6 maja 2015

Po majówce

Nie jestem pewien, czy energia do prowadzenia bloga nie uległa wyczerpaniu, a z drugiej strony – czemu by go nie zasilić wspomnieniem niedawnej rowerowej majówki? Zatem zasilam. Do antologii polskich rynków – rynek w Warce:
Hetman:
Rynek w drugą stronę – zza zadu i hetmana:
Nieopodal rynku, wciąż w Warce, instytucja handlowa, której nazwa budzi interesujące myśli gastronomiczne:
Zasadniczym celem majówki nie była jednak gastronomia, tylko kwitnące sady. Oto one, w dzień pochmurny:
Dolce vita wielkootwocka:
Jak może pamiętają stali czytelnicy, niezbyt chętnie oglądam pałace, szczególną dysfunkcję turystyczną przejawiając względem pałacowych wnętrz. Gdy na mej drodze stanął pałac w Otwocku Wielkim, postanowiłem jednak tam zajechać, ponieważ kiedyś, podczas innej rowerowej wycieczki – było to jakieś sześć czy siedem lat temu, gdy w miłym towarzystwie odkryłem Mariańskie Porzecze i parę razy wracałem w jego strony – w nieczynnej, zepsutej fontannie na tyłach tego pałacu zawarłem znajomość z pływakami żółtobrzeżkami, wielce zajmującymi owadami, nieznanymi mi wcześniej, za to znanymi mojej ówczesnej towarzyszce, dosyć biegłej w entomologii. Znajomość tę owadzią postanowiłem odświeżyć. Niestety! Ku memu rozczarowaniu fontanna jest czynna, wyremontowana, unijna i tryskająca, a skoro ciekawy owad zamieszkuje wody stojące, nie ma żadnych szans, by go znaleźć w tej tryskaninie. Zawróciłem więc zza pałacu.

Inna instytucja handlowa, tym razem karczewska, urzekła mnie bardzo mi bliskim rozumieniem motoryzacji:
Do antologii polskich rynków – rynek w Karczewie:
Okaz w antologii, powiedzmy – taki sobie. Lepiej spieszyć do kwitnących sadów, tym razem w słoneczny dzień:
W Górze Kalwarii rynku już mi się nie chciało obfotografować, zadowoliłem się wglądem w kamieniczkę:
A nad tym wszystkim biało-czerwona flaga.

43 komentarze:

  1. Flaga - duma!

    Żółtobrzeżków szkoda.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ej, czemu mi blogger kazał wybierać suszi żeby opublikować komentarz? Źle trafił, nie znam się na suszi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wylogowałem się, żeby sprawdzić, jak to działa - od pierwszych postów mam wyłączone w układzie bloga wszelkie utrudnienia w komentowaniu - jak to działa? - wylogowany Piotr H.

      Usuń
    2. No rzeczywiście, musiałem udowodnić, że nie jestem automatem. Zaraz sprawdzę, czy nic się nie poprzestawiało, ale to raczej gógiel coś broi.

      Usuń
  3. Rynek z zielenią? A już myslałam, że żaden się nie uchował, zapisuję ku chwale!
    Swoją drogą, nie pamietałam, że 'zbierasz' rynki, a taki własnie ostatnio pomysł za mną chodzi, zebrać je wszystkie do kupy i pokazać. Może bym zaczęła od dolnośląskich, mam najbliżej, tyle że cos ostatnio zebrać się nie mogę, zmęczenie materiału to, albo starość...;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zbieranie rynków to jeden z moich licznych planów. Zebrać je wszystkie do kupy nie byłoby łatwo, mamy ich sporo.

      Usuń
    2. Bedzie ich tyle, ile miast, Łódż wyłaczajac, ponad 900, a jakby doliczyc te drugie, mniejsze, to i blizej tysiaca sie uzbiera.
      Mozemy sie podziec;)

      Usuń
    3. Rynki ma też wiele formalnych wsi, które były pierwotnie pomyślane (fundowane, wytyczane, zakładane) jako miasta albo które faktycznie były miastami, lecz potraciły prawa miejskie. Mój ulubiony przykład: Sarnaki.

      Usuń
    4. Nadto są liczne miasta, które wskutek powiększania się o sąsiednie miasta mają po kilka rynków, by wymienić, daleko nie szukając, szlachetny gród Warsa i Sawy. W szlachetnym grodzie Kraka to się ich wręcz nie wiem ile znajdzie (Kazimierz - plac Wolnica, Rynek Dębnicki, Rynek Podgórski...).

      Usuń
    5. a i w Łodzi też jest rynek.

