13 lutego 2014

Stacja Czechowice-Dziedzice (Linia kolejowa 139, odc. 7)

Zgodnie z przyjętymi zasadami z Goczałkowic-Zdroju przemieszczamy się o jedno oczko na południe: do stacji Czechowice-Dziedzice. 

Jeśli jednak ktoś jest wyczulony na zjawisko, którym polska ziemia jest wyjątkowo hojnie obdarowana, mianowicie na byłe granice, nieobecne na aktualnych mapach, lecz subtelnie obecne w pejzażu i obyczaju – to jedno oczko jest wielkim skokiem. Opuszczamy dawne Prusy, wjeżdżamy na Śląsk Cieszyński, niekiedy zwany też Austriackim.
Stacja Czechowice-Dziedzice do roku 1958, kiedy taką nazwę nadano miastu utworzonemu z dwóch sąsiednich wsi, była stacją Dziedzice. Budynek dworca jest z roku 1855. W Warszawie istniał wówczas tylko Dworzec Wiedeński – nie było jeszcze Petersburskiego (1863), Terespolskiego (1866), Nadwiślańskiego (1880) ani Kaliskiego (1902). W roku 1881 Słownik geograficzny Królestwa Polskiego i innych krajów słowiańskich pisał o Dziedzicach: 

Dziedzice, niem. Dzieditz, Dziedzitz, wieś powiatu bielskiego na Szlązku austryackim, nad Białą, przez którą tu przechodzi most drogi żelaznej, stacya drogi żelaznej Wiedeń-Kraków, Dziedzice-Wrocław i Dziedzice-Bielsko [...]. Należy do parafii katolickiej Czechowice a częścią Zabrzeg, ma szkołę ludową, austryacką komorę celną i pruski przykomórek celny klasy I-ej.

Około roku 1881 Dziedzice (gdy sięgnąć jeszcze dalej w przeszłość, przez kilkaset lat należące – w odróżnieniu od Czechowic – do bielskiego państwa stanowego, wydzielonego ze Śląska Cieszyńskiego jako osobne księstwo, którego ostatnimi właścicielami byli polsko-niemieccy magnaci Sułkowscy; pierwszy książę bielski z tego rodu był ministrem Augusta III, drugi – rosyjskim jurgieltnikiem podczas Sejmu Rozbiorowego w latach 1773–75, ostatni – volksdeutschem, to jednak inna ciekawa historia, tym razem nam niepotrzebna) nie miały więc nawet własnego kościoła parafialnego, miały za to olbrzymią stację. Było tak dlatego, że w tej przygranicznej wsi zbiegały się trzy linie kolejowe: austriacka Uprzywilejowana Kolej Północna Cesarza Ferdynanda, łącząca Kraków z Wiedniem, jej odnoga do Bielska, w kolejnych dziesięcioleciach wydłużana do Żywca i dalej, oraz kolej pruska biegnąca na północ, dająca możliwe połączenie z Wrocławiem, Berlinem i Warszawą. Na mapie sprzed I wojny wygląda to tak:
Wisła, wskazana zieloną strzałką, oddziela Austro-Węgry od Prus. Rzeka Biała – strzałka żółta – dzieli austriacki Śląsk Cieszyński od austriackiej Galicji; wcześniej była to granica I Rzeczypospolitej i państwa Habsburgów. W miejscu zielono-żółtej kropy Biała wpada do Wisły; to był trójstyk granic. Czerwona kropa to stacja Dziedzice. Pleß to Pszczyna; Komorowice na dole mapy to dziś dzielnica Bielska-Białej.

Kolej Północną, sukcesywnie wydłużaną od Wiednia o kolejne odcinki, dociągnięto do Dziedzic z Bogumina w roku 1855; równocześnie otwarto odnogę do Bielska. Rok później Dziedzice miały już przez Oświęcim połączenie z Krakowem. Odcinek do Pszczyny, łączący z kolejami pruskimi, otwarto w roku 1867 (wg innych źródeł – 1868), rok (czy dwa) po ostatniej wojnie prusko-austriackiej.

Położenie przy węźle kolejowym spowodowało rozwój przemysłowy Dziedzic i sąsiednich Czechowic. Pierwsza uruchomiona tam fabryka produkowała podkłady kolejowe; jeszcze w XIX wieku przybyła rafineria (działa do dziś) i walcownia metali (też czynna), wkrótce potem – choć to akurat chyba bez związku z linią kolejową – kopalnia węgla kamiennego (dzisiejsza KWK Silesia). Wydany w drugim roku III RP, ale dokumentujący sytuację z końca PRL Przewodnik po Polsce dumnie wymienia też m.in. zakłady przemysłu zapałczanego, urządzeń elektrotechnicznych, produkcji tektury, chemiczne, urządzeń mechanicznych i hutniczych, fabrykę materiałów opatrunkowych, filię FSM oraz Śląską Fabrykę Kabli, a z atrakcji turystycznych – osiemnastowieczny kościół i Pomnik Braterstwa Broni. Przemysł zapałczany działa do dziś; co do reszty, nie wiem, z wyjątkiem fabryki kabli. Na pozostałym po niej terenie niedawno otwarto galerię handlową Stara Kablownia; było to w roku 2013 główne wydarzenie kulturalne w okolicy. 

