały. Żeby budynku nie zbyć mimochodem, wpatrzyłem się w drzwi i lwy.
(BKS to Stal Bielsko-Biała, klub piłkarski, z dwóch bielskich klubów dziś mniejszy, tułający się po B-klasach, lecz starszy i zdecydowanie popularniejszy na murach).

Minąwszy pałac, można zajrzeć w bramę. Coś tam jeszcze stoi na zapleczu:
Schowany za pałacem budynek powstał w 1920 roku jako siedziba firmy architektoniczno-budowlanej, którą pod nazwiskiem Korna prowadzili jego synowie. W tym wypadku nie wyrzucam już sobie, że zdjęcia są słabe, bo jest tam po prostu wąsko – robiąc dwa zdjęcia poniżej, plecami opierałem się o mur posesji albo o tył pałacu. 

Ten dom jest jednym z dwóch moich ulubionych przy ulicy Mickiewicza – drugi będzie w części czwartej. To ponownie wczesny modernizm, klasycyzujący, zakorzeniony w tradycji, lecz oczyszczający ją i sprowadzający do czystej geometrii, do linii, trójkątów i łuków – znów z wybitną rolą stolarki okiennej, czyli – na stracenie.
Kierując się zachęcającą tabliczką przy drzwiach, dokonałem inkursji na klatkę.
Z podwórka między pałacem Korna a kancelarią można też się przyjrzeć tyłom sąsiedniej kamienicy...
...której boczna ściana w kontraście z częściowo drewnianymi tyłami istotnie wydaje się doklejoną dekoracją – nic tylko skuwać.
Wracając tą samą drogą, po drugiej stronie ulicy widzimy inny pałacyk.
Jest to z kolei – zaprojektowana, a przynajmniej zbudowana przez Korna – willa Theodora Sixta, tajemniczego bielskiego milionera, Niemca, ewangelika z Wirtembergii, o którym nie wiadomo, na czym się dorobił ani czym się w ogóle zajmował (związane z nim zagadki do tego stopnia dają pożywkę wyobraźni, że kilka lat temu powstała o nim sztuka). Umierając bezdzietnie w roku 1897, Sixt zapisał cały swój majątek na cele charytatywne, a willę przekazał miastu (młodszej o dwadzieścia dziewięć lat żonie pozwolił tylko mieszkać w niej do czasu powtórnego zamążpójścia, co też – mieszkanie i zamążpójście – wykonała). Do wojny willa była rezydencją burmistrzów miasta Bielska; w Peerelu i jeszcze w latach 90. według wielokrotnie się powtarzających w internecie informacji niszczała jako siedziba konserwatora zabytków. W latach dwutysięcznych miasto wydzierżawiło ją lokalnej wyższej uczelni, Akademii Techniczno-Humanistycznej, na rektorat.
Przed willą stoi rzeźba.
Za willą zaś przycupnęła dawna wozownia.
Minąwszy willę, dochodzimy do clou całego spaceru. Nie chodzi mi tu bowiem – powtarzam – o szczególne piękno tego czy innego neorenesansowego czy neo-jakiegoś-tam zabyteczku; same z siebie domy te na ogół (z kilkoma wskazanymi wyjątkami) są mi obojętne. Chodzi mi piękny kształt miasta, który tworzą – wzięte razem – te kamienice, pałace i wille, osobno może nawet niepiękne. O kształt miasta z czasów, gdy istniały pewne ustalone, oczywiste wzorce tego, jak miasto powinno być kształtowane – oczywiste, a jednak na znacznych połaciach czasoprzestrzeni zupełnie nieobecne. Willa Sixta jest jednym z czterech elementów narożnika ulic Mickiewicza i Jarosława Dąbrowskiego (pierwotnie – Elisabethstrasse i Haasestrasse); pozostałe trzy elementy to trzy zwykłe kamienice pobudowane w trzydziestoleciu 1880–1910 dla jakichś bielskich fabrykantów (ich nazwiska: Huppert, Zipser, Kestel), zapewne przynajmniej w części przez firmę Korna. 

No właśnie – narożnik.  

NA – ROŻ – NIK

Do zobaczenia w ostatniej części.

16 stycznia 2015

Ulica Mickiewicza w Bielsku-Białej 1/4 (Linia kolejowa 139, odc. 25)

1. Ogólnie o Bielsku

W Bielsku-Białej znajduję to, czego w Warszawie mi brak. Pod tym względem na pewno nie jest to – potencjalnie – jedyne takie miasto w Polsce. Na przykład Kraków też by się nadał, ale Kraków jest, niestety, Krakowem.

Właściwie w Bielsku nic nie ma.