      Usuń
    6. A w Warszawie to z 6 czy 7 :-)

      Usuń
    7. Oświeć mnie, proszę. Zastanawiałem się - jest SM, NM i Mariensztacki, więcej nie znam, bo Rynek Solecki to ściema, przed wojną nie było tam rynku, a nazywało się to po prostu Solec.

      Usuń
    8. Przeworsk też do takiej listy dopisać można. A do listy miast bez rynku - Gdynię, bo Plac Kaszubski nie jest rynkiem ani historycznie, ani funkcjonalnie.

      Usuń
    9. Przeworsk - a dlaczego?
      Bydgoszcz - co najmniej Fordon ma własny rynek.

      Usuń
    10. Plac Grzybowski jest rynkiem Grzybowa. Plac Dąbrowskiego jest rynkiem Bielina. Plac Żelaznej Bramy był rynkiem jurydyki Wielopole.

      Usuń
    11. Dziękuję za oświecenie. Zatem mamy rynków 5, bo pl. Żelaznej Bramy nie istnieje.

      Usuń
    12. Ja bym jednak rynku soleckiego bronił, bo to że przed wojną już nie funkcjonował JAKO rynek, to jedna rzecz, a to że historycznie nim był, to druga.

      Usuń
    13. Ale kiedy nim był? W miejscu, które dziś tak się nazywa, przed wojną nie było żadnego placu, ulica Solec na wysokości kościoła miała zabudowę po obu stronach. Ne było też nazwy "Rynek Solecki". Nieco dalej na północ była i formalnie nadal jest - zajęta w całości przez parking - króciutka uliczka Przystaniowa, przez którą Solec łączył się z brzegiem Wisły i przystanią. Jeśli jakiś rynek tam był, to dawniej - przed XIX wiekiem. Mnie się jednak wydaje, że nazwa i pomysł są powojenne, być może związane jakoś z wytyczaniem Wisłostrady (taki modernistyczny pomysł - rynek z widokiem na autostradę, podobnie jak z niezabudowaną stroną rynku Mariensztackiego).

      Usuń
    14. Zresztą temat na osobny post.

      Usuń
    15. Plac Żelaznej bramy istnieje...

      w naszych sercach.

      Usuń
    16. Chrońmy go zatem przed miażdżycą ;)

      Usuń
    17. Obecny (bez)kształt soleckiego rynku to oczywiście pomysł powojenny, konkretnie z lat 70. i budowy drugiej nitki Wisłostrady, co znaleźć nawet w internetach nietrudno. Jeśli jednak chodzi o starszy solecki rynek (który jurydyka o charakterze wybitnie handlowo-magazynowym posiadać musiała), to może i faktycznie zatarł się w ciągu XIX wieku? Nie wiem, nie wiem, ale wątpię. Nie mam kompletnie nic na potwierdzenie swoich przypuszczeń, ale ja bym jako relikt po rynku widział placyk widoczny tak na mapach XIX-wiecznych (na niepomazanych też) jak i tych z dwudziestolecia.

      Zapytam mądrzejszych od siebie i dam znać :>

      Usuń
    18. Internetom nie we wszystkim wierzę. Najlepiej zrobić kwerendę biblioteczną, tylko na to trzeba mieć czas.

      Ten placyk w linku to właśnie uliczka Przystaniowa. Sądzę, że pełniła raczej funkcję komunikacyjno-przeładunkową niż handlową. Naprzeciw niej są długie budynki magazynu solnego - nieco zapomnianej budowli...

      Usuń
    19. Update: uliczka Przystaniowa już nie istnieje, bo na jej miejscu (i w miejscu po wyburzonej drukarni, potem klubie 1500 metrów do wynajęcia) właśnie budowany jest brzydki blok mieszkalny z częścią biurową. Jest to dla mnie zupełnie zaskakujące, bo naprawdę nie wyobrażam sobie, jak można kupić mieszkanie bezpośrednio nad Wisłostradą, parę metrów od niej - chyba że jest się głuchym. A na stronie inwestycji opis jest następujący: "Magiczne miejsce nad samą Wisłą sprawia, że rejon Powiśla to jedno z najbardziej urodziwych miejsc w Warszawie". Ani słowa o Wisłostradzie.

      Usuń
    20. Z lekkim poślizgiem:
      Przeworsk ma pięknie udrzewiony rynek: http://pl.wikipedia.org/wiki/Przeworsk#/media/File:PL_-_Przeworsk_-_ratusz_-_Kroton_001.jpg
      Bydgoszcz rynków ma co najmniej sześć: Stary, Nowy, Zbożowy, Wełniany, Kozi, Fordoński, w różnym stopniu zachowujące funkcje reprezentacyjno-placowo-handlowe.

