13 września 2013

Kościół Opatrzności Bożej w Wesołej 2/4 (absyda i narteks)

Wnętrze kościoła w Wesołej dzielę na dwa posty – w dzisiejszym absyda i narteks (przedsionek pod chórem), w kolejnym reszta, w tym zwłaszcza droga krzyżowa.

Dalszą część właściwie można sobie darować, na stronie parafii w Wesołej jest bowiem znakomite narzędzie umożliwiające zapoznanie się z tym wnętrzem; jest tam również objaśniający je autokomentarz Nowosielskiego. Parafialne strony i ich znakomite narzędzia pojawiają się jednak i znikają, dlatego mimo wszystko nie rezygnuję (zakładając widocznie, że blogspot będzie trwał przez wieki).

Nad wnętrzem kościoła całkowicie panuje polichromia w absydzie; po wejściu długo nie dostrzega się nic innego. Głównym elementem tej polichromii jest modląca się Matka Boska, czyli z łacińska oranta (albo w spolszczonej łacinie – orantka). Przed nią znajduje się duży polichromowany krucyfiks, osadzony na rusztowaniu z sześciu kolumn i poziomych desek.
Wyznam, że mam głęboką predylekcję do kościołów tak właśnie zorganizowanych, to znaczy takich, w których głównym akcentem wnętrza jest umieszczona na ścianie absydy polichromia lub mozaika przedstawiająca Marię-orantkę bądź innego świętego w tym geście; jako przykłady mogę wskazać kijowski sobór św. Zofii (XI wiek) czy raweński kościół San Apollinare in Classe (VI wiek). Oba te przykłady pochodzą jeszcze sprzed wielkiej schizmy, nie są więc ani katolickie, ani prawosławne, jeśli to rozumieć jako przeciwstawienie – a raczej są naraz takie i takie. Jeśli dane mi będzie uraczyć internet kolejnymi odcinkami cyklu o udanych kościołach współczesnych, przedstawię więcej przykładów młodszych i bliższych geograficznie.

Wróćmy do Wesołej. Konstrukcja wokół ołtarza – cztery kolumny u jego narożników i dwie po bokach absydy oraz łączące je poziome deski – nawiązuje do cyborium, a zarazem jest echem wschodniego ikonostasu, wydzielając z przestrzeni kościoła miejsce najświętsze.
Jest trochę tak, jakby Matka Boska trzymała krzyż w dłoniach i kierowała wzrok ku niemu, a jednocześnie ku obecnym w kościele – tym samym również kierowała ich wzrok ku krzyżowi. Zarazem jednak tak nie jest, bo modlitewny gest Marii jest lekki, a krzyż dzieli od niej kilka metrów odległości; raczej więc krucyfiks lewituje między dłońmi modlącej się Marii.

W dwóch niższych częściach polichromii znajdują się postaci świętych. W części środkowej są to trzy męczenniczki: Agnieszka, Łucja i Anastazja oraz trzej męczennicy: Szczepan, Kosma i Damian. Kryterium doboru było proste, choć dziś przestało takim być: tę szóstkę ktoś (Nowosielski? ks. Wysocki?) wybrał spośród świętych wymienionych w Kanonie Rzymskim. Przed posoborową reformą liturgii, czyli w Polsce przed rokiem 1970, była to jedyna modlitwa eucharystyczna Kościoła rzymskokatolickiego, odmawiana przez kapłana podczas każdej mszy; dziś formalnie wciąż obecna w mszale, w praktyce używana jest rzadko. Celebrans jest więc otoczony wizerunkami świętych, których przywołuje w modlitwie eucharystycznej – o ile odmawia kanon. Pośrodku między sześciorgiem świętych widnieje etimazja (hetoimasia, gr. przygotowanie), motyw o symbolice eschatologicznej, w całej kompozycji najciekawszy ikonograficznie, a najmniej ciekawy plastycznie. Zainteresowanych odsyłam do linkowanego już autokomentarza Nowosielskiego. Dodam tylko, że również ten motyw jest wspólny sztuce bizantyjskiej i średniowiecznej sztuce zachodniej; można go znaleźć np. na mozaikach z Rawenny i z Monreale, a także na freskach z bazyliki w Asyżu. 

