26 czerwca 2015

Budżet partycypacyjny – dzień ostatni

W przedostatnim dniu głosowania na budżet partycypacyjny taka mi przyszła do głowy refleksja: przyjdzie dzień, gdy rowerzyści będą mieli w alei Jana Pawła dziesięć pasów – a dla tych w samochodach* zrobimy obok ścieżkę**.

* Kontrowersje u opinii publicznej wzbudzi wypowiedź wiceprezydenta miasta:
Warszawa to nie wieś, żeby po niej samochodem jeździć.
 
** Nie będziemy mściwi. Ścieżka nie będzie z kostkibauma ani nie będzie dwa razy zmieniała strony ulicy, zmuszając zawsze do podwójnego czekania na światłach, jak dzisiejsza ścieżka rowerowa w JP2 na północ od alei Solidarności. Zresztą w ogóle świateł już nie będzie, wystarczą wyniesione przejścia i progi, a ostańcem kostkibauma będzie spacerniak na Rakowieckiej.

26 komentarzy:

  1. I hava a dream that one day there will be a przejście dla pieszych na KAŻDYM wlocie ulicy na każdym skrzyżowaniu, a autostrady będą biegły wyłącznie przez przedmieścia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a człowiek będzie człowiekowi bratem, lub, gdy woli - siostrą.

      Usuń
  2. Dziewięć pasów samochodowych da się przerobić na osiemnaście rowerowych - ależ wzrośnie św. Przepustowość!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Dziewięć pasów samochodowych da się przerobić na osiemnaście rowerowych" - bo u nas na drogach wszystko jest przewymiarowane. Np. we Francji określona prawnie minimalna szerokość pasa rowerowego to 1,2 metra, a w szczególnych warunkach nawet 0,75 metra. Przy szerokości 1,2 metra na dwie jezdnie ze zdjęcia weszłoby 27 pasów rowerowych, nie licząc torowiska.

      Usuń
    2. Nie przesadzajmy. Możesz zmusić/nakłonić Polaków do jazdy rowerami zamiast samochodami, ale nie wyplenisz bezmyślnego zap...dalania po jezdni (lub po tym, co Polakowi wydaje się być nawierzchnią zdatną do jeżdżenia po niej).

      Usuń
    3. Dlaczego? Ci sami Polacy gdy za granicą boją się sprawnej policji i wysokich mandatów, jeżdżą grzecznie. To, co jest problemem, to wprowadzenie bardziej restrykcyjnego prawa, zaczynając od podwyższenia mandatów, i doprowadzenie do tego, żeby prawdopodobieństwo poniesienia kary było wyższe, niż jest.

      Usuń
    4. Z przyczyn niejako technicznych rowerzyści się poruszają z różnymi prędkościami - więc np. w Kopenhadze ścieżki buduje się tak, żeby mogły się zmieścić 2 rowery w jednym kierunku. Do tego zdecydowana większość ścieżek wzdłuż ulic jest jednokierunkowa. Swoją drogą, ładnie widać, ile miejsca zajmuje światowej klasy infrastruktura rowerowa (są nawet rowerowe autostrady) w mieście, gdzie 50% ludzi się porusza głównie na rowerach.
      Argumenty za mandatami dla zbyt szybko jadących rowerzystów jakoś mi umykają.

      Usuń
    5. Chodziło mi oczywiście o kierowców.

      Usuń
    6. A mi chodzi również o rowerzystów. Wszak to często ci sami Polacy-kierowcy, tylko na innym pojeździe. I to widać (szczególnie jakoś w tym sezonie).

      Za mityczną granicą trwa jest zieleńsza, a cukier bardziej krzepi. Więc mówimy o infrastrukturze, czy o prawodawstwie (i prawa tego egzekwowaniu)? Bo wiesz, można wydać miliony [tu wpisz nazwę ulubionej waluty], a efekt będzie niemal żaden.

