18 czerwca 2013

Ulica Jakubowska wczoraj i dziś, część 5 (widoki z Mostu i Alei Poniatowskiego)

Wracamy na nadwiślański kraniec Jakubowskiej, opisywany już w 2 i 3 części cyklu poświęconego tej uliczce.
Pierwsze zdjęcie jest z roku 1934, pochodzi z NAC (z archiwum IKC, jak zwykle), a przedstawia widok z Mostu Poniatowskiego. Gawiedź przygląda się Wiśle, której stan jest wysoki - chyba podobny jak podczas ostatniej wysokiej wody w roku 2010. Poza rzeką i ludźmi widzimy od lewej: pierwszy filar mostu, przyczółek praski ze schodami i wieżyczką, skrzyżowanie Jakubowskiej i Miedzeszyńskiej oraz kilka domów. Na zdjęciu z końca maja 2013 widać niewiele, dodaję więc widok z obiektywu skierowanego bardziej w dół:
Wody mniej niż w '34 nie tylko przez brak fali powodziowej, ale też przez zwężenie koryta Wisły za sprawą budowy ostróg w latach 60. czy nawet 70.

Wśród budynków na pierwszym zdjęciu są opisywane już przeze mnie kamienice przy Jakubowskiej 4 (nr 1) i Łotewskiej 11 (2). Cyfrą 3 oznaczyłem dom przy Jakubowskiej 14, projektu Czesława Przybylskiego. Zdjęcie ukazuje jego boczną, zachodnią ścianę, stojącą do dziś w niezmienionym kształcie, trudną jednak do sfotografowania, bo tuż obok stoi inny, powojenny budynek. Numer 4 natomiast to dach tajemniczej, nieistniejącej kamienicy przy Estońskiej - dzisiejszy adres: Estońska 5A - o której była mowa w części 3.

Kolejne obrazki to stopklatki z filmu Juliena Bryana, słynnego amerykańskiego filmowca, który dokumentował Warszawę w roku '39 i '46. Jego nagranie wplecione jest w film Korespondent Bryan - z niego wziąłem trzy zrzuty przedstawiające widok z Alei Poniatowskiego, czyli ze zjazdu z mostu po praskiej stronie, w drugiej połowie września 1939 roku, jeszcze przed kapitulacją Warszawy.
Operator stał w oknie wieżyczki Poniatoszczaka - tej, którą widać na pierwszym zdjęciu w poście. W drugim i trzecim kadrze na pierwszym planie widać sterczącą ku górze - bo wyrwaną z ziemi przez bombę - poręcz schodów prowadzących z nasypu na Jakubowską. Schody są w tym samym miejscu do dziś i nawet poręcz wygląda na tę samą. Czwarte zdjęcie, które wziąłem z cytowanej już kilkakrotnie Pragi Południe XX Wieku, to niewątpliwie dalszy ciąg tej samej sceny. Na drugiej stopklatce dwie kobiety odrywają się od strumienia pieszych, idących w kierunku ronda Waszyngtona, i zaczynają schodzić z nasypu, szukając drogi przez rumowisko w miejscu rozwalonych schodów. Jedną z nich widać również na trzecim i czwartym obrazku. W Korespondencie Bryanie tego momentu już jednak nie ma; zapewne użyto tam tylko fragmentu nagrania. Zdjęcie współczesne z ostatniej niedzieli; od firmowej panoramy Olympusa wolę własnoręczną sklejkę z dwóch zdjęć, a na klatkę schodową wieżyczki się nie wbiłem wskutek nieszczęsnej dysfunkcji we władaniu wytrychem. 

Kadry z września '39, gdy im się przyjrzałem, zweryfikowały to, co pisałem w poprzednich częściach. Znów zatem kilka szczegółów. Na prawo od bocznej ściany Jakubowskiej 14 - numeru 3 na zdjęciu z roku 1934 - widzimy dom przy Estońskiej 8, zbudowany w roku 1936 według projektu Heleny i Szymona Syrkusów, charakterystyczny dzięki dwóm rzędom okien przecinającym całą fasadę. Dom z bliska wygląda dziś tak - niezbyt świeżo, ale stoi:
Dalej na prawo widać kamienice przy Łotewskiej 12 i 14, opisane już i obfotografowane w 1 części cyklu, oraz tył budowanego domu przy Łotewskiej 15; te trzy także stoją do dziś. Dla porządku tylna ściana Łotewskiej 15 w obecnym stanie:
Najbliżej ulicy widzimy zaś ścianę szczytową i jednospadowy dach kamieniczki z rogu Jakubowskiej i Łotewskiej, bez wątpienia tej samej, której skraj widać na trzech historycznych zdjęciach z 1 części. 

