11 lutego 2015

Pocztówka nr 53 (z diagnozą i terapią)

Diagnoza (Friedrich Georg Jünger, tekst późniejszy, lecz mowa o latach 30.):

Często przechodziłem obok tego budynku z pozłacaną kopułą, ale nigdy nie wszedłem do środka. Nigdy nie poświęciłem mu więcej niż jednego zdawkowego spojrzenia. Był dla mnie kwintesencją przebrzmiałego, zakłamanego monumentalizmu, architektonicznym trupem. XIX wiek stworzył wiele podobnych gmaszysk; wszystkie one są jednakowo martwe, zioną grobowym chłodem. Miały imponować, włożono w nie wiele wysiłku, użyto jednak miernych środków: pozbawionej wyrazu symetrii i tępego naśladownictwa, które można wyczytać z każdej fasady. Czasami zastanawiałem się, kiedyż w końcu przestaną konstruować tak ohydne budowle. Cokolwiek nawiązywało do renesansu, do renesansowego pałacu czy willi, wyzute było z życia, gdyż wszystko to dawno już w nas obumarło i nie wydawało z siebie żadnych nowych pąków. Ten budynek nic dla mnie nie znaczył*.

Zastosowana terapia:
Pozdrowienia z Jelonek.

* F.G. Jünger, Zwierciadło lat, przeł. N. Żarska, „Kronos” 2014 nr 3.

13 komentarzy:

  1. Ech, te 'problemy pierwszego świata'... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. typowe, jak to nazywam, pierdolamento myśliciela. lepiej by skurwysyn siedział w domu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ciekawe, jego akurat głównym tematem była, w dużym uproszczeniu, krytyka nowoczesnej techniki, tzn. tego jak technika robi z człowieka zwierzę. Technika, czyli modernizm :)

      Usuń
  3. Przynajmniej ta architektura wzbudza w nas jakiekolwiek emocje, chcemy do nich (do budynków) wejść zwiedzić klatki schodowe...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to to do wszystkich. Zwykły ludzki voyeuryzm.

      Usuń
  4. Większość osiedli wielorodzinnych a nie kamienicznych, wyrosłych z postulatów modernistów, jest najlepszymi miejscami do mieszkania na kuli ziemskiej. Włączając wielką płytę. Publiczne gmachy modernistyczne są dobre.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam do tego posta.

      Jeśli liczyć tylko stałe zamieszkanie, to nigdy w życiu nie mieszkałem w niemodernizmie (choć było np. kilka miłych miesięcy w mansardzie-służbówce). Ale jest różnica między przedwojennym modernizmem z umiarkowanie tradycyjną urbanistyką a (socjalistycznym) modernistycznym blokowiskiem. Przy czym minusy opisane w poście, do którego odsyłam, nie wynikają z Gierka, tylko z samego modernizmu, którego hasłem była separacja funkcji handlowej, mieszkalnej i innych.

      Inny, nieopisany w tamtym poście aspekt: gierkowski blok nad kilkupasmowa ulicą, codzienna tortura dźwiękiem. To też dosłowne spełnienie Le Corbusiera. Oczywiście to się zdarza i w przedmodernistycznym mieście, ale jakoś tak wychodzi, że w miastach przedmodernistycznych łatwiej uspokajać ruch.

      Jestem akurat w jednym z mniej modernistycznych miast Europy, w Neapolu - z punktu widzenia modernisty można się tylko zastanawiać, jak tu nie popełnić natychmiastowego samobójstwa. A jednak ludzie tu uśmiechnięci.

      Usuń
    2. Moje doświadczenie blokowiska jest diametralnie inne (Wyżyny, Bydgoszcz) - w odlegości ok. 1 km miałem i mam kilka punktów handlowych w tym większość specjalistycznych, uspokojony ruch uliczny, dużo przestrzeni zielonej, dobrą komunikację z centrum. Dzielnica się zmienia na gorsze przez ciągłe dogęszczenia i plomby. Przy czym dla mnie, przy całych moich brakach pojęciowych, to raczej nowy obiektywizm/Bauhaus oznacza modernizm, a nie późny Le Corbusier i "modernizm blachosmrodziarski".