Nie ma rzymskich term. Nie ma romańskiej katedry. Starówka jest, ładna, ale relatywnie skromna. Gdy był renesans, spały tam niedźwiedzie; kiedy był barok, srali tam górale. Jeden kościół barokowy owszem jest, ale z końca XVIII wieku. Zresztą w podwójnym centrum miasta nie ma ani jednego ciekawego kościoła. Kilka takich by się znalazło, ale na obrzeżach, w miejscach, które do połowy XX wieku nie liczyły się ani do Bielska, ani do Białej.

Nie ma wieżowców.

Ale jest to, czego mi brak w moim zburzonym rodzinnym mieście: jest kawałek miasta późnodziewiętnastowiecznego, miasta z przełomu wieków, rozszerzonego aż po lata 20. Tego miasta, które skrzętnie pomijają wszystkie przewodniki turystyczne wydane w XX wieku – bo w nim przecież nie może być nic prawdziwie wartościowego.

Eklektyzm, historyzm, style neo, ptifurki, spadające tynki, secesja. Obraza dla mózgu, przeładowanie, bezguście, zaplute karły oparów cienia rozkwitających dziewcząt. Nieestetyczny sen pełnomocnika do spraw estetyki, kamienny sen konserwatora zabytków.

Mózg zdecydowanie buntuje się przeciw tej architekturze, w której suterenach namiętnie spożywany bywał móżdżek.

Zbrodniczy ornament. Brudne bramy. Spękane kafelki. Poczerniałe tynki. Cień, wilgoć i nie ma gdzie wyprowadzić psa. Zabudowa zwarta, nieblokowa. Na ogół poniemiecka, gdy nie, to pożydowska, bez wyjątku burżuazyjna, czyli drobno- i wielkomieszczańska.

No, trochę się zapędziłem – psa jest gdzie wyprowadzić, bo tego zwartego miasta nie ma w Bielsku aż tak wiele. W sam raz, żeby poznawczo ogarnąć.

W tle góry, ulice często ze spadkiem. Bielsko to jedyne w Polsce duże miasto położone u podnóża gór, w zasadzie w górach samych – Szyndzielnia, ponadtysięcznik, chyba już przed wojną była w granicach miasta. Jelenia Góra ma 80 tysięcy mieszkańców, czyli na rangę Großstadt się nie łapie. Wałbrzych niedługo się wyludni, a góry tam mniejsze.

2. O ulicy Mickiewicza

Zasadą tego cyklu jest opisywanie stacji linii kolejowej Katowice – Zwardoń i w tym samym stopniu penetrowanie ich okolic. Stacja Bielsko-Biała Główna daje okazję do spaceru ulicą Mickiewicza. Spacer ten będzie nieśpieszny, zajmie kilka postów.

Dlaczego ulica Mickiewicza? Bo to piękna ulica.

Są też dwa inne powody. Pierwszy pozytywny: ulica ta jest blisko dworca. Drugi negatywny: ulica ta nie jest ulicą 3 Maja.

Kiedy pod koniec lat 80. XIX wieku budowano nowy dworzec w Bielsku – zarys jego historii już przedstawiłem – zlokalizowano go na północ od pierwotnego centrum miasta, zogniskowanego wokół dzisiejszej starówki i zamku Sułkowskich. Od tych centralnych rejonów do dworca prowadziła ulica zwana pierwotnie Tunnelstrasse (bo biegła nad tunelem kolejowym), później Franz-Josef Strasse, która błyskawicznie stała się najbardziej reprezentacyjną ulicą miasta, zabudowaną najokazalszymi kamienicami i pełniącą funkcję promenady. We wspomnieniach przedwojennych bielszczan – jest to dziś gatunek dużo mniej liczny niż przedwojenni warszawiacy – ulica ta występuje po prostu pod nazwą deptaka. To był deptak, na którym wszyscy się spotykali. Ulicą jeździł też – i o tym już pisałem – jeden z pierwszych w dzisiejszej Polsce tramwajów elektrycznych.

W czasie II wojny ulica ta w zasadzie nie doznała szkód – gdy chodzi o zabudowę, bo co innego mieszkańcy – z wyjątkiem rany pozostałej po zburzonej synagodze, zresztą największej z wojennych strat Bielska. W średnim Peerelu, w pierwszej połowie lat 70. spadły jednak na nią, przemianowaną wówczas na ulicę Lenina, inne plagi: motoryzacja i drogownictwo. Tramwaj zlikwidowano, chodniki zwężono do granic absurdu, jezdnię poszerzono, wyburzono kilka budynków. Ulicą poprowadzono drogę wojewódzką planowaną jako trasa szybkiego ruchu. Deptak stał się potwornym samochodowym ściekiem.

W III RP ulicy przywrócono nadaną w dwudziestoleciu nazwę 3 Maja, ale ściek pozostał.

Kiedy jako licealista bywałem w Bielsku – wspominałem już o ówczesnych wycieczkach – dobrze pamiętam, że zmierzając z dworca do handlowo-gastronomicznego centrum miasta, kilkakrotnie wybieraliśmy nie ulicę 3 Maja, czyli nie ten ściek – zapewne po to właśnie, by nim nie chodzić – tylko pierwszą równoległą do niej. Nie przyjrzałem się wówczas tej ulicy, ale zapamiętałem ją jako robiącą wrażenie swą odmiennością od kształtów ulic, do których byłem przyzwyczajony jako warszawiak ze Służewa, Saskiej Kępy i odbudowanej Starówki. To była właśnie ulica Mickiewicza. Przyjrzałem się jej, kiedy kilka lat temu – a sporo lat po liceum – zacząłem bywać w Bielsku regularnie – i jak powiedział pewien poeta po wycieczce do Rzymu, w którym sobie obejrzał Caravaggia: doznałem zachwytu.

Miejski kanion, wąski, wysoki, ale punktowo rozszerzający się o tarasy z willami-pałacami.

Lekki spadek, dodający ulicy malowniczości.

Piękne narożniki z pięknymi ulicznymi perspektywami.

Nagromadzenie stylów z lat 1890–1939: historyzm, secesja, wczesny modernizm, modernizm. W miarę ciekawe są nawet peerelowskie plomby. 

A przy tym względna ustronność i zwyczajność, bo to właściwie ulica jedna z wielu. Przewodniki po Bielsku rzadko ją wymieniają. 

Koniec wstępu. W dalszej części spaceru tekstu już mało, prawie same zdjęcia. Ponieważ spacer ma być nieśpieszny, musiałem go podzielić. Zakładam, że będą cztery części, ale jeśli któraś mi się roztyje, mogę je jeszcze rozmnożyć. Poza tym blog dociera na ulicę Mickiewicza równo z początkiem ferii szkolnych, a że nie chcę takiej okazji przegapić, etapy spaceru będę przeplatał pocztówkami. Tyle planów na najbliższe tygodnie.

Ruszamy. Zgodnie z wrodzonym poprzeczniactwem nie startujemy jednak z dworca, tylko z przeciwnego końca ulicy, którym jest plac Chrobrego. 

Dla porządku plac ten sfotografowałem, ale żeby z porządkiem nie przesadzić, wrzucam tylko trzy z czterech jego stron. Po stronie południowej stoi zamek Sułkowskich:
Widok ten jest skutkiem kilku wyburzeń, dokonywanych sukcesywnie zarówno przed wojną, jak i po wojnie, w związku ze wspomnianą przebudową ulicy Lenina / 3 Maja. Wchodząc w szczegóły, pogrążałbym się jednak w nieszczęsnych dygresjach.

Po stronie wschodniej stoją świetne kamienice, formalnie stojące przy ścieku 3 Maja (ale na zdjęciu perspektywa ulicy Wzgórze):
Po stronie północnej też kamienice, w tym jedna modernistyczna, z lat 30., głupio dziś pomalowana, a między nimi zaczyna się ulica Mickiewicza:
Swoją drogą – nie potrafię bez dygresji – plac Chrobrego to klasyczna nazwa z Ziem Odzyskanych, do których Bielsko w zasadzie nie należy. W pewnym sensie Bielsko jest jednak ziemią odzyskaną – tak właśnie mogło być postrzegane w dwudziestoleciu, skoro odpadło od Polski za jakiegoś Piasta, a po I wojnie wróciło. A nazwa plac Chrobrego nadana została w roku 1925; wcześniej był to po polsku plac Garncarski, w języku w latach 20. wciąż w mieście dominującym – Töpferplatz. Czyli powojenny piastowsko-grunwaldzki program nazewniczy miał przedwojenne korzonki i zresztą był poniekąd naturalny – skoro potrzebny był jakiś program, trudno było o inny (pomijając oczywiście nazwy komunistyczne). Zresztą podczas wojny był to Adolf-Hitler-Platz. Tymczasem wejdźmy.
Zaraz za rogiem stoi strzelista secesyjna kamienica (nr 3).
Nie chodzi mi w tym spacerze o pisanie encyklopedii ulicy, tylko o wrażenie, jakie wywiera ten rodzaj miasta w ogóle. Nie będę więc raczej wymieniał encyklopedycznych danych o mijanych obiektach, chyba że uznam je za ciekawe. Co do tego budynku, zbudowanego w pierwszych latach XX wieku, źródła podają jako jego projektanta bialskiego (tzn. z Białej, nie z Bielska) przedsiębiorcę budowlanego Andrzeja (lub Andreasa) Walczoka; nie jestem pewien, czy chodzi tu rzeczywiście o projekt, czy tylko o wykonanie. Mam wrażenie, że ówczesne miejscowe firmy budowlane, na czele z firmą Karola Korna, która wzniosła m.in. bielski dworzec, oraz z przedsiębiorstwem wspomnianych już w poście o Komorowicach Emanuelów Rostów, działały zwykle na zasadzie projektuj i buduj, a jeśli klient wolał – tylko buduj; całość przedsięwzięcia firmował swym nazwiskiem Korn, Rost czy Walczok, co nie oznacza, że to on, a nie jakiś... podwykonawca był autorem projektu. Tak czy siak to, co w tym wypadku ciekawe, to że chodzi tu – tak jak z mniej więcej całą dalszą zabudową ulicy – o firmę lokalną. Dwumiasto było wówczas pod względem architektoniczno-budowlanym w pełni samodzielnym ośrodkiem.