      Usuń
    7. Prowokujesz mnie do dłuższej odpowiedzi - mam wrażenie, że się nie całkiem rozumiemy, komentując zdawkowo - więc proszę: jeśli chodzi o podział na kierowców, rowerzystów i pieszych, to uważam go za zupełnie błędny i irytujący, choć niestety sam się nim posługuję. Oczywiście, że ci sami ludzie jeżdżą samochodami, na rowerach i chodzą, i oczywiście stosunek do zasad ruchu jest tym grupom wspólny - jadący rowerem lekceważą je tak samo jak jadący samochodem. Różnica polega na skali zagrożenia.

      Jeśli chodzi o infrastrukturę i egzekwowanie prawa - zdecydowanie uważam, że największym problemem nie jest u nas infrastruktura, tylko bezkarność kierowców. Ale właśnie kierowców, a nie rowerzystów - po pierwsze z wymienionego wyżej powodu (skala zagrożenia), po drugie dlatego, że to im cały system jest podporządkowany. Poza tym są to wszystko naczynia połączone - infrastruktura, prawo, kierowcy, rowerzyści. Weź dwa warszawskie przykłady:

      Krakowskie Przedmieście: teoretycznie wszystko jest dobrze pomyślane: nie ma wydzielonej drogi rowerowej, ale jest ograniczenie do 30 km/h, a w takich warunkach rowerzysta powinien jechać bezpiecznie. W praktyce tego ograniczenia nikt nie przestrzega - autobusy, jeśli nie ma korka, jeżdżą tam 50 km/h, taksówki od 50 w górę, chyba że szukają klienta. W tej sytuacji, dodatkowo przy wąskiej jezdni (w założeniu słuszne, że wąska), rowerzyści czują się zagrożeni - gdy mija cię tam autobus "na szerokość lakieru", jest to naprawdę nieprzyjemne - i uciekają na szeroki chodnik, irytując pieszych. Rozumiem pieszych, ale problem nie zaczyna się od rowerzystów.

      Drugie miejsce: most Poniatowskiego, paragraf 22. Rowerzysta ma tam obowiązek jechać jezdnią, a w godzinach obowiązywania buspasa - lewym pasem jezdni. Prawo mówi, że chodnikiem można jechać, jeśli dopuszczalna prędkość na jezdni jest wyższa niż 50 km/h, a chodnik jest szerszy niż 2 metry, żaden z tych warunków nie jest na moście spełniony. Prawo opiera się na założeniu, że jeśli samochody jadą mniej niż 50 km/h, rowerzysta jest bezpieczny. Ale na moście Poniatowskiego, jeśli nie ma korka, nikt nie jedzie faktycznie poniżej 50 km/h, taka prędkość w ogóle tam nie występuje. Autobusy zjeżdżające z mostu w stronę ronda Waszyngtona jadą osiemdziesiątką, sprawdzałem to naocznie. A zatem znów - rowerzyści uciekają na chodnik. Według przeprowadzonych tam badań chodnik wybiera, jeśli dobrze pamiętam, 98% rowerzystów - są w tej grupie na pewno osoby odważne i nie, raczej szanujące prawo i raczej go nieszanujące, doświadczone i niedoświadczone itd., po prostu bez względu na stosunek do zasad jest to jedyne racjonalne zachowanie. W obu tych miejscach realną drogą do rozwiązania problemu jest wymuszenie przestrzegania prawa na kierowcach - nie jest to trudne, wystarczy na moście ustawić odpowiednią liczbę fotoradarów. W drugiej kolejności można dyscyplinować rowerzystów, co do których przypuszczam, że sami się dostosują do sytuacji, jeśli będzie sprzyjająca.

