15 grudnia 2013

Stacja Goczałkowice-Zdrój 1/3 (Linia kolejowa 139, odcinek pierwszy i trzeci zarazem)

Kilkakrotnie już zapowiadałem długi cykl niewarszawski, rzecz jasna przeplatany odgłosami warszawskiej rzeczywistości.

Zadowolony byłem z zamieszczonego w październiku opisu spaceru po Kobiórze, uzupełniającego wcześniejszy opis tamtejszej stacji. Pędząc kilka tygodni w mieście położonym na linii kolejowej nr 139, do której należy też przystanek Kobiór – linii, sądzę, nieprzeciętnie ciekawej, choć zapewne są w Polsce jeszcze ciekawsze kulturowo, historycznie i krajoznawczo – postanowiłem ciągnąć temat. (Prowadzenie bloga dodało tym samym motywacji i systematyczności moim zwyczajom jako turysty). 

Linia kolejowa 139, obsługiwana dziś głównie przez Koleje Śląskie, lecz także przez PKP Intercity, wiedzie z Katowic do Zwardonia (formalnie do położonej za granicą słowacką stacji Skalité-Serafínov, dokąd jednak pociągi – i dalej do Żyliny – jeżdżą tylko ze Zwardonia). W planach mam, podobnie jak z Kobiórem, pokazywanie kolejnych stacji oraz – w miarę sensu i możliwości – wypady w ich okolice.

Poniżej mapa linii 139 – nie jest to, podkreślam, schemat, lecz mapa zachowująca odległości między stacjami i ich położenie geograficzne:
Zaznaczone są wszystkie i tylko te stacje, na których stają dziś pociągi pasażerskie; kolorem wyróżniłem opisywany już Kobiór. Zresztą sytuacja jest dynamiczna. Do wprowadzenia kilka dni temu nowego rozkładu Kolei Śląskich pociągi relacji Katowice–Zwardoń, a także krótszych relacji w obrębie tej linii (Katowice–Żywiec itp.) nie stawały na przystankach Brynów i Podlesie; teraz zatrzymują się na wszystkich przystankach osobowych.

Trzeba było wymyślić jakąś metodę wyboru kolejnych przystanków, zwłaszcza że początek wypadł w Kobiórze, bliżej więc środka niż początku. Chętnie zmałpowałbym pomysł autora pewnej znakomitej powieści i przemieszczał się ruchem konika szachowego, ale trudno to zrealizować pojazdem szynowym. Obrałem zatem inną metodę: liczbę stacji, o które się przesuwamy, określał będzie rzut kośćmi. Nie sądź jednak, czytelniku, że zdajesz się na ślepy los; jestem jego oczami.

Nasz pierwszy postój wypada cztery oczka na południe od Kobióra, na stacji Goczałkowice-Zdrój. Zanim tam wysiądziemy, kilka widoków przez okno pociągu. 
Na koniec zastrzegam: nie jestem specjalistą od kolei i jej historii, a w szczególności od pojazdów szynowych (z grubsza odróżniam lokomotywę od wagonu). Specjaliści tacy, czasem wysokiej klasy, są aktywni w internecie. Ja do niedawna nie wiedziałem nawet, że linie kolejowe mają numery. Lubię jednak jeździć pociągami – na tym polu mam nawet pewne osiągnięcia, z których najbardziej się chwalę kilkudniową pociągową podróżą, bez użycia innych środków transportu, znad Oceanu Atlantyckiego do stacji Warszawa Wschodnia. Tym, co mnie interesuje, jest zasadniczo pejzaż – jako jego część również dworce kolejowe, pociągi i wszystko dookoła. Chciałem jakoś wyosobnić i nazwać trasę, po której wielokrotnie jeździłem w celach różnych, a tej jesieni czasem tylko po to, by ją opisać – z pomocą przyszła mi nazwa już istniejąca: linia kolejowa 139.

14 komentarzy:

  1. pamiętam tę stację z pamiętnych wyjazdów do Zawoi i Szczyrku oraz późniejszych w Beskidy. oczywiście z przejazdu pociągiem. krótko przedtem pociąg przejeżdża po jeziorze Goczałkowickim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a nie, w ogóle nie mam racji. spojrzałem na mapę i to jest jakiś staw Maciek, a nie jezioro Goczałkowickie, które zaczyna się kilka kilometrów w górę Wisły. człowiek uczy się całe życie - całe 20 lat żyłem w błędzie.

      Usuń
    2. Miałam to samo! Przez lata myślałam, że ta wielka woda tuż za oknem pociągu to Jezioro Goczałkowickie - i szczęka mi opadła kiedy w końcu odkryłam że ono jest kawałek dalej, ze trzydzieści razy większe.

      Usuń
    3. Wszyscy tak mieliśmy, a część ludzkości ma nadal.

      Usuń
    4. no właśnie, aż uwiera świadomość, że w Ghanie i Ekwadorze jeszcze nie przyjrzeli się mapom i myślą nadal, że to Jezioro Goczałkowickie.

      Usuń
    5. Można by więc zasłonić budynek stacji wielkoformatowym banerem z napisem: Staw Maciek wita. Zgłosiłbyś to do wydziału promocji turystyki województwa śląskiego? Może obaj coś zarobimy.

      Usuń
    6. albo:
      "Nie jestem Jeziorem Goczałkowickim.
      Jezioro Goczałkowickie jest ze trzydzieści razy większe.
      Maciek"

      Usuń
  2. Smutno bardzo wygląda ta stacja, nawet orzeł zardzewiał...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy, jakie kto ma poczucie smutku i humoru, co kogo śmieszy, co smuci. Wyobrażam sobie, że dla kogoś ta stacja może wyglądać bardzo wesoło. Ja staram się mieć podejście entomologa, tu akurat mam do czynienia z mrowiskiem w stanie lekkiej degrengolady ;)

      Usuń
  3. Zwardoń, luty 1992 - mój pierwszy wyjazd z kolegami z liceum, bez rodziców. To były czasy...

    OdpowiedzUsuń
  4. O, bliska mi tematyka kolejowa, a do tego po śląsku, tzn. po Śląsku, którym zjeździł koleją dobre dwie dekady temu. Na tej konkretnie trasie (vide mapka powyżej) od Katowic do Cz-Dz.

    Z Goczałkowic-Zdroju to nawet mam jakieś foty gdzieś w archiwach, z kolejką na grobli przecinającej wspomnianego przez Was Maćka. Też zresztą myślałem, że to goczałkowicki zbiornik, ale mię wyprowadzono z błędu za pomocą mapy.

    PS. Akurat niedawno zapodałem zdjęcie z tamtych wypraw, z pobliskiej Pszczyny zresztą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, nie zaglądałem na ten Twój blog. Szkoda mi Stolicy i okolicy - zawiesiła się niedługo po tym, jak zacząłem ją śledzić. Na Pintereście póki co nie mam opanowanej technologii śledzenia, tzn. wkurza mnie, że do każdego z takich wynalazków trzeba się logować, podawać swój mail itd.

      Początek lat 90. - bywałem wtedy w miejscach wymienionych przez Era, ale jeszcze zupełnie się nie interesowałem właściwym Śląskiem. Koleją wtedy można chyba było zjeździć dużo więcej niż dziś, np. przedmiotem mojego płaczu jest linia Bielsko - Cieszyn, obecnie w stanie śmierci technologicznej, więc nieprzejezdna.

      Usuń
    2. Można było dojechać koleją prawie wszędzie i tanio, choć faktycznie najczęściej dziadowsko i ogólniesyfiasto. Rejony Zagłębia (zwłaszcza) i Śląska (mniej) zdążyłem pozwiedzać z Zenitem w łapie jeszcze za końcówki komuny i początków transformacji ustrojowej. Szkoda, że cyfry jeszcze wtedy nie było, bo mnie jako ówczesnego studenciaka nie było stać na klisze w ilościach hurtowych, więc zdjęć mam mało.

      PS 2. Blogspot mię zmierził dokumentnie swoimi durnymi manewrami z błędami, zmianami, zawieszkami, uwiarygadnianiem kont, 'obowiązkowym' gieplusem, dziadowską kompresją fot, brakiem miejsca na kolejne zdjęcia, itede. Pin jest przy nim wybitnie prosty, także jeśli chodzi o śledzenie wpisów innych ludziów. A zalogować się wystarczy raz, identiko jak w blogspocie. Co kto lubi, np. Boh trojcu lubit.

      Usuń