4 kwietnia 2014

Mała antologia warszawskiej trylinki (1)

Poprzedni post był dość ciężki, dlatego dziś czysta estetyka. Mało słów, dużo zdjęć. Nic o policji, polityce, wenerologii, psychiatrii itd.

Co to jest trylinka – nie wszyscy znają nazwę, ale większość mieszkańców kraju od Odry po Bug zna sam ten element rzeczywistości. A nawet, jak można wnioskować z posta na skolegowanym blogu, po Dźwinę i Zbrucz – mimo że w tamtych rejonach na kładzenie trylinki były wszystkiego cztery lata, bo patent jest z roku 1935. Ponieważ Wikipedia jest powszechnie dostępna, o historii trylinki nic więcej. 

W Warszawie, tak jak gdzie indziej w Polsce, trylinkowa nawierzchnia jest zwyczajna na wszelkiego rodzaju zapleczach, podwórzach, drogach wewnętrznych, zjazdach do garaży itd.; na starszych osiedlach, np. osiedlu WSM na Kole, jest między blokami wręcz standardem. Są też jednak pokryte trylinką pełnoprawne ulice z nazwą, prowadzące skądś dokądś, nie tylko do garażu, czasem ślepe, ale zwykle obustronnie skomunikowane z całym miejskim krwiobiegiem; wyłącznie nimi będę się tu zajmował, pomijając wszystkie zaplecza.

Te dzisiejsze trylinkowe ulice-ostańce są – przypuszczam – niedobitkami z czasów, gdy trylinka była dużo bardziej powszechna niż dziś; myślę, że jej złoty wiek to mniej więcej lata 50.?

Na pomysł tego posta wpadłem, gdy kilka zdjęć trylinkowych wklęsłości i spiętrzeń przywiozłem z ulicy Antoniewskiej, od niej zatem zaczynam.
Wewnątrzmiejskie enklawy dzikości, jak Siekierki czy Odolany, szczególnie sprzyjają trylince, ale pojedyncze jej przykłady znaleźć można w każdej dzielnicy. Na kolejnych zdjęciach kaleki, jakby po amputacji kawałek Karolkowej, odcięty od jej dalszego biegu:
Z Saskiej Kępy do antologii zbieram końcowy (lub raczej początkowy), ślepy odcinek Obrońców:
Na zdjęciu dom Łepkowskich z około 1930 roku – przykład saskokępskiej architektury nieawangardowej. Warto się przyjrzeć leżącej tu trylince z dość dużych kamieni, czasem niewiele mniejszych niż kocie łby. To chyba jeszcze wersja przedwojenna – wydaje mi się, że im trylinka młodsza, tym drobniejsze zastosowane w niej kruszywo, aż po najnowsze płyty z zupełnie gładkiego betonu.
Prawie w całości wyłożona trylinką jest też na Saskiej Kępie uliczka Peszteńska. Dom z kolejnego zdjęcia opisywałem już w innej porze roku:
Niedaleko, choć już na Kamionku, jest ulica Stanisława Augusta, też z trylinką na końcowym odcinku:
Prawdziwym trylinkowym zagłębiem, i to o dziwo nie wśród wewnętrznych dzikich pól, tylko w dzielnicy miejskiej, gęsto zabudowanej i licznie zamieszkanej, jest część Grochowa ograniczona Siennicką, Grochowską, Wiatraczną i torami kolejowymi. To ulica Kobielska:
Kickiego:
Mycielskiego:
Paca:
Też Paca, od innej strony:
Siennicka:
Jeszcze raz Kobielska, widziana z Mycielskiego:
W tym grochowskim prostokącie można podziwiać leżące obok siebie rozmaite trylinkowe frakcje, wersje gładkie i chropawe, stare i młode. Róg Kobielskiej i Kickiego:
Uliczka Przeworska:
Na kolejnym zdjęciu z Mycielskiego widać naraz cztery nawierzchnie: trylinkę, kocie łby, prostokątne betonowe płyty i dość drobną kostkę granitową:
Nie wiem, z czego wynika obfitość trylinki w tym rejonie. Nie wiem też, czy w komórkach ratusza odpowiedzialnych za nawierzchnię ulic jest zwyczaj traktowania tego, co dotrwało do dziś niewyasfaltowane, jako zabytku – na pewno tak jest gdzieniegdzie z kostką kamienną, ale trylinka i kocie łby...? Zresztą dopiero co znikła największa połać grochowskiej trylinki – ulica Chrzanowskiego, w zeszłym roku wyasfaltowana; trylinkę można wciąż oglądać w Street View.