      Inny przykład: jeżdżąc na rowerze, od dawna całkowicie zrezygnowałem z irytowania się na pieszych idących po ścieżkach rowerowych w miejscach, gdzie infrastruktura jest tak zaprojektowana, że nie sposób sobie wyobrazić, by piesi po ścieżce nie szli. Np. aleja JP2 na północ od al. "S", przy pawilonach: po lewej chodnik, po prawej chodnik, pośrodku ścieżka wydzielona tylko odcieniem kostki.

      Usuń
    8. "Różnica polega na skali zagrożenia."

      Otóż pisze, co piszę, bo w sezonie rowerowym 2015, jak dotąd, dużo częściej czułem się (i byłem) zagrożony* przez kierowców rowerowych na chodnikach, niż przez kierowców samochodowych gdziekolwiek.

      Ot co.



      * - tzn. moje fizyczne bezpieczeństwo; nie liczę baranów, którzy zaparkowali na chodniku i musiałem ich pojazdy obchodzić np. trawnikiem.

      Usuń
    9. Ale to są nieporównywalne zagrożenia.

      Zresztą zderzanie się z pieszymi naprawdę nie jest w interesie rowerzystów, bo w takim zderzeniu rowerzysta ma dużą szansę być nie mniej poszkodowany.

      Zapewniam Cię, że jazda po chodniku pełnym pieszych jest dla rowerzysty dużo mniej wygodna niż jazda inną drogą, jeśli jest ona możliwa i bezpieczna. Jeśli jest wybór, to rowerzysta, może z wyjątkiem tych najbardziej "niedzielnych", wybierze to, co dla niego wygodniejsze - na pewno nie slalom między pieszymi.

      Z własnego doświadczenia - wracając prawie co dzień do domu wieczorami Wybrzeżem Szczecińskim, jadę od kilku tygodni chodnikiem po stronie stadionu, nie ścieżką rowerową po stronie Wisły, ponieważ natężenie ruchu pieszych zmierzających na plażę jest tam w tej chwili tak duże, że stale ktoś idzie ścieżką rowerową. Wybieram to, co jest prostsze, wygodniejsze i spokojniejsze - po jednej stronie mam pusty, szeroki chodnik, po drugiej ścieżkę rowerową pełną pieszych - jadę chodnikiem. Rowerzysta "praworządny" pojedzie ścieżką i będzie dzwonił na pieszych, wywołując ich złość, wdając się w pyskówki itd., bo z kolei chodnik na wysokości Plażowej jest stale zastawiony przez parkujące samochody, motocykle, taksówki.

      Usuń
    10. Mowa!

      Mam krańcowo inne doświadczenia.

      A zaliczyłem już w życiu i zderzenie "pieszy (ja) - jadący samochód", jak i "pieszy (ja) - jadący rower", więc znam różnicę w konsekwencjach. Na codzień jednak nie polecam ani tego, ani tego. Różnica jest też taka, że jadące samochody zwykle potrącają ludzi na jezdniach. A rowery śmigają koło nich (koło nas!) na chodnikach - nie ma gdzie uciec. Nie ma miejsca, gdzie człowiek mógłby chwilę odetchnąć i poczuć się bezpiecznie. Ostatnio śmignął koło mnie tuż przy wyjściu z mojej klatki schodowej.

      Nie musisz mnie też zapewniać, ani dawać głowy, co jest wygodniejsze dla rowerzysty, bo choć nie byłem na rowerze ani razu, gdyśmy się widzieli na mieście, to jeżdżę sporo i, co ważne, od dawna. Ale to, co się wyrabia na ulicach (i głównie na chodnikach) od 2-3 lat, a szczególnie w tym roku, przekracza wszystkie dotychczasowe normy kultury.

      Chyba trafiam na niedzielnych we wszystkie dni tygodnia.

      Usuń
    11. Obstaję przy swoim: statystyczny rowerzysta tak samo jak statystyczny pieszy wybiera to, co dla niego wygodniejsze. Jeśli ma do dyspozycji dobrą drogę rowerową albo może bezpiecznie jechać ulicą, nie będzie jechał chodnikiem. Jazda po chodnikach jest zjawiskiem analogicznym do pieszych "przedeptów": wybiera się najwygodniejszą drogę. Jeśli chodnik jest tak zaprojektowany, że np. najprostsza droga z przystanku autobusowego do Dworca Stadion wiedzie przez środek skweru, to pojawia się przedept przez środek skweru.

      Być może np. ulica, przy której mieszkasz, jest jednokierunkowa - to jest kolejny lokalny absurd, że nie ma ruchu rowerów pod prąd na ulicach jednokierunkowych, ale to już bardzo niedługo się zmieni.

      Usuń
    12. Nie.

      Mówię o ulicach (liczba mnoga) uspokojonych (a właściwie od zawsze spokojnych, czasem wręcz pustych) z równym asfaltem, dwukierunkowych (lub jednokierunkowych akurat w tę stronę, w która jechał(a) rowerzyst(k)a), nie za wąskich i nie za szerokich, za to z wąskimi, krzywymi chodnikami, po których, jak na złość, chodzą ludzie.
      Mówię o alejkach parkowych, gdzie o 20 m dalej równolegle idzie DDR.
      Mówię o chodnikach na osiedlach, gdzie samochody nigdy nie mogły wjeżdżać i nie wjeżdżają.

      Nie ma znaczenia, czy to kobieta czy mężczyzna, czy jeździ na swoim, czy na Veruriro ;-), czy młoda czy stara (osoba) - właściwie, to najczęściej jest to człowiek w pełni sił fizycznych (i teoretycznie, umysłowych), 20-40 lat, więc nie dziecko i nie "senior".

      I tu nie chodzi o żadną wygodę podróżowania (bo przecież krzywo, wąsko, powoli, nielegalnie itd.). A właściwie tak, o wygodę, ale o wygodę bycia zwolnionym z konsekwencji niemyślenia. Na jezdni trzeba przewidywać, na chodniku nic się rowerzyście (w jego mniemaniu) nie stanie. Tak samo nie zauważa pieszych, jak kierowca samochodu nie zauważa rowerzystów na jezdni.

      Usuń
    13. Ulice uspokojone, dwukierunkowe - to rowerzystów na chodnikach nie rozumiem, szczerze.

      Alejki parkowe - czasem pojawia się problem oznakowania, np. jako dość doświadczony warszawski rowerzysta (od 19 lat rower jest dla mnie głównym środkiem transportu) nie jestem pewien, gdzie na Polu Mokotowskim wolno mi jeździć, gdzie nie.

      "Na jezdni trzeba przewidywać, na chodniku nic się rowerzyście (w jego mniemaniu) nie stanie. Tak samo nie zauważa pieszych, jak kierowca samochodu nie zauważa rowerzystów na jezdni" - no nie, bo właśnie zupełnie inne są możliwe konsekwencje. W zeszłym tygodniu był gdzieś w Polsce opisywany przez media wypadek: rowerzysta zderzył się z pieszym, wytrąciło go to z toru jazdy i wypadł na jezdnię prosto pod ciężarówkę, trup na miejscu.

      Na pewno przydatna jest duża kampania o zasadach ruchu rowerowego, bo do jazdy na rowerze nie trzeba żadnych uprawnień, egzaminów itd. i sam znam jedną (niedzielną) rowerzystkę, która była szczerze przekonana, że po chodniku wolno jej jeździć, a po jezdni nie. Ale z przyczyn opisanych już wyżej nie wydaje mi się właściwe piętnowanie rowerzystów jako grupy stwarzającej szczególne zagrożenie na drogach - w kraju, gdzie 99% kierowców nie przestrzega limitów prędkości, a 90% wyprzedza rowerzystów na skrzyżowaniach i nie zachowuje metra odstępu przy wyprzedzaniu.

      Usuń
    14. Mam krótszy... staż. Jedynie 10 lat.