Najniżej, bezpośrednio nad ławą dla służby liturgicznej, przedstawieni są święci Cyprian, Jakub, Piotr, Paweł i Klemens; także oni (trzej apostołowie, jeden papież i jeden z zachodnich ojców Kościoła) są wymienieni w Kanonie. Najciekawsze w tej części jest jednak umieszczenie tronu biskupiego po prawej stronie absydy, symetrycznie w stosunku do św. Cypriana, w miejscu szóstego świętego; biskup, gdy zasiada na swym tronie, jest więc w rzędzie apostołów, zgodnie z przypisaną mu funkcją. Zdjęcia:
Tabernakulum z metaloplastyką powtarzającą motyw Oranty jest wkładem poprzedniego proboszcza, o którym już pisałem. O tabernakulum pierwotnym, zaprojektowanym (czy przynajmniej wkomponowanym w całość projektu) przez Nowosielskiego, wiem tyle, że było "skromne", częściowo wmurowane w ścianę i przesłaniane zasłonką w jednym z czterech kolorów liturgicznych, zależnie od okresu. Nowe tabernakulum zdradza, jak widać, szacunek dla wystroju kościoła i chęć nie tyle jego zniszczenia, ile uświetnienia zgodnie z kryteriami świetności właściwymi pewnej formacji kulturowej – w tym wypadku świetne jest to, co duże i złote. Z drugiej strony, ten szacunek dał skutek niezbyt ortodoksyjny, bo gdzie jak gdzie, ale na tabernakulum motyw maryjny wydaje się pewną anomalią. 

Na koniec zwróćmy uwagę na lampkę nad ołtarzem. Jest ostentacyjnie prosta, z odsłoniętą, zwisającą żarówką:
Po przeciwnej stronie kościoła, czyli przy wejściu, znajduje się narteks z drugim zespołem polichromii. Nowosielski zastał w kościele betonowy chór na dwóch filarach, zbudowany w latach powojennych. Nie podobało mu się to, dostawił więc drewniane arkady, tworząc pod chórem przedsionek, w architekturze romańskiej zwany narteksem. (Według ks. Wysockiego gdyby nie chór, całą tylną ścianę zająłby Sąd Ostateczny, zgodnie ze średniowieczną tradycją). Konstrukcja chóru i arkad pomalowana jest w ukośny wzór abstrakcyjny, ściany zaś pokrywają figuratywne polichromie. Betonowe filary są obłożone deskami, na których rozpięte jest pomalowane płótno, dziś postrzępione i odłażące. Również strop nad narteksem jest obłożony deskami pomalowanymi na indygo, co daje wrażenie, jakby chór był drewniany.
Na jednym z filarów umieszczony jest polichromowany krucyfiks – miniatura krzyża ołtarzowego z absydy.
Kolorystyka narteksu bardzo silnie kontrastuje z absydą; wszystkie polichromie są w tonacji ciemnogranatowej. Oczywiście można w tym dostrzec symbolikę, ciemność i światło itd.; daruję to sobie, przedstawiając tylko program ikonograficzny osnuty wyłącznie wokół Marii:
– Zwiastowanie;
– Zaśnięcie Matki Bożej;
– Narodziny Jezusa;
– Ofiarowanie Jezusa w świątyni;
– Ofiarowanie Marii w świątyni;
– Ucieczka do Egiptu;
– Nawiedzenie św. Elżbiety; 
– przy samych drzwiach: po lewej prorok Izajasz (z cytatem Iz 7,14) i ewangelista Łukasz (ewangelista dzieciństwa Jezusa), po prawej Matka Boża tronująca z Dzieciątkiem.
Wszystko to według tradycji ikonograficznej wspólnej prawosławiu i średniowiecznemu chrześcijaństwu zachodniemu, natomiast rzadszej czy nieobecnej w zachodniej sztuce nowożytnej – a więc np. narodziny Jezusa w grocie, nie w stajence.

Niżej kilka zdjęć, na koniec powtórzę z pierwszego posta w tym cyklu zastrzeżenie co do jakości fotografii; w narteksie w Wesołej jest pod tym względem szczególnie trudno, gdyż jest on ciemny, a światło czy to z otwartych drzwi, czy ze słabych lamp umieszczonych pod chórem zawsze daje oświetlenie bardzo nierównomierne. (Flesza z zasady nie używam).
Nawiedzenie św. Elżbiety jest, wydaje mi się, najczęściej fotografowaną i reprodukowaną z polichromii w narteksie.
Matka Boża tronująca przy wejściu; niżej Izajasz i Łukasz po drugiej jego stronie.
Oczywiście o tym wszystkim warto pisać i warto to oglądać nie dlatego, że są tam oranty, narteksy i etimazje, tylko dlatego, że dobrze to jest namalowane – o tym jednak z kolei zupełnie nie ma jak napisać. Zarazem to ciekawe, że współczesne malarstwo – nie wiem, może się mylę z tą współczesnością, ale wydaje mi się, że jak coś ma niespełna trzydzieści pięć lat, to nie jest jeszcze całkiem zgrzybiałe – może być tak głęboko zanurzone w tradycji, i to na poważnie, a nie na zasadzie prowokacji czy zabawy.

11 komentarzy:

  1. Komentuję chociaż nie mam nic mądrego ani nawet zabawnego do dodania, ale chcę powiedzieć że uważam ten wpis za bardzo cenny materiał i imponuje mi Twoja wyczerpującość.

    OdpowiedzUsuń
  2. Wyczerpujący wpis, istotnie - choć słowo "narteks" kojarzy mi się z wczesnymi latami 90; mogłaby się tak nazywać firma (przez "x" na końcu), produkująca sprzęt do sportów zimowych.

    Ja się nie znam, ale właśnie mi się przypomniało. Czy kościół na Saskiej Kępie traktujemy jako "nowy" czy "stary"? I co z kościołem przy Barbary?

    OdpowiedzUsuń
  3. Kościół na Nobla tak i mam w planach, a św. Barbary nie, chociaż jest powojenny. Nie podoba mi się. Można z niego ciekawego wczorajidzisia zrobić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tego nie znałem. Hm, trzeba by spenetrować dokładniej Twój blog...

      Usuń
  4. "Oczywiście o tym wszystkim warto pisać i warto to oglądać nie dlatego, że są tam oranty, narteksy i etimazje, tylko dlatego, że dobrze to jest namalowane – o tym jednak z kolei zupełnie nie ma jak napisać. Zarazem to ciekawe, że współczesne malarstwo – nie wiem, może się mylę z tą współczesnością, ale wydaje mi się, że jak coś ma niespełna trzydzieści pięć lat, to nie jest jeszcze całkiem zgrzybiałe – może być tak głęboko zanurzone w tradycji, i to na poważnie, a nie na zasadzie prowokacji czy zabawy."
    por.
    "coś może być zakorzenione w tradycji, albo stać w opozycji do niej. tradycja zaś w tym rozumieniu to kanon, język form, niezamknięty jednak na twórczą interpretację - i to najlepiej ilustrują ilustracje z polichromiami Nowosielskiego - oraz znaczenie, treść i sens, i wtedy jest sztuka. opozycja to tzw. nowoczesność czy awangarda, chociaż ma już ponad 100 lat, która jest wygłupem, prowokacją, wreszcie łatwizną i taniochą.
    połączenie tradycji i nowoczesności może dać dzieło wybitne, co zależy od klasą twórcy"

    chyba nasze zapatrywania są zbieżne aż do wyrzygu. proponuję jeszcze trochę poprasować koszul przy Góreckim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Można np. pójść na wódkę i sprawdzić, czy zajdzie zbieżność wyrzygu. Skądinąd tego chyba nigdy nie robiliśmy (picia wódki).

      Usuń
    2. Nie można krzyżować strumieni (tak jak w Pogromcach Duchów).

      Usuń
    3. wódki nie piliśmy, za to wino 'Sophia'.

      Usuń
  5. Szanowny Panie Piotrze, przede wszystkim gratuluję niezwykle ciekawego bloga. Mam do Pana pytanie odnośnie materiału dotyczącego kościoła w Wesołej, ale nie chciałabym pytać na forum. Czy byłaby zatem możliwość, aby przesłał mi Pan swój adres mailowy? Mój to: kapka@doktorant.umk.pl. Z góry dziękuję i pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń