19 października 2014

Roztopy 2012

Zanim antysezon na dobre się zacznie – na pocieszenie, że kiedyś się skończy, wspomnienie z roztopów w roku 2012. To był 23 lutego, Park Skaryszewski, którego dawno tu nie było.
Przy okazji wyszedł mi wyjątkowo udany autoportret.

10 komentarzy:

  1. Też mam taki trochę bliźniaczy temat z innego parku link :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odpowiedzi
    1. I tak je tam trują chyba. Wczesną wiosną wielkie trawniki w Skaryszaku są całe w kretowiskach, a potem to znika, latem ich nie ma – to chyba nie jest naturalne?

      Usuń
  3. Uwielbiam roztopy! Znaczy nie same roztopy, tylko to co jest po nich. Nie wodę. Pogodę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ba! Po roztopach bywają też podtopy, zatopy, wtopy oraz ponowne skuwy.

      Usuń
  4. Roztopy są chyba najbardziej znienawidzonym momentem w roku. A ja je (właśnie dlatego?) całkiem lubię. Pamiętam taki rok (2006),kiedy sześciokrotnie w lutym-marcu się roztapiało, po czym znów padało i znów roztapiało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się wszystko lubić i doceniać piękno ciągłej zmienności... Obiektywnie biorąc, roztopy są najbardziej uciążliwe w poruszaniu się, i to obojętnie w jaki sposób, bo w końcu kierowcy też muszą czasem wysiąść z samochodu do kałuży, jeździć po brei i wieczornej szklance. A już np. pchanie dziecięcego wózka przez chodnik pokryty breją... Naprawdę harówa. Ale są też oczywiście przyjemne strony, ten powiew cieplejszego powietrza...

      Usuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń