25 października 2014

Być gwiazdą

Jako mężczyzna figury skromnej, trochę zgarbiony, w talii przyszeroki, z nosem kartoflowatym, zarostem rzadkim, z rosnącymi zakolami nad czołem i w niemodnych okularach, przy tym ubierający się pospolicie, z predylekcją do rozpinanych sweterków i żywiołową nienawiścią do spodni rurek, nie znam uczucia osób, które, gdzie się nie znajdą, od razu skupiają na sobie uwagę. Na przykład wchodzisz do kawiarni, czy choćby do sklepu, i natychmiast wszyscy wodzą za tobą wzrokiem. Wszyscy mężczyźni cię zauważają. Gdy jesteś do nich przodem, jedni puszczają oczko, inni nerwowo odwracają wzrok albo udają, że cię nie widzą, ale gdy odwrócisz się tyłem, gapią się już wszyscy bez wyjątku – no nie mam takich doświadczeń. 

Brak ten uświadomiłem sobie zupełnie niedawno – nie zdajemy sobie przecież sprawy z braków, które są poza naszym doświadczeniem – gdy miasto stołeczne Warszawa nieoczekiwanie obdarowało mnie podobnym przeżyciem. Od kilku miesięcy jest w Warszawie możliwość wypożyczenia – bezpłatnie! – roweru znanego jako cargo bike, czyli rower towarowy (bagażowy, transportowy) – co nie jest najlepszą nazwą, bo towarem może być np. dorosła kobita albo czwórka dzieci, albo nawet dwie nie za wielkie kobitki

Po wpisaniu cargo bike w wyszukiwarkę grafiki można obejrzeć wiele modeli takich rowerów, występujących licznie zwłaszcza na ulicach Kopenhagi, Amsterdamu i zbliżonych kulturowo miast. Warszawski model jest co do rozmiaru gdzieś w połowie drogi między kilkuosobową rikszą a zwykłym bicyklem z przednim bagażnikiem. Właściwie nie jestem jednak pewien, czy to jeszcze rower, czy jakiś inny pojazd, bo koła są trzy – jedno z tyłu i dwa z przodu, a między nimi skrzynia o stukilogramowym udźwigu, z dwiema ławeczkami. Dodatkowo osiemdziesiąt kilo załadować można na tylny bagażnik.

Rowery transportowe były mi dotąd znane głównie ze zdjęć i z opowieści, w małym stopniu z obserwacji. W Kopenhadze nie byłem; w Amsterdamie byłem krótko i dawno. Pamiętam stamtąd nieprawdopodobną ilość rowerów, ale w natłoku wrażeń nie zwracałem uwagi na modele cargo. W miarę jak stawałem się rowerzystą przekonanym i codziennym, pojazd taki intrygował mnie coraz bardziej. Zdarzyło mi się co prawda wieźć na zwykłym rowerze dwa krzesła, innym razem – przewieźć w częściach niemały regał, dziesiątki razy woziłem też na tylnym bagażniku dorosłe pasażerki, na ogół jednak do takich celów używałem samochodu. Swego czasu zacząłem nawet badać możliwość sprowadzenia zza granicy transportowca, w Polsce nieobecnego w handlu; zniechęciły mnie ceny, bo jest to dość droga zabawa. Kiedy więc pojawiła się szansa wypożyczenia tego sprzętu w Warszawie – skorzystałem bez zwłoki.

Rowery takie są na całą Warszawę cztery – trzy rozsiane po lewym brzegu, ale jeden na tym właściwym, mianowicie na Paca 40 na Grochowie, w miejscu znanym stałym czytelnikom tego bloga, choć niekoniecznie o tym wiedzą. Cały projekt prowadzi ZTM, którego pracownikiem jest pełnomocnik rowerowy Łukasz Puchalski. Rower z Paca wypożyczyłem dotychczas dwa razy. Najpierw na próbę, żeby sprawdzić, co to w ogóle jest. Za drugim razem przejechałem przez pół miasta z synem w skrzyni, transportując przy okazji kilkanaście litrów konfitur od babci – czyli drogę powrotną odbywałem jako wewnętrzny słoik (w dodatku, pożal się Boże, niezmotoryzowany). Z tej drugiej podróży jest ilustrujące post zdjęcie z telefonu; zdjęcie jak zdjęcie, ale pokazuje perspektywę kierowcy (większość konfitur pod ławą, niewidoczna).

Jedzie się tak sobie. Pedałuje się bardzo lekko; bez wielkiego wysiłku wjechałem pod Agrykolę i Belwederską. Jedzie się jednak – to konsekwencja przełożeń umożliwiających wprawienie w ruch, łącznie z masą rowerzysty i pojazdu, dobrych trzystu kilogramów – bardzo wolno, niemal dwukrotnie wolniej niż na zwykłym rowerze. Dużym problemem jest mała zwrotność, a problemem największym są trudności z zachowaniem pionu. Przy dwóch szeroko rozstawionych przednich kołach zupełnie odpada balans ciała, którym w jeździe normalnym rowerem równoważy się pochylenia na nierównościach i zakrętach. Na nierównych jezdniach i koleinach rower cargo przechyla się, a  rowerzysta wraz z nim; początkowo nie wiedziałem, jak temu przeciwdziałać. Dodatkowy dyskomfort powoduje często spadający, bo za luźny łańcuch; rzekomo ZTM zapomniał rozpisać przetarg na konserwację swego nabytku, póki co więc, mimo zgłoszeń, łańcucha nikt nie naprawiał.

Dziecko miało jednak frajdę, a dla mnie przeżyciem było to, o czym pisałem na wstępie: reakcje otoczenia. Powszechne zwracanie wzroku, znajdowanie się w centrum uwagi. Niezliczone komentarze – nie usłyszałem żadnego niechętnego, z wyjątkiem jednego taksówkarza, ale to osobna kategoria. Uśmiech mijanych kobiet. Gwizdy podziwu mężczyzn. Kierowcy zwalniający, żeby nam się przyjrzeć. Kulminacją była chwila, gdy trzy panie siedzące przy kawiarnianym stoliku wystawionym na zewnątrz w Alejach Ujazdowskich na nasz widok wstały z krzeseł i zaczęły bić brawo; początkowo rozglądałem się dookoła, nie rozumiejąc, o co chodzi.

Analizowałem w myśli tę reakcję. Nie przychodzi mi do głowy żadna inna interpretacja niż tylko nagłe, częściowe zaspokojenie drzemiących gdzieś w głębi cywilizacyjnych pragnień. Nagła radość człowieka, który raz czy parę razy w życiu obejrzał tę Kopenhagę czy Amsterdam, czy inne miasto z szeroko rozumianego kręgu nadreńskiego – obejrzał, pokiwał głową, skonstatował bez emocji, że u nas jest trochę inaczej, wrócił i przestał myśleć na co dzień o tych różnicach, przestał porównywać na każdym kroku tamtą rzeczywistość z naszą, zdecydowanie nie najgorszą przecież pod słońcem – co w sumie wydaje mi się najsensowniejszą taktyką. Aż tu nagle mała erupcja jednego świata w drugim.

To ciekawy mechanizm dziejów, wzorowo dialektyczny: trzeba było w Warszawie osiągnąć dwukrotnie wyższą niż w Berlinie liczbę samochodów w przeliczeniu na mieszkańca, by powiewem Zachodu stał się rower.

Tak czy siak, mimo spadającego łańcucha i problemów ze sterownością to było sympatyczne doświadczenie – post ten jest więc kolejnym w cyklu pozytywnych spotkań z miejską rzeczywistością.

11 komentarzy:

  1. Widzę tam szelki dla czterech małych osób:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, ale duża osoba też się zmieści. Wypróbowaliśmy też układ 1 mała + 1 duża.

      Usuń
  2. "uczucia osób, które, gdzie się nie znajdą, od razu skupiają na sobie uwagę. Na przykład wchodzisz do kawiarni, czy choćby do sklepu, i natychmiast wszyscy wodzą za tobą wzrokiem. Wszyscy mężczyźni cię zauważają. Gdy jesteś do nich przodem, jedni puszczają oczko, inni nerwowo odwracają wzrok albo udają, że cię nie widzą, ale gdy odwrócisz się tyłem, gapią się już wszyscy bez wyjątku "

    - ???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie dziwię się, jeśli również nie masz takich doświadczeń.

      Usuń
    2. ale skąd taki opis, takie przygody, takich osób?

      Usuń
  3. E, fajne! Widziałem reklamę tego wynalazku, ale jego samego na żywo jeszcze nie. Pamiętam sprzed lat moje osobiste zdziwienie rowerowymi przyczepkami a'la namiot, ale podczepianymi 'tradycyjnie', czyli z tyłu - dziś widuje się je całkiem licznie i u nas, i też budzą pozytywne skojarzenia.

    Ten tu wynalazek wygląda trochę jak przerobiona riksza rodem z czasów minionych - ciekawe, czy jej kierowca (pedalniczy? ;-) ma/miał problemy z jej prowadzeniem, podobne do opisanych przez Ciebie. Trzeba by się dopytać w Łodzi albo Krakowie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat wczoraj byłem w Łodzi i się przyglądałem rikszom zasuwającym po Piotrkowskiej - to tam teraz jedyna dostępna komunikacja (a można by puścić cichy i przyjemny tramwaj...). Na pewno ci goście wiozący trzy grube osoby na rikszy wyglądającej jak dospawana do zwykłego roweru mają ciężej, niż się ma na tym warszawskim kargobajku.

      Usuń
    2. Piotrkowska jest prosta, jak drut, więc nie ma kwestii skręcania.

      Usuń
  4. "nie znam uczucia osób, które, gdzie się nie znajdą, od razu skupiają na sobie uwagę. Na przykład wchodzisz do kawiarni, czy choćby do sklepu, i natychmiast wszyscy wodzą za tobą wzrokiem" - jeśli brak Ci tych wrażeń, wejdź w różowym body do kościoła podczas mszy. A potem opowiesz, jak było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To byłby jednak subtelnie inny rodzaj skupienia na sobie uwagi.

      Usuń