Robiąc zdjęcia wykorzystane jako "dzisie" w zestawieniach z poprzedniego posta, o nieistniejącym już skrzyżowaniu Jakubowskiej i Miedzeszyńskiej, odkryłem zjawisko, którego bym nie podejrzewał, gdybym nie zobaczył. Co do przechodzenia przez jezdnię, święty nie jestem. Przed laty, gdy regularnie korzystałem z autobusów, moim codziennym zwyczajem było np. przebieganie przy rondzie Waszyngtona przez dwie jezdnie, trzy tory i trzy barierki - alternatywą jest dłuższa droga i paskudne przejście podziemne. Poza pustymi godzinami brzasku nie przyszłoby mi jednak do głowy przechodzić na dziko przez Wał Miedzeszyński, należy on bowiem do ulic, czy raczej szos, na których kierowcy biją rekordy szybkości osiągalnej w granicach Warszawy. Tymczasem proszę popatrzeć - 2 lipca, 18:43:
5 lipca, 19:48:
Żeby zyskać podobny przykład, trzeba w odpowiedniej porze postać na moście z grubsza minutę.
Dzieje się to dokładnie na przedłużeniu Jakubowskiej, w miejscu zlikwidowanego skrzyżowania. Nie wiem, kiedy zamknięto wylot Jakubowskiej (chyba podczas poszerzania Wału związanego z budową Trasy Łazienkowskiej?). Wiem natomiast, że kilka lat temu, gdy w chaszcze nad Wisłą żaden poczciwy człowiek się nie zapuszczał, nie było też problemu widocznego na obrazkach. W ostatnich trzech-czterech latach nastąpił jednak boom plażowy. Złożyło się na to kilka przyczyn - m.in. budowa ścieżki biegowej nad Wisłą i w rezultacie odczarowanie tych chaszczy, urządzenie samej plaży, ogólne odczarowywanie Pragi, skorelowany boom na przeciwległym brzegu (w tym roku zahamowany przez wyjęcie Wisłostrady z tunelu i remont bulwarów). Na poczesnym miejscu wymieniłbym jednak co innego - moim zdaniem zasadnicza była budowa dwóch cywilizowanych przejść z sygnalizacją przez Wybrzeże Szczecińskie (czyli dalszy ciąg Wału Miedzeszyńskiego na północ od Poniatoszczaka) przy okazji budowy Stadionu Narodowego. Dzięki temu daje się po prostu dotrzeć nad Wisłę.
Najwygodniejszym pieszym szlakiem na plażę z okolic Ronda Waszyngtona, czyli z głównego w tym rejonie węzła komunikacyjnego, okazała się jednak ponownie - pisałem już o tym - zapomniana uliczka Jakubowska. Tymczasem żadne z wspomnianych dwóch przejść nie leży na jej osi, mimo że po drugiej stronie Wału jest - widoczny na zdjęciach - zjazd na plażę. Zjazd, a więc i zejście - w dodatku jako jedyne w okolicy kwalifikujące się dla niepełnosprawnych i wózków dziecięcych, bo przy wyremontowanym Wybrzeżu Szczecińskim są wyłącznie schody. Gwoli dokładności wyliczyć tu można jeszcze trzecie przejście dalej na południe, przy ślimaku, na wysokości ulicy Czeskiej, w miejscu szczególnie niewygodnym dla pieszych, bo pozbawionym zejścia z Wału, do którego prowadzą tylko dwie okoliczne ulice: Jakubowska i Walecznych. Rezultat jest taki, jak widać: plażowicze suną Jakubowską, po czym przechodzą przez Wał na dziko. Świadectwem skali tych praktyk jest zupełne zadeptanie w tym miejscu trawy:
Najwygodniejszym pieszym szlakiem na plażę z okolic Ronda Waszyngtona, czyli z głównego w tym rejonie węzła komunikacyjnego, okazała się jednak ponownie - pisałem już o tym - zapomniana uliczka Jakubowska. Tymczasem żadne z wspomnianych dwóch przejść nie leży na jej osi, mimo że po drugiej stronie Wału jest - widoczny na zdjęciach - zjazd na plażę. Zjazd, a więc i zejście - w dodatku jako jedyne w okolicy kwalifikujące się dla niepełnosprawnych i wózków dziecięcych, bo przy wyremontowanym Wybrzeżu Szczecińskim są wyłącznie schody. Gwoli dokładności wyliczyć tu można jeszcze trzecie przejście dalej na południe, przy ślimaku, na wysokości ulicy Czeskiej, w miejscu szczególnie niewygodnym dla pieszych, bo pozbawionym zejścia z Wału, do którego prowadzą tylko dwie okoliczne ulice: Jakubowska i Walecznych. Rezultat jest taki, jak widać: plażowicze suną Jakubowską, po czym przechodzą przez Wał na dziko. Świadectwem skali tych praktyk jest zupełne zadeptanie w tym miejscu trawy:
Przy okazji powyższego zdjęcia sytuacja znów była tak miła, że sama wlazła mi w obiektyw:
Jest problem? Jest. Skoro jest problem, to powinno się go rozwiązać. Rozwiązania widzę cztery:
1. Zrobić w tym miejscu przejście dla pieszych.
2. Postawić w tym miejscu patrol z pałami i bloczkiem mandatów.
3. Zagrodzić, zalać i zaminować plaże nad Wisłą, ogłosić, że ich reaktywacja należy do okresu błędów i wypaczeń.
4. Podwyższyć słupki wzdłuż krawężników, rozpiąć na nich elektrycznego pastucha i drut kolczasty.
Intuicję, które z tych rozwiązań najmilsze jest sercom inżynierów ruchu, zachowam dla siebie, żeby nie być nazwany hejterem. Jak będzie? Zapewne tak jak do tej pory. Ponieważ zaś sprawy asfaltu, nieobojętne mi jako środowisko życia, w gruncie rzeczy mniej mnie interesują niż głębsze sprawy, na koniec uwaga w tym kierunku: to przykład, jak na pozór martwe i zapomniane warstwy miasta wstają spod ziemi i kąsają nas niczym zombie, szerząc różne zarazy, choćby nieposzanowanie artykułów Kodeksu Drogowego.


















