      Dzisiaj klasyczne miasto mnie zmogło. Świętojańska w Gdyni - ulica handlowa z ruchem samochodowym i kamienicami ułożonymi w kanion dała mi antyprzeżycie miasta, A najnowsze budownictwo, które stara się wycisnąć jak najwięcej z dostępnej przestrzeni, podporządkowane pod samochody to budownictwo skarlałe w swojej większości.

      Usuń
    3. "Modernizm" w sensie ogólnym. Dla mnie kwintesencją modernistycznej urbanistyki jest Plan Voisin Le Corbusiera, w zasadzie zrealizowany po wojnie w Warszawie (np. osiedle za Żelazną Bramą): wielokondygnacyjne bloki, między nimi pusta przestrzeń i przelotowe ulice.

      Zabudowa wcześniejsza niż XX wiek zwykle wyklucza samochodowe arterie, bo ulice sporadycznie były dość szerokie, by pomieścić kilka pasów.

      Warszawskie dzielnice powstałe w międzywojniu - Żoliborz, Mokotów, Ochota, Saska Kępa - na ogół uważane za najlepsze w W-wie miejsca do życia, są pod względem urbanistycznym stadium pośrednim: wszędzie próbowano jakoś realizować miasto-ogród, każda z tych dzielnic miała być antytezą dziewiętnastowiecznego centrum z kwartałami kamienic, ale też wszędzie przynajmniej główne ulice mają zabudowę zwartą i charakter handlowy, a plan dzielnic jest tradycyjny, intuicyjny: główne ulice handlowe, mniejsze - mieszkalne, zabudowana na prostokątnych parcelach wzdłuż ulic.

      Usuń
    4. Dla mnie Plan Voisin to modernizm zwyrodniały. Znamienne jest to, jak dobieramy sobie skrajne punkty odniesienia w obrębie tego samego stylu.
      Architekturę modernistyczną w rozkładzie prostokątnych parcel mam w Gdyni i zdecydowanie takie rozwiązanie odrzucam.

      Usuń
  5. Cóż. Autor cycatu pisał z perspektywy lat 30, miał więc w opisywanym czasie taki dystans do architektury sprzed pierwszej wojny, jaki my mamy do kwitnącego postmodernizmu epoki dzikiej transformacji, czy do końcówki gospodarki planowanej i najbardziej oszczędnych materiałowo bloków. Czy można dziwić się, że wrzucał do jednego wora realizacje naprawdę dobre razem z masą czynszówek ubranych w mało gustowne dekoracje? Jak patrzę na dyskurs dotyczący architektury współczesnej, to mam wrażenie że lada moment (jeśli nie już) wychyli nam się igiełka w drugą stronę i tak jak po obu wojnach światowych coraz radykalniej odrzucano jakiekolwiek decorum i formy historyczne, tak my zaraz wylądujemy w świecie tandetnego rekonstruowania na potęgę i oblepiania każdego nowego budynku pseudo-historycznymi stiukami najgorszego sortu.

    Co do części terapeutycznej: nie ma jednego modernizmu, a bloki jelonkowskie (czy podobnie przygniatające Piaski), to raczej gospodarka niedoborów, niż przemyślany manifest jakiejś wizji urbanizacji. Mieszkam na północnym Ursynowie. Ludzie uśmiechnięci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daleko do tego rekonstruowania na potęgę, skoro w W-wie konserwator zabytków nie pozwala odbudować w pierwotnej formie kopuły czy wieżyczki zachowanej kamienicy, każąc ją zastąpić formą współczesną.

      Natomiast moje zestawienie jest w sumie od czapy, skoro w cytacie chodzi o gmach użyteczności publicznej, a ilustracja to bloki mieszkalne.

      Usuń