Nagłe odprzemysłowienie, którym zakończyły się w Polsce długotrwałe wysiłki na rzecz uprzemysłowienia – to także ciekawy temat. Czechowice-Dziedzice nadal mają jednak charakter przemysłowy – może dzięki temu się nie wyludniają, od dziesięcioleci zachowując swoje 35 tysięcy mieszkańców, w przeciwieństwie do takiego na przykład Bytomia, któremu od 1989 roku ubyło 20% – i nadal są dobrze skomunikowanym węzłem kolejowym.

Budynek dworca, w roku 2013 wpisany do rejestru zabytków, jest ogromny, czynny – to znaczy czynne są kasy – i pusty. Rozmiarem przerasta niejeden dworzec w mieście wojewódzkim. W planach jest jego generalny remont, lecz nie wiadomo, kiedy nastąpi. Teraz widoki – najpierw od strony torów:
Wyjście na perony z głównej części dworca:
Wyższa część jednego z dwóch symetrycznych skrzydeł:
Niedaleko za głównym budynkiem stoi coś wyglądającego na dawny dworzec towarowy, w którego oknach reklamuje się fryzjer:
Wiata peronowa, niewątpliwie też dziewiętnastowieczna:
Tajemnicza samotna kolumna przed wejściem:
Reper:
Wchodzimy.
.
Główna sala z wyjściem do miasta i na perony, otwierająca się na mniejszą salę z kasami:
Jak widać, stąpa tu się po pięknej cesarsko-królewskiej posadzce.
Duża część wnętrza dworca jest kompletnie pusta i zamknięta, można do niej zajrzeć tylko przez szybę. Widzimy jakieś wielkie sale, w nich piec kaflowy, malowidła na ścianach – to zapewne dawna dekoracja dworcowej restauracji?
Puste korytarze prowadzą też do bardziej kameralnych zakątków.
Na koniec dwa widoki od strony miasta i dla  porównania zdjęcie historyczne ściągnięte z Fotopolski. Zdjęcie jest z okresu II wojny, z czasów wcielenia do Rzeszy. Miejscowość ma już podwójną nazwę; to Niemcy w 1940 roku połączyli Dziedzice i Czechowice w jeden organizm. Nad dworcem powiewa swastyka, w odległym o dwadzieścia kilometrów Oświęcimiu pracują piece, ale atmosfera na zdjęciu jest zgoła letniskowa, a elewacje dworca nie mają jeszcze skutego wystroju i nie są opaćkane peerelowskim tynkiem.

21 komentarzy:

  1. Żeby takie przestrzenie wyremontować, to potrzebne są pewnie ogromne środki. Ale może kiedyś się uda, skoro po sąsiedzku Bielsko-Biała super odrestaurowana.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bielsko-Biała to w ogóle fenomen, odrestaurowano ją jeszcze przed wejściem do Unii, w czasach, gdy w Polsce dworce raczej wyłącznie badziewiały. Moim zdaniem ona nie jest tak znowu super odrestaurowana - trochę się już czuje, że to były lata 90., np. kafle na posadzce są obrzydliwe. Ale na tle średniej krajowej rzeczywiście jest tam super.

      Usuń
  2. Ło kurde, na tej stacji byłem tak dawno, że niewiele pamiętam, ale pewnie nie wyglądało to gorzej niż dziś. Szkoda, bo nie bardzo widzę, kto miałby dać kasę na remont (Unia?).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. nie rozglądaj się, tylko sam daj.

      Usuń
    2. No jednak to nie jest malutkie miasteczko, a dworzec, położony w samym jego środku, pełni nadal ważną funkcję komunikacyjną. Kasa to tylko kwestia ustalenia (ustawienia) priorytetów.

      Usuń
  3. no proszę, antycypowałem.
    Czechowice-Dziecice, prócz incydentalnych przjazdów opisywaną linią, znane mi są głównie z ZPC Czechowice. obok tych z Bystrzycy Kłodzkiej i Sianowa...

    a ten minister, to był jednocześnie nieślubnym bratem króla. w ogóle duże zagmatwanie panowało w rodzie Sułkowskich, np. nie wiadomo, kto dokładnie był rodzicami adiutanta Napoleona, poległego w Egipcie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A Sianowa to nie kojarzę. ZPC - co to za skrót?

      Mam starą (tzn. ze dwadzieścia lat ma) kuchenkę gazową bez iskrownika, przez lata używałem do zapalania gazu specjalnej zapalniczki w kształcie lufy od armaty, ale w końcu się zepsuła, a właściwie pękła, poszedłem więc po staremu do kiosku i poprosiłem o paczkę zapałek – taką dużą paczkę, z dziesięcioma pudełkami. Pani aż podskoczyła w krześle: kto dziś tyle zapałek kupuje? Ciekawe przeżycie.

      Usuń
    2. Strona www fabryki zapałek wygląda kwitnąco. Żyjemy w epoce grillowania. A poza tym z zapałek robi się nogi zwierzątek z ciastoliny, jeśli jeszcze tego nie wiesz to niedługo się dowiesz.

      Usuń
    3. Dziecko + zapałki = grill?

      Usuń
    4. oczywiście, literówka. tak, jak te Dziecice. ?! chodziło o ZPZ.
      też myślę, że zapałki to rzadkość w dzisiejszych czasach, sądząc po sobie. mamy w domu chyba od lat ze dwa-trzy pudełka. małe.
      ale też dużo mniej ludzi pali pety. wbrew pozorom. a raczej wbrew dawnej zasadzie, że palili wszyscy. a ci, co dziś palą, mają wypasione, szpeniowskie zapalniki, albo jednorazowe plastikowe, które chrzęszczą pod nogami, gdy się idzie chodnikiem miasta.

      w pewnej chwili wziąłem się za filumenistykę, ale poprzestałem na wyklejeniu wyciętymi etykietami kartki A-3. głównie figurowała tam seria ze schroniskami górskimi PTTK (np. Zygmuntówka), moja ulubiona, ale innych nie było.
      choć podejrzewam, że to akurat było dzieło ZPZ Bystrzyca.

      Usuń
    5. Mam parę pudełek z jakichś lat sześćdziesiątych chyba, które nie są po prostu tekturowe - na zewnątrz tektura, ale od wewnątrz każda ścianka jest podklejona cieniutkim drewnianym prostokącikiem. A to zwykłe, standardowe zapałki, znalezione podczas porządkowania mieszkania cioci, która wszystko magazynowała "na wszelki wypadek".

      Usuń
    6. tak, to zapałczany high-end. ale pamiętam takie dobrze z lat 80. (tyle tylko, że nie tektura, a papier)

      Usuń
  4. Czechy + dzieci = dziedzice? Nie, bez sensu. Nie byłem nigdy acz słyszałem sporo niepochlebnych opinii. Ale sam sobie wyrobię własną, jeśli kiedyś trafię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze będzie parę postów o Cz.-Dz., ale cóż, moje zainteresowania też bywają niepochlebne.

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    3. Aż poczułem zapach zapałek.

      Niepochlebne opinie są dla mnie wręcz zachętą, żeby gdzieś pojechać. Byłem już w Wałbrzychu, Łodzi i Radomiu. Czas na Sosnowiec i Cz-Dz :-) Niepochlebne opinie najczęściej wyrażają i rozpropagowują mieszkańcy okolicznych miasteczek, a oni z zasady nie są obiektywni (w stronę negatywną).

      Usuń
    4. "Niepochlebne opinie najczęściej wyrażają i rozpropagowują mieszkańcy okolicznych miasteczek" - będę to cytował a propos opinii lewobrzeżnych warszawiaków o Pradze :)))))

      Usuń
    5. Byłem dziś na Pradze (i to aż ze 3 godziny) i w papę nie dostałem, choć miałem scysję z pewną "uroczą inaczej" parą państwa w mocno średnim wieku, którzy zaparkowali swoją furę na trawniku pod cerkwią. Ale "oni są u siebie", choć niezbyt mnie to przekonywało, bo na tablicy rejestracyjnej jak byk stało "WL".

      Usuń
    6. Winszuję. Ja przed chwilą byłem półtorej godziny na Starówce i też w papę nie dostałem :o
      Niedziela międzybrzegowego spotkania kultur :)

      Usuń
    7. ... a przecież wszyscy wiemy, że "WL" to "Warszawa lewobrzeżna", czyli to były takie praskie gorole.

      przydałaby się jakaś wysepka na Wiśle (choćby sztuczna), żeby można było się spotkać w połowie, a tak to ktoś musi pójść do kogoś.

      Usuń
    8. Wysepka jest sezonowa - taka łacha przy filarze Poniatoszczaka, przy niskim stanie całkiem spora. W samym środku miasta!

      Usuń