Kolejne dane wymagają więcej uwagi. Przypomnę zdjęcie, któremu poświęciłem już dwa posty:
Po budynku przy Jakubowskiej 4, opisywanym w 2 części, pozostał we wrześniu '39 zwał gruzów i kawałek bocznej ściany:
Budynek nie był więc, jak sądziłem, częściowo zniszczony; był całkowicie zburzony, a dziwny kształt jego następcy wynika zapewne z recyklingu fundamentów. Dzisiejszy dom przy Jakubowskiej 4 jest niewątpliwie przykładem budownictwa z lat okupacji. Balustrada na jego klatce schodowej, której dwa zdjęcia już zamieszczałem, mogła po prostu zostać ściągnięta z innej wrześniowej ruiny.

Kadry z filmu Bryana weryfikują także moje domysły na temat tajemniczej kamienicy w miejscu dzisiejszej Estońskiej 5A:
Proszę się przyjrzeć uważnie: ze zburzonego budynku widzimy mniej więcej połowę środkowego ryzalitu, którego szczyt już się zawalił., oraz część dachu z kominem. Co zostało z południowej (dla nas prawej) połowy domu, trudno orzec, połowa północna natomiast już nie istnieje.

Ostatnia historyczna fotografia, znowu z NAC, jest z roku 1962. Przedstawia ten sam widok co ta z roku 1934, tyle że fotograf stał kilkadziesiąt metrów dalej od brzegu, tuż za trzecim filarem mostu. Widać na niej pierwszy i drugi filar oraz fragmencik trzeciego na dolnej krawędzi kadru. Widać także nieistniejący dziś róg Jakubowskiej i Miedzeszyńskiej, którą jedzie autobus:
Śmieszne Wańki Wstańki z tych mostowych wieżyczek: wojnę przetrwały, ale w latach 50. je rozebrano, po czym w latach 80. zbudowano od nowa. Teraz to samo spotyka jeden z pawilonów po warszawskiej stronie. 

Ze zrobieniem współczesnego odpowiednika szło mi jak po grudzie. Wracałem kilka razy w to samo miejsce; albo perspektywa się nie zgadzała, albo w kadrze brakowało filarów mostu. Wreszcie skojarzyłem, że podczas remontu na przełomie lat 80. i 90 most poszerzono. Aby ująć filary, musiałem więc się wychylić bardziej niż fotograf z lat 60. - przez co przestał być widoczny cień balustrady:
Widać też inne przykre zmiany, z których główną jest pomniejszenie przestrzeni życiowej pieszych na rzecz umilenia życia samochodom. A na róg Jakubowskiej i Miedzeszyńskiej niebawem powrócimy.

15 czerwca 2013

Balkonowy magnetyzm

Balkon w przedwieczornym słońcu nad ulicą Francuską, czerwiec, pachnie Saska Kępa (w pobliżu trzy kebaby, frytki, kurczaki z rożna i burger bar). Aż chce się na chwilę przystanąć, rozmarzyć.
Balkon przyciąga wzrok, magnetyzuje wręcz za sprawą tajemniczej pomarańczowej substancji na suszarce. Wpatrywałem się, ale nie wiem, co to: mop? przyrząd toaletowy? uprany kot? bielizna erotyczna?

12 czerwca 2013

Bazar Rogatka

Dawno nie byliśmy na Kamionku. A gdzie indziej jest tak pięknie?

9 czerwca 2013

Najbardziej monitorowane miejsce w mieście?

Pierwsza kamera i reflektor:
Druga kamera i reflektor:
Trzecia kamera i reflektor, wszystko wycelowane w sam środek:
Czwarta kamera, reflektor się urwał:
Pośrodku jest to:
Trzeba uważać na gierojów.

6 czerwca 2013

Pasy rowerowe na połowie Tamki

Dwa miesiące temu pisałem, że dzięki wykładni dopuszczającej pasy rowerowe na drogach bez zakazu parkowania powinno takich pasów w Warszawie przybywać. No i są! Dwa! Jeden w górę, drugi w dół, a oba na Tamce, na połowie jej długości, tej pochyłej, od Kruczkowskiego do Kopernika. Ich pojawienie się nie ma wprawdzie związku z ową wykładnią, bo parkować tam od dawna nie wolno. To jednak wydarzenie: na połowie Tamki jest rowerowy pierwszy świat.

Trzy pierwsze zdjęcia robiłem w lekkim pośpiechu wczoraj około piątej po południu. Jechałem w górę, ale nie odmówiłem sobie przyjemności zawinięcia w dół, wzdłuż korka rozciągniętego na całej długości ulicy. Pierwsze zdjęcie tuż zza rogu Kopernika:
Drugie sprzed Pałacu Ostrogskich:
Na trzecim widać już skrzyżowanie z Kruczkowskiego:
Widać, mam nadzieję, jaka to frajda. Te kilkadziesiąt centymetrów asfaltu wystarczy, by śmignąć wzdłuż purkających nerwowo samochodów w miejscu, gdzie dotychczas nie było wiadomo, co robić - ćwiczyć hamulce między przechodniami na wąskim chodniku czy stać w korku, w którym zawsze ktoś nie zostawiał przy krawężniku dość miejsca, by go wyminąć.

Dwie godziny później wracałem - miałem już czas, by wejść na kładkę i z niej zrobić zdjęcia. Tak było w górę:
A tak w dół, gdzie trwał korek:
Swoją drogą, jak ten korek jest możliwy? Główna ulica dostarczająca samochody na Tamkę, czyli Świętokrzyska, w tej chwili nie istnieje. Krakowskie i Nowy Świat są zamknięte dla zwykłych samochodów. Wygląda więc na to, że wszyscy kierowcy z ulic Kopernika, Bartoszewicza i Sewerynów zmówili się, by mi pozować do zdjęć, i karnie czekali dwie godziny na mój powrót. A może wniosek jest inny? Świętokrzyska jest otwarta i ma trzy pasy w jedną stronę - na jej przedłużeniu są korki. Świętokrzyska nie istnieje - na jej przedłużeniu nadal są korki. Może więc żeby zaradzić korkom, nie trzeba się brać za ulice, tylko za drugi czynnik: samochody?

Pasy są naprawdę wspaniałe. Jeśli w ich wytyczeniu maczał palce pan pełnomocnik Puchalski - wyrazy uznania. Pytanie tylko, co dalej? Gdy już zjedziemy do Kruczkowskiego, ulica się poszerza, co znaczy, że znalezienie na niej miejsca dla rowerów staje się potwornie skomplikowane. Na krótkim odcinku od Kruczkowskiego do Solca sytuacja jest trudna do ogarnięcia, niby po dwa pasy w każdą stronę, ale naprzeciw siebie dwa przystanki, jeden pas zdąża pojawić się i zniknąć... 
Wytyczenie pasa rowerowego wzdłuż przystanku to na razie, domyślam się, coś jak całki na etapie przyswajania twierdzenia Pitagorasa. Ale między Solcem a Dobrą sytuacja się klaruje. Wyraźniejszy od zdjęć jest chyba schemacik:
W stronę Mostu Świętokrzyskiego trzy pasy, w tym jeden do skrętu w Dobrą, w drugą stronę jeden pas. Przystanków brak. Dalej, za Dobrą, Tamka staje się jednokierunkową miniautostradą: są tylko trzy pasy w stronę mostu. Jeden z nich pod koniec jest zarezerwowany dla skrętu w prawo:
Ten końcowy odcinek jest dla rowerów beznadziejny. Między Kruczkowskiego a Dobrą pedałuję ze spokojem: skomplikowany układ samochodowo-autobusowy powoduje, że wszyscy jadą powoli, więc idzie sobie poradzić. Za Dobrą nie wiem natomiast, co robić, gdy jadę na most, jak wszyscy rowerzyści w tym miejscu. Zgodnie z przepisami i kierunkiem jazdy powinienem jechać środkowym pasem. Ale trzy pasy w jedną stronę, zero w drugą i perspektywa mostu - to powoduje, że kierowcy natychmiast jadą dwa razy szybciej, niż im wolno, i środkowy pas wybieram tylko w wisielczym humorze. Poza tym szczerze nie wiem, jak bez łamania przepisów dostać się ze środkowego pasa na ścieżkę na moście, odgrodzoną od jezdni krawężnikiem i płotkiem (teraz jest inaczej z uwagi na budowę pompowanie metra). Jazda chodnikiem to pomysł równie kiepski, gdyż jest on w tym miejscu wąski i pełen pieszych (przystanek). Zwyczajowo jadę więc na przełaj: pasem do skrętu w prawo, następnie na skrzyżowaniu prosto i tak dojeżdżam do ścieżki na moście. 