Rzut oka wstecz:
Po parzystej stronie vis-à-vis kamieniczka dużo skromniejsza, lecz pełna uroku:
Kawałek dalej ulica przechodzi w niewielki placyk, noszący przyjemną nazwę Kącik i zajęty dziś przez parking. Pierwsze z kolejnych zdjęć zrobione jest wskroś Kącika z następnej równoległej do Mickiewicza ulicy (zgadłeś, Watsonie?) Krasińskiego – kamienice w głębi stoją przy Mickiewicza:
Niegdyś Mickiewicza nazywała się Elisabethstrasse, zapewne na cześć jakiejś cesarzowej czy księżniczki, Krasińskiego – Giselastrasse, nie wiem, na czyją cześć. Tuż za Kącikiem po nieparzystej stronie stoi (nr 9) kamienica, od której zaczynają się moje trudności terminologiczne, chodzi tu bowiem o rodzaj stonowanego, wczesnego modernizmu, który w Warszawie jest niemal nieobecny. Bardzo ładny to styl – a dom trudno sfotografować, bo ulica wąska.
Architektura, w której głównym środkiem wyrazu jest stolarka okienna – marny jej los.

Dokładnie naprzeciw wzrok zagłębia się w dziedziniec, jak się wydaje, kamienicy trzyskrzydłowej, pięknej, zgoła pałacu:
W istocie jest to tył okazałej kamienicy przy 3 Maja nr 7, od tamtej strony o fasadzie zupełnie sczerniałej od spalin. Ulice 3 Maja i Mickiewicza biegną nie całkiem równolegle do siebie; gdy w tym miejscu duża kamienica zajmuje całą przestrzeń między nimi, dalej jest pośrodku dość miejsca na obszerne podwórka.
 
Ulica robi się tu w stosunku do skali zabudowy wąska i głęboka – kanion okolony skałami domów. Rzut oka w przód:
Rzut oka wstecz:
Naprzeciwko dużej kamienicy z ostatniego zdjęcia stoi kamienica widoczna na zdjęciu przedostatnim – Mickiewicza 11 – z której zamiast widoku ogólnego zachowałem kilka detali.
Rzecz, której nie mogę potwierdzić zdjęciem, bo wyszły mi kiepskie, ale można to obejrzeć na mapie Gógla: ta kamienica, tak jak wszystkie inne przy Mickiewicza, nie ma oficyn i wewnętrznego podwórka, ma tylko główny budynek na planie prostokąta. Na tyłach jest mnóstwo zieleni; okna, które nie są od ulicy, są od zieleni. Kamienice z zamkniętymi podwórkami są w Bielsku nieliczne, dominują kamienice bez oficyn. Być może – nie wiem – wynika to z mniejszego rozmiaru miasta, w którym działki nie były tak cenne jak w centrach Warszawy czy Łodzi, więc nie trzeba było ich tak intensywnie zabudowywać.

Następna kamienica po tej samej stronie to przedwojenny modernizm o kształcie typowym dla Bielska:
Kolor przyziemia nie jest może optymalny, ale wypada się cieszyć brakiem styropianu. Naprzeciw tego budynku otwiera się podwórko z kolejnym widokiem na tył kamienicy przy 3 Maja, tym razem jednak nie o charakterze pałacowym, lecz praskim czy palermitańskim:
Trzydzieści jeden zdjęć – myślę, że to wystarczy w pierwszej części spaceru.