4 marca 2015

Gorseciki z Neapolu

Trzy lutowe tygodnie we Włoszech to rzecz bardzo przyjemna, a wspomnienia z nich, których cyfrowa obróbka pozwala zbliżyć się w duchu do minionej przyjemności, będą się tu często pojawiać – być może na pewien czas zdominują blog, powiększając jego niespójność i zaśmiecenie. Ale trzeba też wrócić do zwykłych zatrudnień warszawsko-śląskich, kontynuując rozpoczęte cykle i tematy. 

Zresztą w porównaniu ze zmurszałymi miastami Włoch Warszawa jest przecież nieokiełznanym żywiołem. Wystarczy na trzy tygodnie wyjechać, by sytuacja uległa radykalnej zmianie – na przykład poranne wyjścia na zupełnie zakorkowane ulice Francuską i Saską (przedszkole mojego syna położone jest między nimi) każą teraz nieco się zamyślić. Przez ostatnich kilkanaście lat na budowę dróg samochodowych w Warszawie wydano pewnie kilkanaście, jeśli nie kilkadziesiąt miliardów, po czym wystarczy podpalić parę desek, żeby ten system drogowy rozłożyć na łopatki – niezły bilans. Co do mnie, im dłużej żyję i im więcej miast widziałem, tym bardziej się radykalizuję w poglądach: moim zdaniem indywidualny transport samochodowy powinno się z miast wyrzucić całkowicie i bezwzględnie, na rogatkach powinny stać szlabany, za które wjazd miałyby tylko karetki pogotowia, wozy strażackie, śmieciarki (elektryczne, żeby nie hałasowały) i ewentualnie dostawczaki w określonych godzinach i dniach tygodnia, np. w poniedziałki, środy i piątki między 7 a 10 rano. Poza tym żadnych wyjątków. Obojętnie, mieszkaniec, prezydent, policja, taksówka – niech się wozi rikszą, tramwajem, lektyką, segwayem, taczką. Zresztą założę się, że dożyję czasów, gdy w niektórych miastach tak to będzie zorganizowane. Lecz nie w Warszawie – w niej tak ogromny był ubytek miasta w mieście, zastąpionego pustawą przestrzenią pociętą szosami, że odsamochodowienie jest tu nie do wyobrażenia. Przejdźmy jednak do meritum posta.

Jednym z moich stałych tematów są gorseciki, które zupełnym przypadkiem napotkałem też w Neapolu. Zgadza się to z informacjami ze wstępu do Warszawskich gorsecików zanikających – mojej ulubionej książki varsavianistycznej, kilka razy już tu polecanej – według których kafelki wytwarzane przez firmę Dziewulski i Lange były odmianą wzoru obecnego wówczas – tzn. w latach nastych, dwudziestych, trzydziestych XX wieku – w całej Europie. Autorka, Hanna Faryna-Paszkiewicz, twierdzi – co prawda nie podając źródła tej wiedzy – że gorseciki wymyślono w Holandii, skąd się rozpowszechniły na inne kraje, a przykłady ich zastosowania wskazuje, poza Holandią, z Belgii, Francji, Austrii i Niemiec. Miło mi dodać kolejny punkt do tej listy.
Gorseciki neapolitańskie, a właściwie cremońskie, są wielkością z grubsza identyczne jak warszawskie, lecz mają nieco inny kształt, z większym wcięciem. Kolory też są te same, acz bladawy błękit o lekkim odcieniu gołębim w Warszawie jest rzadki. Zwróćmy też uwagę, że gorsecikom towarzyszą fioletowe, białe i niebieskie iryski, czyli kafelki w kształcie małych kwadracików – także produkowane u nas przez firmę Dziewulski i Lange i także powszechne w warszawskiej architekturze lat trzydziestych, na równi z gorsecikami, choć chyba sporadycznie wspólnie z nimi – w Warszawie zwykle albo gorseciki, albo iryski. 