Na tym antologia się nie kończy. W następnym jej odcinku planuję trylinki odolańskie i co najmniej jedną ochocką (o samym inżynierze Trylińskim też kiedyś będzie). Gdyby ktoś miał jakieś ciekawe propozycje – proszę zgłaszać.

19 komentarzy:

  1. Sierpecka na Żoliborzu- na oko przedwojenna, o strukturze zlepieńca (gruboziarnista).
    Orzeszkowej na Ochocie- drobnoziarnista (piaskowcowa).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki.
      Sierpecka – znałem, choć rzadko tam bywam.
      Orzeszkowej – nie znałem, chyba w życiu na niej nie byłem.

      Usuń
    2. Odolany? no to Gniewkowska, jedyna w swoim rodzaju :-)

      Usuń
  2. Hm podziwiam zapał. Na ogół mnie nie rusza rodzaj chodnika, po którym chodzę, chyba że jest krzywy i się potykam, wówczas mówię... no, coś innego niż "wciórności".

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ to nie chodniki.
      Może to kwestia tego, że zwykle chodzę z głową nisko opuszczoną i wzrokiem wbitym w ziemię...

      Usuń
    2. Nie chodzi o chodniki tylko o powierzchnię w ogóle. Ja patrzę głównie na to, żeby nie wejść w psie gówno i się nie wywalić ale same płytki to mnie nie bardzo interesowały.

      Usuń
    3. Chodniki mają znaczenie i pejzażowe, i kulturowe – masz przykład na Krakowskim czy na Francuskiej, o której już parę razy pisałem. I liczne antyprzykłady. Poza tym trzeba znaleźć w mieście coś niesfotografowanego jeszcze przez Marcina ;)

      Usuń
  3. dzięki za honorową wzmiankę. w istocie, grubofrakcyjna trylinka wygląda na przedwojenną. mnie osobiście kojarzy się właśnie zapleczowo, dojazdowo i najbardziej: wewnątrpodwórkowo muranowsko - skąd przypominam sobie pierwsze refleksje nad jej charakterystycznym rysunkiem przy okazji dziecięcych zabaw na podwórku.
    z innej beczki: znam spore połacie pociągniętego asfaltem eleganckiego klinkieru naulicznego...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, a gdzie to?
      Mnie się nawierzchnia klinkierowa kojarzy z miastem B.-B., tam bardzo dużo tego jest. Ale w Warszawie też są przykłady - na Żoliborzu, o ile pamiętam.

      Usuń
    2. Klinkier jest m. in. na Brodzińskiego, Podstarościch i Suzina.

      Usuń
    3. Dzięki ponownie. Widzę, żeś specjalista.

      Usuń
  4. Na Kobielskiej trylinka ma lada moment zniknąć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :(
      No to zdążyłem.
      Wyobrażałem sobie, że na takim terenie gęsto zabudowanym budynkami mieszkalnymi trylinka czy podobna nawierzchnia jest pożądanym elementem jako spowalniacz ruchu równie skuteczny co progi. Ale tylko sobie wyobrażałem.

      Na zasadzie powrotu na miejsce popełnionego czynu przejechałem się dziś na rowerze Chrzanowskiego - choć ulica jest normalnie otwarta dla ruchu, prace jeszcze nie są skończone, ostatniej warstwy asfaltu jeszcze nie ma, więc nie wiem, jak tam będzie ostatecznie, co będzie na jezdni wymalowane, ale taka szeroka i gładka asfaltowa jezdnia z cała pewnością stwarza dużo większe zagrożenie dla bezpieczeństwa niż trylinka, bo kierowcy będą nią dwa razy szybciej jeździli. Więc po co to?

      Usuń
  5. Widziałam też dziś na Matysiakówny, coraz odważniej wygląda spod asfaltu;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam trylinki na os.Zatrasie na Żoliborzu - centralna aleja osiedla z trylinki:-(

    OdpowiedzUsuń