8 czerwca 2014

Stacja Bielsko-Biała Lipnik (Linia kolejowa 139, odc. 14)

Przeniesiony rzutem kości trzy oczka na północ od Wilkowic, zacznę wątkiem osobistym: Bielsko-Biała to miasto najlepiej mi dziś po Warszawie znane i najbliższe. Nie mam z nim własnych rodzinnych związków, ale się w takie związki wżeniłem – z dużym zadowoleniem. Z racji szacunku dla tego miasta planowałem wjechać do niego paradnym wejściem, przez stację Bielsko-Biała Główna, tworząc tym samym optymistyczny kontrast ze stacją w Wilkowicach – B-B Główna jest bowiem, jeśli oceniać stan samego budynku dworca, w stanie najbardziej należytym na całej linii 139. Rzut kości chciał jednak, bym zaczął od Lipnika – co zresztą też ma osobiste uzasadnienie, bo to tu właśnie, dwanaście minut spokojnym krokiem od stacji (truchtem zdążyłem raz w sześć), zamieszkał kiedyś uszanowania godny przodek.
Stacja Bielsko-Biała Lipnik, położona na odcinku linii 139 powstałym w roku 1878 jako przedłużenie Kolei Północnej Cesarza Ferdynanda z Bielska do Żywca, leży – nie dziwota – w dzielnicy Lipnik miasta Bielska-Białej. Stacja ta otwarta została w roku 1912 i wówczas leżała we wsi Lipnik tuż za granicą miasta Białej, ale nazywała się Bielitz Niederstadt; znaczy to dosłownie Bielsko Dolne Miasto, lecz według polskiego nazewnictwa dzisiejszym odpowiednikiem byłoby chyba Bielsko Żywieckie Przedmieście. Dlaczego taka nazwa? O tym trochę niżej. W tym miejscu należałoby, kontynuując styl wcześniejszych postów tego cyklu, walnąć ze trzy akapity skróconej historii Bielska-Białej, ogromnie ciekawej dla każdego, kogo interesuje tematyka zmiennych granic Polski jako całości oraz poszczególnych krain, prowincji, ziem, zaborów, guberni, województw itd. tworzących to prześliczne państwo, a także subtelnych różnic, specyfik itd. będących skutkiem tych granic-palimpsestów. Historia ta jest jednak, mam wrażenie, dość szeroko znana, bo B-B to miasto całkiem spore; jest też bardzo łatwo dostępna w internecie i innych encyklopediach, dlatego ją sobie daruję. Co do samego Lipnika – dzieli on los miejscowości takich jak np. podwarszawski Służew czy podpraski Kamion: starszy od sąsiedniego miasta, z jakichś przyczyn mniej się od niego rozwinął i z czasem został przez nie wchłonięty.

Stacja Lipnik leży w okolicy spokojnej i ma klimat peryferyjny, ale w gruncie rzeczy jej położenie jest dość centralne: do rynku w Bielsku (nie w Białej!) jest stąd w prostej linii 900 metrów, do mostu na głównym handlowym deptaku, czyli ulicy 11 Listopada, łączącej Bielsko z Białą, który uznać można za pępek miasta – kilometr, tyle samo do placu Wojska Polskiego, czyli dawnego starego rynku Białej (Bielsko-Biała, jako powstałe z połączenia dwóch miast, ma dziś trzy rynki – logiczne, prawda? – choć tylko dawny rynek Bielska jest dziś tak nazywany; zresztą dwa pozostałe są w 90% parkingami). Są to odległości tylko nieznacznie większe niż w przypadku Bielska-Białej Głównej, położonej po przeciwnej, północnej stronie śródmieścia. Mimo to na stacji chyba nigdy nie ma tłumu; nawet miejskie autobusy – jedyny w B-B środek miejskiej komunikacji* – stają tu niezbyt często.

Wiem jednak z opowieści sprzed kilkudziesięciu lat, że kiedyś było całkiem inaczej; na dworcu w Lipniku wysiadały każdego ranka tłumy. Wróćmy teraz do pierwotnej nazwy Bielitz Niederstadt; otóż dworzec ten istnieje dlatego, że blisko stąd (wszystkiego 250 metrów do najbliższego mostu na rzece Białej, dawnej granicy miasta Bielska) do części Bielska zwanej dziś Żywieckim Przedmieściem, dawniej – Blichem, od połowy XIX wieku skupiającej większość tutejszego przemysłu, w tym główne fabryki włókiennicze (dopiero wielkie zakłady peerelowskie, jak FSM, powstały po przeciwległej, północnej stronie miasta). Dworzec w Lipniku obsługiwał więc bielskie fabryki: co rano z pociągów wysypywały się tu tłumy robotników dojeżdżających z okolicznych miejscowości. W latach 50. nieopodal, już po stronie bialskiej, gdzie zresztą przemysłu też nie brakowało, ulokowano ponadto wielką elektrociepłownię, której kominy widać na pierwszym zdjęciu. W obecnej pustce na tej stacji odbija się odprzemysłowienie, które dokonało się w Polsce w ostatnich dwudziestu pięciu latach; zabytki architektury przemysłowej dawnego Blichu są dziś pozamieniane na magazyny, biura, sklepy itd.

* Bielsko było trzecim w obecnych granicach Polski miastem, w którym uruchomiono tramwaj elektryczny; stało się to w roku 1895, trzynaście (!!!) lat wcześniej niż w Warszawie (ale rok później niż we Lwowie). Bielskie tramwaje zlikwidowano w roku 1971, w odruchu dziejowego debilizmu przebudowując przy okazji główny miejski deptak pieszo-tramwajowy, ulicę 3 Maja, na trasę szybkiego ruchu, dziś często zakorkowaną. Kiła, próchnica, inżynieria ruchu – choroby cywilizacyjne towarzyszą ludzkości przez wieki.

Przyjrzyjmy się teraz, jak to wygląda. Głównym udogodnieniem dla podróżnych są wiaty nad peronami:
Budynku stacyjnego nie ma, choć przy jednym z peronów stoi zamknięte coś takiego:
Ten budyneczek w ładnym kapeluszu nie jest i nie był głównym budynkiem stacji. Budynek taki, owszem, istniał – rozebrano go w latach 1980., a wyglądał tak:
Zdjęcie ściągnąłem z Wikipedii; mam też skan z książki pt. Galicja na torach, czyli kolejowa historia Podbeskidzia autorstwa Jacka Kachla, lecz jakość druku jest w niej tak kiepska, że wolę wersję znalezioną w necie. Kolejne zdjęcie przedstawia widziane od tej samej strony miejsce po budynku dworca:
Widok w drugą stronę – w kierunku peronów; dworzec byłby na prawo od fotografującego:
Budyneczek dworca był skromny, być może w zamierzeniu tymczasowy – nieledwie barak – a przecież zarazem niezmiernie charakterystyczny, bo podobnego nie znam. W latach 80. wyburzono go oficjalnie dlatego, że był w złym stanie technicznym. Nie wiem, czy w latach 80. cokolwiek było w Polsce w dobrym stanie technicznym, ale prawdziwe przyczyny tego wyburzenia są moim zdaniem całkiem inne: po prostu ludzie odpowiedzialni za ten budynek – za jego stan techniczny i ogólny los – nie dostrzegali w nim zupełnie nic wartościowego, nie potrafili sobie wyobrazić, że jako element charakterystyczny, niepowtarzalny, mimo że skromny, tworzy on piękno i specyfikę miejsca. Być może sądzili nawet wprost przeciwnie, że budynek ten powinien być usunięty z tego powodu, że swym pruskim murem budzi automatyczne skojarzenia z wrażą kulturą niemiecką. Z ziemi wystają jeszcze jakieś jego pozostałości:
Odrywając wzrok od ziemi, dostrzegamy drogowskaz:
Na koniec poświęćmy chwilę uwagi przejściu podziemnemu pod torami:
*
W uzupełnieniu jeszcze ciekawostka z najbliższej okolicy, z placu przydworcowego. Plac ten, wykorzystywany do nauki jazdy, na co dzień wygląda tak – budynek w tle miał chyba dawniej związek z dworcem, służył jako magazyn czy coś podobnego:
Dwa razy w tygodniu, w czwartki i w soboty, plac zamienia się w duży targ ogólnospożywczo-odzieżowy; targ, jak to targ, trwa od wczesnego ranka, a wieczorem tego samego dnia plac jest już całkowicie wysprzątany, tak że ktoś niewtajemniczony nigdy by się nie domyślił jego porannej funkcji. Taki model targu, w Warszawie nieznany, obserwowałem w przeszłości we Francji i w Niemczech; wydawało mi się wówczas, że równie sprawna organizacja – szybkie rozkładanie i składanie straganów przez sprzedawców, błyskawiczne sprzątanie placu do czysta – jest w Polsce niemożliwa. Było to myślenie ograniczone warszawskim horyzontem, bo w wielu miejscach w Polsce – przykładem to miejsce w Bielsku-Białej – targi tak właśnie funkcjonują.

15 komentarzy:

  1. W umalowanym budynku kapeluszowym jeszcze jakieś jedenaście lat temu działała kasa biletowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Podoba mi się to przejście podziemne, szkoda, że takie wymalowane:(

    OdpowiedzUsuń
  3. napisać sprejem na ścianie "zrób coś dla kraju"...
    szkoda, że ten człowiek nie rozpędził się i wyrżnął głową w tę ścianę. dla kraju.

    OdpowiedzUsuń
  4. Takie resztki wywołują irracjonalną tęsknotę za czymś, czego się osobiście nigdy nie widziało.

    OdpowiedzUsuń
  5. Słitaśnie. B-B znam słabo, ale parę razy bywawszy i zawsze z przyjemnością wracam. Tyle, że nie pociągiem, choć patrząc po fotach trudno powiedzieć "szkoda" (jak kocham pociągi). Aaa, właśnie - ostatnio na wyprzedażowni zanabyłem dwukilowe tomiszcze albumowe o B-B. Dość nowe, ale nadal fajne, choć wolałbym jakieś starsze. Może mi kiedyś znowu będzie po drodze?

    A jeszcze a propos dworców, to przypomniał mi się przeglądany ostatnio dworzec we Włocławku - jak napisał autor zdjęcia współczesnego: "Trzymajcie się krzeseł, by nie spaść".

    OdpowiedzUsuń
  6. Od dawna się szykuję do nabycia jakiegoś sensownego tomiszcza albumowego o BB celem zrobienia wczorajidzisiów, więc Ci zazdroszczę nabytku – choć i w necie jest tego sporo, m.in. na znanej Ci Fotopolsce.
    Dworzec we Włocławku – no właśnie. Owoc dyktatury powojennych modernistów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozbawił mnie kiedyś jeden BBowski bloger, który twierdził, że tamtejszy tunel kolejowy jest lepszy od średnicowego tylko dlatego, że tamten jest w BB, a ten w Warszawie (a w ogóle, panie, te cegły...).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tamtejszy tunel jest pięćdziesiąt pięć lat starszy, co powoduje, że myślę o nim z głębokim szacunkiem. Natomiast, szczerze mówiąc, nie wiem, na czym miałaby polegać lepszość któregokolwiek z nich nad drugim. Oczywiście warszawski jest szerszy i dłuższy, Warszawa jako taka też jest szersza i dłuższa...

      Usuń
  8. Budynek który opisujesz, jakoby miał coś wspólnego z dawnym dworcem w rzeczywistości jest tworem lat 90 i powstał po utworzeniu w tym miejscu placu targowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. A czy nie jest tak, że w latach 90. go mocno przebudowano, ale istniał już wcześniej? Pytam, bo nie wiem, zacząłem bywać w BB już w latach dwutysięcznych.

      Sam targ był chyba w tym miejscu już dawniej?

      Usuń
  9. Nie, nie. Ten targ to dawne targowisko, które mieściło się przy ul. Żywieckiej obok Kościół Opatrzności Bożej, tam gdzie teraz stoi McDonald's. Pod koniec lat 90 po prostu przeniesiono go tutaj (obok stacji Biała Lipnik).
    http://bielskobiala.naszemiasto.pl/archiwum/spor-o-targ,695326,art,t,id,tm.html

    OdpowiedzUsuń