      Ale ani Ty nie jesteś typowym rowerzystą, ani ja nie jestem.

      " W zeszłym tygodniu był gdzieś w Polsce opisywany przez media wypadek: rowerzysta zderzył się z pieszym, wytrąciło go to z toru jazdy i wypadł na jezdnię prosto pod ciężarówkę, trup na miejscu."

      Sam widzisz, rowerzysta znalazł się na jezdni i od razu trup na miejscu :-P
      Naprawdę - ci, którzy wybierają chodnik, który "zwalnia z myślenia" nie robią tego dlatego, że akurat przez te kilka(naście) minut swego życia chcą wyłączyć swoje myślenie :-/

      Kampania to była w sobotę na Krakoskiem - "przechodniu, przechodź tylko na zielonym". Organizował ZDM.

      Problem w tym, że wiele osób słysząc, że kierowcy (samochodów) nieodpowiednio się w Polsce zachowują, nie potrafi sobie wyobrazić, że kierowcy (rowerów) też nie są święci. A jak jeszcze dochodzi przekaz medialny (w dużych miastach) , że "rozwiązaniem problemu odsamochodowego zła jest masowe przesiadanie się na rowery" (tak w uproszczeniu), to mamy zjawisko Świętych Krówerzystów.

      Zresztą, to są pewnie czasem ci sami, którzy jadąc samochodem "zrobiliby temu pedalarzowi jesień Średniowiecza", więc potem sami pedałując jadą chodnikiem, bo wiedzą dobrze, co chętnie zrobiliby im kierowcy samochodów.

      Będą z tego wszystkiego jakieś zamieszki, zobaczysz.

      Usuń
    15. ciekawa dyskusja, szkoda że bez tematu.

      Usuń
    16. Nadaj jej kształt, temat, sens, a pociągniemy jeszcze drugie tyle komentarzy :-)

      Usuń
  3. Znajdzie sie tez jakaś ścieżka dla pieszych?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pięć pasów ścieżki rowerowej (prostej), sześć chodników (prostych) a obok klucząca opłotkami, co chwila zawracająca i przeskakująca pod kątem jezdnia - to jest to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze mówi, polać mu.

      Usuń
    2. Sssssamm ssssobbbie ppooorraddzzzęęęęęe...ep.

      Usuń
  5. Tak a propos, dziś na głównej stronie gazety.pl:
    http://foch.pl/foch/1,132039,18363672,rower-wrog-publiczny-numer-jeden.html

    Polecam komentarze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piotrze, komentarzy na gazeta.pl nie czytam. Natomiast artykuł jest chyba o tym samym, o czym już tu pisaliśmy: jadący na rowerach tak samo łamią przepisy jak jadący samochodami, różnica jest w skali zagrożenia, a także w poziomie ułatwień w łamaniu przepisów, z jakich te grupy korzystają.

      Po internecie krąży sporządzona przez samą policję tabela dokumentująca efektywność działań w ramach akcji "Niechronieni uczestnicy ruchu drogowego" (znajdziesz to na facebooku Strefa Piesza), z której wynika, że w ramach ochrony niechronionych policja "ujawnia" dobowo średnio 411 wykroczeń kierowców, 861 wykroczeń rowerzystów i 8412 wykroczeń pieszych - dane za rok 2014. Moim zdaniem to na tym polega główny problem: na zupełnej bezkarności kierowców, którym w dodatku podporządkowana jest cała infrastruktura. Żeby złapać dziennie 411 wykroczeń kierowców, wystarczy się w Warszawie ustawić na jednym dużym skrzyżowaniu i policzyć, ilu przejeżdża na czerwonym i wymusza pierwszeństwo na zielonej strzałce. Rowerzyści robią to samo, ale ilu z 1140 pieszych, którzy w zeszłym roku zginęli w Polsce na drogach, zabili rowerzyści?

      Usuń