To zajmujący przykład dla badaczy umysłowości warszawskich inżynierów ruchu: pasy rowerowe dało się wytyczyć tam, gdzie dla samochodów był w zasadzie jeden pas ruchu w każdą stronę, nie ma zaś na nie miejsca tam, gdzie w jedną stronę są trzy pasy. Gdyby jednak pas rowerowy pojawił się na całej długości Tamki - łącznie z Mostem Świętokrzyskim i Świętokrzyską po remoncie byłaby to pierwsza nieprzerwana droga rowerowa z Pragi do centrum miasta.

5 czerwca 2013

Tynkowanie punktowe

Kazimierzowska róg Odolańskiej. 
(Może to czemuś służy? Próbka?)

3 czerwca 2013

Ulica Jakubowska wczoraj i dziś, część 4 (Jakubowska 18)

Po dziesięciodniowej przerwie, poświęconej tematom mniej lub bardziej peryferyjnym, wracamy na Jakubowską. Zanim wrócimy w okolicę przybrzeżną, trochę nam już znaną, dla rozprostowania kości krótki spacer w głąb lądu (kępy zresztą, czyli wyspy, kiedyś - dosłownie, dziś - fantazmatycznie). W porównaniu z poprzednimi postami w tym cyklu dzisiejszy jest zwięzły.
Pierwsze zdjęcie, ściągnięte z Pragi Południe XX Wieku, przedstawia budynek na rogu Jakubowskiej i Estońskiej, o adresie Jakubowska 18, we wrześniu '39. Drugie zdjęcie z początku maja 2013. 

Nic dziś nie wskazuje, że pod osiemnastką mieściła się restauracja; na pierwszy rzut oka nie ma tam nawet lokalu użytkowego. Jak już pisałem, przez dziesięciolecia Jakubowska była uliczką pustą i martwą, zupełnie niehandlową; dopiero w ostatnich kilku latach coś drgnęło. Pisałem też, że nie zawsze tak było - w latach 30. zapowiadała się na jedną z głównych ulic dzielnicy. Duży, wysoko umieszczony napis "Restauracja" był świetnie widoczny z Alei Poniatowskiego, której nasypu nie porastały drzewa. W 39 roku budynek został, jak widać, nieźle łupnięty. Jego parter, niegdysiejszą restaurację, zajmuje dziś ZHR. Okoliczni mieszkańcy - przynajmniej ci wierzący w procedury demokratyczne - znają ten lokal, służy on bowiem jako punkt wyborczy. Kamienica jest komunalna. Niedawno została na koszt dzielnicy wyremontowana, a nawet, jak głosi oficjalny program, rewitalizowana. Przed remontem wyglądała tak - pierwsze zdjęcie ze strony fotoadres.pl:
Interesujące, czy planując rewitalizację, poszukano w ogóle dokumentacji stanu pierwotnego, sprzed 1939 roku, ciekawszego niż dziś. Uproszczona architektura kamienicy kryje jednak niespodziankę: ściana wzdłuż Estońskiej kończy się zaokrągloną częścią przy wejściu w podwórko. Może jakiś specjalista mi podpowie, jak to nazwać - zaokrąglonym ryzalitem?
Nie wiem, czy po roku 1939 cokolwiek wewnątrz przetrwało, w każdym razie klatka schodowa po rewitalizacji niczym nie zdradza przedwojennej metryki:
A co to była za restauracja? Przewertowałem przeklikałem przedwojenną książkę telefoniczną, nic nie znalazłem. W necie napotkałem nazwę: Komitet Międzystowarzyszeniowy Pomocy dla Inteligencji Pracującej, ale nie udało mi się jej potwierdzić. Z najniższej części napisu na historycznym zdjęciu potrafię odczytać tylko: ORGANIZAC.