Nie całkiem zgodnie z zamiarami (bo temat Czechowic-Dziedzic i ich osiedli pracowniczych jest daleki od wyczerpania) w podróżach wzdłuż linii kolejowej 139 okolicznościowo przeniosłem się do Żywca. Czas zdążył już zetrzeć te okoliczności na proch, ale zanim z Żywca odjedziemy, trzeba się przyjrzeć tamtejszemu dworcowi.
Dworzec ten nie budzi we mnie szczególnych namiętności, gdyż nie jest ani przykładem dramatycznego i malowniczego rozpadu, jak na przykład stacja Goczałkowice-Zdrój, ani też rozkwitu, który pozwoliłby zmienić ogólną tonację tego bloga i skąpać go w tęczowym świetle nowego świata. Dworzec w Żywcu jest przykładem takiego sobie, ot, zbadziewienia, w którym utrzymują się jednak podstawowe funkcje życiowe – czyli stanu zwykłego.
Historię dworca miałem podać w maksymalnym skrócie; chciałem jak najlepiej, wyszło jak zawsze.
Zauważmy najpierw, że po Górnym Śląsku (Kobiór, Goczałkowice-Zdrój) i Śląsku Cieszyńskim (Czechowice-Dziedzice) znaleźliśmy się w trzeciej z krain połączonych linią kolejową 139: w Małopolsce i w Galicji; zresztą Żywiecczyzna sama w sobie ma pewną odrębność, wyczuwalną również dziś.
Pierwszy dworzec w Żywcu otwarto w roku 1878 po przedłużeniu odnogi Uprzywilejowanej Kolei Północnej z Bielska; był on mniejszy od dzisiejszego. Ledwie sześć lat później, w roku 1884, uruchomiono drugą linię kolejową przebiegającą przez Żywiec: Galicyjską Kolej Transwersalną. Linia ta biegła przez całą Galicję równolegle do położonej dalej na północ Kolei Karola Ludwika – głównej galicyjskiej magistrali kolejowej, łączącej zwłaszcza Kraków ze Lwowem. Formalnie stacją początkową Kolei Transwersalnej była węgierska Czaca (z niej połączenia z Wiedniem i Budapesztem). Po stronie galicyjskiej był to Zwardoń; dzisiejszy beskidzki odcinek linii kolejowej 139 między Zwardoniem a Żywcem to dawna Kolej Transwersalna. Wymienię niektóre z jej pierwotnych stacji: na wschód od Żywca Sucha (z niej połączenie z Krakowem), dalej między innymi Jordanów, Nowy Sącz, Jasło, Krosno, Iwonicz, Rymanów, Sanok, Zagórz, Ustrzyki, Chyrów (stąd połączenie ze Lwowem), Sambor, Drohobycz, Stryj (drugi łącznik do Lwowa), Kałusz, Stanisławów (trzeci łącznik do Lwowa), Buczacz, Czortków, Husiatyn. Z tych miejscowości bliżej związany wspomnieniami jestem z dwoma – Iwoniczem i Czortkowem, ale dobrze pamiętam też jedną noc i poranek w Sanoku, jedno popołudnie w Ustrzykach (po pieszym przejściu z Kalwarii Pacławskiej i ostatnim noclegu na jakiejś górze, gdzie metr nad nami, gdy siedzieliśmy po zmierzchu przed namiotem, bez najlżejszego dźwięku przeleciała sowa), jeden spacer po Stanisławowie oraz kilkakrotny widok ratusza w Buczaczu przez szybę autokaru. Dziś jednak w mało które z tych miejsc można by dotrzeć z Warszawy koleją (nawet do Nowego Sącza nie ma już żadnego pociągu bezpośredniego).
Linia Żywiec – Sucha Beskidzka jest obecnie nieczynna, co nie przeszkadza jej mieć swą stronę na Facebooku. Nie potrafię się powstrzymać przed przepisaniem z tej strony fragmentu historii Kolei Transwersalnej:
„Cesarz 28 grudnia 1881 roku wyraził zgodę na budowę linii kolejowej z Suchej w kierunku [...] Czadcy przez Żywiec i wyznaczył rozpoczęcie prac [...] na rok 1882. Przekazanie placu budowy nastąpiło już 25 lipca 1882 roku. Z pięciu ofert wybrano najtańszą [...]. 17 października 1882 rozpoczęto budowę w miejscowości Sporysz koło Żywca. [...] Budowa całej linii miała trwać 2 lata i 6 miesięcy. Termin ten nawet skrócono, mimo że cały teren był bardzo ciężki dla budowy linii kolejowej. Należało wybudować wiele wiaduktów, przęseł, budynków dworcowych. Jednak cała linia oddana została do użytku już 16 grudnia 1884 r.”.
Ówczesne tempo zostawiam bez komentarza. Pierwszy żywiecki dworzec na początku XX wieku przebudowano, powiększając go i nadając mu kształt, który przetrwał w zasadzie do dziś. Kolejne zdjęcie jest niemal identyczne z pierwszym w poście, ale obejmuje też niewidoczną na tamtym niższą część budynku:
Widok na tory i wieżę ciśnień za nimi:
Główna hala dworca jest zapyziała, lecz stosunkowo czysta, a przede wszystkim użytkowana:
Plac przed dworcem, który fotografowałem przy gorszej pogodzie, zajęty jest przez parking, a flankowany budynkiem mieszczącym dziś przychodnię, zachowanym z czasów pierwotnego dworca; ten budynek to przykład typowej galicyjskiej architektury dworcowej, identycznej w Żywcu, Zwardoniu, Leżajsku czy Rudniku nad Sanem. Dworzec pokrywa nowa dachówka, a jego środkowa część jest od strony miasta świeżo otynkowana.

Wypacykowanego napisu wcześniej w tym miejscu nie było. Stan pierwotny, słabo widoczny na przedwojennej pocztówce, którą ściągnąłem z Fotopolski, opisany jest w tekście zamieszczonym na Wikipedii: „w tynku wyrobione były wielkie donice w stylu zakopiańskim z bujnymi krzewami i stylizowanymi kwiatami”. Te ozdoby w tynku znikły być może podczas odbudowy po II wojnie. Dworzec był wówczas dość mocno zniszczony: stracił dach, a jedno ze skrzydeł częściowo się zawaliło. Kilka lat temu natomiast tynk był w tym miejscu obłupany, była nawet wybita dziura, którą zasłaniały wieszane tam banery. Stan dzisiejszy jest więc naraz przykładem estetycznego zbadziewienia (w stosunku do stanu sprzed stu lat) i czegoś, co można by nazwać punktowym domyciem (w stosunku do stanu sprzed lat trzech). Jeszcze rzut oka na orły czy też sokoły nad wejściem:
Przychodnia:
W zasadzie to by było na tyle.
Czytelnicy wiedzą jednak, że przejawiam niekiedy niezdrowe zainteresowanie rzeczywistością jeszcze nie domytą – rzeczami, których mądry człowiek nie uzna za godne uwagi. Na koniec przejdźmy się więc wzdłuż dawnego dworca towarowego czy po prostu magazynu, położonego bezpośrednio za głównym budynkiem dworca po jego północnej stronie i mijanego przez wszystkich podróżnych schodzących z peronu.
Sklejone dwa kadry, bo z żadnego nie byłem zadowolony: