29 maja 2014

Miejskie aktualności: frutti di Wisła

Wrony polującej na zwierzęta podwodne nigdy nie widziałem; nie wiem, może te szczwane stworzenia i do tego są zdolne. Niedawna wysoka woda w Wiśle pozostawiła jednak, opadając, małże na plażach i w przybrzeżnych chaszczach. Jadąc wczoraj w rzęsistym deszczu przez most Świętokrzyski, zauważyłem więc w wielu miejscach pozostałości rozpasanej uczty; do dziś koła rowerzystów zdążyły je nieco pokruszyć, ale nie uprzątnąć. Zagadką pozostaje dla mnie tylko, dlaczego wrony przenoszą znalezione małże na most, zamiast zjadać je spokojnie nad wodą? Czy może wykorzystują nawierzchnię mostu do rozbijania muszli, tak jak to robią z orzechami, zrzucając je na jezdnię? W tym wypadku ich dzioby powinny jednak wystarczyć. Może na moście im po prostu weselej?
Wszystkie zdjęcia dzisiejsze.

5 komentarzy:

  1. obstawiałbym, że używają twardej nawierzchni do rozbijania skorup skorupiaków.
    jak zauważyłeś, krukowate to cwane gadziny, a skoro głupie jak but mewy potrafią tę sztuczkę...
    zaraz, a może to właśnie sprawka mew / rybitw nadwiślańskich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stawiam na wrony, bo: a) muszle leżą głównie po praskiej stronie w miejscu, gdzie zwykle siedzi na barierkach dużo wron, nad terenem zalewowym między wodą a wałem, b) mew teraz w ogóle jest tam mało – one raczej w W-wie zimują, c) gdyby to były mewy, byłaby to raczej stała praktyka, bo one potrafiłyby wyciągnąć małża spod płytkiej wody? Ale może i mewy - samej uczty nie zaobserwowałem.

      Usuń
  2. Się nie znam, ale relikt z ostatniej foty wygląda mi na znak od marsjan. Albo wenecjan. Cokolwiek.

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziś widziałem ślimaka, żrącego zdechłą mysz, ale nie zaniósł jej na most.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że przynajmniej śliniak założył.

      Usuń