      Usuń

    21. Panowie (Panie też),
      to może jakaś wspólna inicjatywa rynkowa?

      Usuń
  4. Podzielam zachwyt ikroppoki. Karczew zapisuję na listę miejsc do odwiedzenia, rynek prezentuje się (przynajmniej na zdjęciach) zdecydowanie nie tak sobie. W przecieństwie do wareckiego, który jest smutną pustynią. I to akurat wiem na pewno, z autopsji, nie tylko z materiału ikonograficznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, wraca dyskusja spod posta o Rudzie Śląskiej, jak miło! Ten w Karczewie ma dwie części przedzielone remizą, jedną część zajmuje skwer, drugą parking.

      Usuń
  5. a więc też poświęcasz się udowadnianiu tezy, iż na Mazowszu nic nie ma. chwała.
    rynek warecki obezwładnia smutkiem. karczewski przynajmniej jest żywy, a więc popieram przedpiśców.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak to nic nie ma? A sady? Nie wszędzie tak jest, ale w trójkącie Góra Kalwaria - Warka - Grójec pejzaż sadów jest nie mniej sympatyczny niż pejzaż, dajmy na to, gajów oliwnych i winnic w Hiszpanii, nie licząc ukształtowania terenu i budownictwa, gdy się pojawia.

      Myślę, że odczucie smutku i żywości zależy w tym wypadku od przyjętych założeń. Ja nie dostrzegłem przewag Karczewa nad Warką pod tym względem.

      Usuń
    2. Sad = nic.
      http://3.bp.blogspot.com/-oxmc69LjJAA/U0LqpwCdPaI/AAAAAAAAHl8/lem3cHKVnhk/s1600/leczeszyce1.jpg
      oczywiście, mówiąc o życiu na karczewskim rynku miałem na myśli roślinność. nie powiesz mi, że kostka brukowa żyje. więc to nie wynik "założeń".

      Usuń
  6. O, Mariańskie Porzecze - też się zachwyciwszy! I również pałace to raczej z zewnątrz podziwiam.
    PS. Akurat pływaka żółtobrzeżka kojarzę z dziecięcej książki "Gdzie raki zimują i inne opowiadania". Było takie coś w zamierzchłej prehistorii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakoś mnie ta książka ominęła, przez co mój świat tak długo był uboższy o tego robaka ;)

      Usuń
    2. Na szczęście nadrobiłeś zaległości;)

      PS. Piękny sad w dzień pochmurny:)

      Usuń
  7. Ciekawe, czy w pałacu już naprawili okno po naszej tam wizycie :-)

    Jeśli w pizzerii sprzedaje się pizzę, w bileterii bilety, to co sprzedaje się w kobieterii?

    G-K zapamiętałem jako miasteczko o maksymalnie niewykorzystanych możliwościach turystycznych. W ogóle, z południowomazowieckich sadów moglibyśmy uczynić atrakcję niemal na miarę regionów winiarskich w krajach winiarskich. Ech, moglibyśmy...

    A ja pałace zwiedzam i lubię. Śmieszy mnie tylko czasem, jak w jakiejś miejscowości pałacyk nawet najbanalniejszy jest traktowany jako coś wyjątkowego, podczas gdy w Warszawie mamy takich ze 20-30. Z drugiej strony, czy my nie traktujemy podobnie gotyku (ewenement, że coś takiego się uchowało dodnies), a w takim K, T czy W mają tego na pęczki? A może się rozteoretyzowałem i przeintelektualizowałem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O oknie nic mi nie wiadomo. Uciekaliście? Spotkaliście ducha? Z sadami się zgadzam, choć wolę, gdy jest, jak jest, i mogę sobie wśród nich w spokoju pojeździć.

      Może po prostu gotyk jest z zasady ciekawszy od pogotyku?

      Usuń
    2. Napisałem taki dowcipny i błyskotliwy komentarz i się skasował.

      Fák!

      Usuń
    3. Śmiało, jeszcze raz. To tylko trochę gimnastyki paluszków.

      Usuń
    4. Już zresetowałem pamięć krótkotrwałą... :-(

      Usuń
    5. Też tak miewam, ale nie z błyskotliwymi komentarzami, tylko z postanowieniem pozmywania.

      Usuń
  8. Niedaleko a nigdy nie byłem. A Warki nigdy nie lubiłem. Piwa, znaczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Warce byłem, nie wiem - pierwszy czy drugi raz? Z pierwszego nic nie pamiętam. W Karczewie byłem, nie wiem - drugi, trzeci czy piąty raz? Z poprzednich nic nie pamiętam. Ale sady zapadają w pamięć.

      Usuń