Na gorseciki trafiłem w Neapolu w westybulu pałacu Zevallos Stigliano, położonego przy via Toledo, głównej ulicy miasta. Wystawny ten pałac, pierwotnie należący do kilku rodzin kupiecko-arystokratycznych, od końca XIX wieku do 1920 roku był stopniowo przejmowany przez jakiś wielki bank, i zapewne ze zbliżonego okresu – może z czasów niedługo po roku 1920 – pochodzi gorsecikowy westybul na parterze, przez który klienci wchodzili do głównej sali. Dziś pałac wciąż należy do banku – banki pożerają się nawzajem jak ryby, obecnym właścicielem jest największy włoski bank Intesa Sanpaolo, który jednak nie prowadzi w pałacu interesów, lecz urządził tam prywatną galerię sztuki ze stałą ekspozycją, jedną z trzech takich – tzn. urządzonych przez ten konkretnie bank – we Włoszech. Zbiór wystawiony w galerii jest co najmniej niezły, a cymesem jest w nim Męczeństwo św. Urszuli Caravaggia, ostatni jego obraz – i to przyczyna, dla której wszedłem do tego pałacu.

Swoją drogą – we Włoszech jest, powiedzmy oględnie, dość dużo zabytków i niezłych muzeów, a jeszcze banki urządzają tam własne galerie z Caravaggiami i biletami o połowę tańszymi niż w muzeach państwowych. W Polsce zabytków i niezłych muzeów jest ciut mniej, a nasze banki urządzają nam głównie kredyty we frankach – o podobnych galeriach dotąd nie słyszałem. Nieco frustrujące – być może jedną z przyczyn jest to, że nasze banki nie są w istocie nasze – na przykład mój jest hiszpański.

13 komentarzy:

  1. Taka komunistyczna kostka? To chyba był jakiś blok.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciąg skojarzeń:

      brak tralek -> modernizm -> blok -> komunizm

      Ciąg skojarzeń u dużego procentu polskiego społeczeństwa*

      *o ile ten zbiór ludzi jeszcze można nazwać społeczeństwem.

      Usuń
  2. Bardzo ładne gorseciki a przeciwko usunięciu indywidualnego ruchu samochodowego przynajmniej ze Śródmieścia nic bym nie miał, pod warunkiem uprzedniego stworzenia infrastruktury parkendrajdowej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Większość kierowców też nic nie ma przeciwko usunięciu ruchu samochodowego ze Śródmieścia, wszakże pod warunkiem uprzedniego zbudowania sześciu obwodnic i pięciu linii metra.

      Usuń
    2. Granice Śródmieścia prawie na całej długości biegną kilkupasmowymi ulicami, więc wystarczy przemianować je zbiorczo na Obwodnicę Wewnętrzną / Ring / Peryferyk i jedna obwodnica więcej już jest.

      Usuń
    3. Dlatego uważam, że obecnie najważniejszą inwestycją drogową i jedną z najważniejszych inwestycji w o ogóle w Warszawie jest połączenia Rondo Żaba - ul. Naczelnikowska - ul. Wiatraczna - Rondo Wiatraczna. I natychmiastowe sprowadzenie ul. Targowej do obecnej rangi ul. Jagiellońskiej (pod względem samochodowym).

      Usuń
    4. Zgadzam się, choć ja jako radykał oprócz tego wprowadzałbym po prostu coraz więcej stref pieszych z pełnym zakazem wjazdu. Czy zwróciłeś uwagę, jak mało ich jest w Warszawie - poza Starówką tylko Chmielna i ewentualnie Agrykola, choć tu byłyby wątpliwości. Po prawej stronie nie ma ani metra deptaka.

      Usuń
    5. Same strefy piesze nic nie zdziałają, trzeba jeszcze zrobić to:
      http://fenomenwarszawy.blogspot.com/2013/07/wzorcowy-przykad-rewitalizacji.html

      Usuń
  3. W Polsce też banki urządzają galerie, byłam na takowej w Krakowie:) Tyle, że to była czasowa wystawa, zorganizowana przez DB, ale naprawdę trzymała poziom.

    OdpowiedzUsuń
  4. wielkie krążki soli (?) - dzieło (?) rzeźbiarza (?) Bałki znajduje się w holu bankowca przy Goworka.
    ale nie dlatego tam wszedłem. na szczęście, nie trzeba było kupować biletów.

    gorseciki... patrząc na ich formę, można rzec, że kostka bauma jest ich córką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uważaj, żeby Cię nie trafiła zabłąkana kostka bauma.

      Usuń